Turner w Krakowie, czyli najważniejsze muzealne wydarzenie 2011

Niepokojąca uroda żywiołów
Wystawa Williama Turnera w Muzeum Narodowym w Krakowie to chyba najważniejsze muzealne wydarzenie tego roku w naszym kraju. Do Polski przywieziono 84 prace artysty będącego gwiazdą pierwszej wielkości nie tylko na firmamencie sztuki XIX w., ale historii sztuki w ogóle.
William Turner. Autoportret z 1798 roku
Tate/materiały prasowe

William Turner. Autoportret z 1798 roku

„Rybak na morzu” z 1796
Tate/materiały prasowe

„Rybak na morzu” z 1796

„Holenderska łódź podczas sztormu” z 1801 roku
Materiały prywatne

„Holenderska łódź podczas sztormu” z 1801 roku

„El Oeillette i wąwóz Gorges du Guiers Mort – widok w kierunku St. Laurent du Pont”, 1802 r.
Tate/materiały prasowe

„El Oeillette i wąwóz Gorges du Guiers Mort – widok w kierunku St. Laurent du Pont”, 1802 r.

„Ramsgate”, rycina z cyklu „Porty Anglii”, 1826-28
Tate/materiały prasowe

„Ramsgate”, rycina z cyklu „Porty Anglii”, 1826-28

Życiu Turnera towarzyszyło wiele paradoksów, a jego twórczości – wiele kontrowersji. Musiało upłynąć nieco wody w Tamizie, by spodobał się wszystkim i nie budził już tzw. mieszanych uczuć, ale powszechny i bezwarunkowy zachwyt. Pochodzenie społeczne nie ułatwiało mu kariery. Jego ojciec był fryzjerem i perukarzem, co raczej nie inspirowało do sięgania po ołówek. Z matką miał słaby kontakt, a to za sprawą dręczącej ją choroby psychicznej. Uczył się kiepsko i niechętnie (zdaniem słynnego historyka sztuki Herberta Reada, do końca życia był niemal analfabetą), ale w owych czasach szkolne świadectwa nie stanowiły – jak dziś – przepustki do świata sztuki. Liczył się talent, a tego angielskiemu artyście natura nie poskąpiła. Uważni biografowie odnotowali, że pierwszy szkicownik zapełnił Turner mając 8 lat, a jego rysunki zaradny ojciec sprzedawał po 1–3 szylingi, wystawiając w witrynie swojej golarni.

Kto wówczas zainwestował w prace młokosa, mógł spokojnie myśleć o dostatniej starości. Kariera Turnera potoczyła się bowiem błyskawicznie. Mając 14 lat został przyjęty do Royal Academy, a rok później jego pracę dopuszczono do uczelnianej wystawy. Po kolejnych trzech latach sprzedawał już na tyle dużo i drogo, że mógł sobie pozwolić na luksusowe mieszkanie, utrzymywanie ojca i stałej partnerki – wdowy z dwójką dzieci. Książę Bridgewater zapłacił wówczas za jedną z jego prac 250 gwinei, co było już całkiem pokaźną sumą (dygresja: w ubiegłym roku płótno „Nowoczesny Rzym – Campo Vaccino” sprzedano za 45 mln dol.). Nie powinien więc już dziwić fakt, że mając 26 lat został najmłodszym w historii członkiem Akademii Królewskiej, a mając lat 32 – profesorem tejże uczelni.

Podziwiany, nielubiany

Szybko stał się człowiekiem zamożnym, podziwianym, zawodowo spełnionym. A mimo to niespecjalnie dawał się lubić. Malarz Francis Bourgeois nazwał go „małą gadziną”, a królowa Wiktoria nie nadała mu nigdy tytułu szlacheckiego, choć obdzielała nim malarzy daleko od niego gorszych. Wedle nieoficjalnych przekazów, stało się tak, ponieważ monarchini uważała go za niespełna rozumu. Był bowiem klasycznym przykładem artysty dziwaka: samotnika, egocentryka, pozbawionego kindersztuby, wycofanego. Bywającego oczywiście na tzw. salonach (w końcu z nich rekrutowali się jego klienci), ale znacznie lepiej czującego się w przyportowych spelunkach. Ponoć pozostawił po sobie wiele rysunków pornograficznych, które piewca jego twórczości i przyjaciel John Ruskin miał spalić, by nie plamiły pamięci po artyście.

Ale i to, co można było publicznie oglądać, wywoływało sporo kontrowersji. Miał Turner wielu zagorzałych miłośników, ale i wielu artystycznych przeciwników, którzy nie szczędzili energii i zapału, by mu dokuczyć i ośmieszyć jego prace. To podszczypywanie zaczęło się, gdy twórca miał 25 lat, i trwało praktycznie do jego śmierci. Głównym adwersarzem Turnera był inny wybitny malarz – pejzażysta John Constable, który nie mógł ścierpieć „przesadnej wylewności” (jakież to angielskie!) oraz stylu sprawiającego, że obraz wydaje się niedokończony. Tak oto ścierali się tytani.

Ta krytyka wydaje się całkiem oczywista, zważywszy na to, jak bardzo malarstwo Turnera odbiegało od tego, co produkowali za pomocą pędzla inni twórcy z jego pokolenia, zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w innych krajach. O ile jeszcze w niektórych szkicach z natury, które w prawdziwie hurtowych ilościach przywoził Turner z rozlicznych podróży po Europie, trzymał się pewnej dyscypliny, o tyle w malarskich pracach tworzonych z wyobraźni w pełni folgował już fantazji. A ta kazała mu widzieć świat jako jeden wielki kocioł potężnych żywiołów natury, przy których człowiek wydaje się malutki, bezradny, zagubiony.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną