Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Mitologizacje pani Poetowej

Kto wysłał Broniewskiego na leczenie?

Władysław Broniewski z żoną Janiną i córeczką Anką. Rok 1933 lub 1934. Władysław Broniewski z żoną Janiną i córeczką Anką. Rok 1933 lub 1934. Z archiwum Ewy Zawistowskiej / Materiały prywatne
Niedawno opublikowaliśmy w "Polityce" tekst poświęcony pełnemu znaków zapytania przymusowemu pobytowi Władysława Broniewskiego w Sanatorium dla Nerwowo Chorych w Kościanie. Otrzymaliśmy od jego wnuczki list, rzucający dodatkowe światło na tę sprawę.

Poniższy tekst jest komentarzem Ewy Zawistowskiej* do zamieszczonego w „Polityce” z 4 listopada b.r. fragmentu biografii Władysława Broniewskiego autorstwa Mariusza Urbanka pt. „Tajemnicze cztery tygodnie Władysława Broniewskiego – Poeta i psycho-łotrzy”.

*

Ostatnio w "Polityce" Mariusz Urbanek napisał: „Do teczki z dokumentacją pobytu męża w sanatorium Wanda Broniewska włożyła kartkę: Akcja Jakuba Bermana i Janiny Broniewskiej [pierwszej żony poety - red.] przeciw Władysławowi Broniewskiemu". Autor biografii przyjął za dobrą monetę mit spoczywający w muzealnej teczce i wyjaśniający, kto był inicjatorem pomysłu umieszczenia Broniewskiego w sanatorium w Kościanie. Trudno się dziwić. Zapiski Wandy Broniewskiej, która jako założycielka muzeum i zarazem jego kustosz honorowy, dożyła w tymże muzeum sędziwego wieku, traktowane są z natury rzeczy z estymą należną muzealnym zbiorom.

Tymczasem rzeczywistość odmitologizowana wygląda następująco: inicjatorką „akcji Kościan” był nie kto inny, tylko właśnie sama Wanda Broniewska, trzecia żona poety, zwana w rodzinie "panią Poetową". Moja ciotka – Maria Broniewska-Pijanowska, potwierdza to, czego sama nie mogę pamiętać, ale co - będąc córką Anki - znam z opowieści swojej babci – Janiny Broniewskiej.

Wkrótce po pogrzebie Anki, do Janiny Broniewskiej (pierwszej żony poety i matki Anki) zaczęła wydzwaniać Wanda Broniewska alarmując, iż Władek jest w skrajnej rozpaczy – zupełnie załamany, nie wstaje z łóżka, pije na umór i Wanda boi się o jego życie. Prosiła Jasię (która przecież wtedy też była w żałobie po stracie córki), żeby zwróciła się do Jakuba Bermana o załatwienie Broniewskiemu pobytu pod opieką lekarską w sanatorium w Kościanie. Jasia przejęła się i prośbę Wandy spełniła.

Wanda nie została jednak, jak pisze Urbanek, „wywabiona z domu”, kiedy po dziadka przyjechała karetka, tylko umknęła pod pretekstem zakupów, by podejrzenie „porwania” nie padło na nią. Podpisała natomiast własnoręcznie zgodę na leczenie męża w Kościanie i ów dokument spoczywał w tamtejszej kartotece.

Później, kiedy Broniewski tkwiący pod stałym nadzorem sanitariuszy, zaczął wysyłać do Wandy rozpaczliwe grypsy, w których prosił, żeby interweniowała, gdzie może (również u Jasi), aż wreszcie urządził protestacyjną głodówkę, na Wandę musiał paść strach, że mąż będzie wściekły, kiedy wyda się, iż to ona była pomysłodawczynią przymusowego pobytu w sanatorium. Uwolniła więc męża przy pomocy Sztachelskiego, ówczesnego ministra zdrowia i winę za „uwięzienie” zwaliła na Jasię. Sama wystąpiła w glorii wybawicielki.

Nie wiem, w którą wersję wydarzeń uwierzył dziadek po powrocie z Kościana, ale z czasem uznał, że tak czy siak wpakowano go do sanatorium w trosce o jego życie i po swojemu - wielkodusznie wszystkim wybaczył. Przyjaźni z Jasią Kościan ani trochę nie nadwątlił. Broniewski nadal wpadał do swojej pierwszej żony na długie rozmowy.

Wanda o tę przyjaźń była najwyraźniej zazdrosna. Chciała mieć „monopol” na Władka. Złościł ją fakt istnienia rodziny męża: jego siostry, córek – Anki i przysposobionej Majki, później wnuków. Nie chciała uznać, że Broniewski jest z natury człowiekiem rodzinnym, a przyjaźni z pierwszą żona - Janiną już zupełnie nie była w stanie tolerować.

Zapewne dlatego, stosując klasyczny mechanizm psychologicznego przeniesienia, napisała, że Janina „od pierwszej chwili naszego małżeństwa w marcu 1948 roku robiła, co mogła, żeby bruździć, przeszkadzać, z nasileniem w 1953 , kiedy jej się zmieniło w życiu osobistym”.

Czemu Jasia miała być niejako z góry uprzedzona do Wandy, skoro wcześniej potrafiła przyjaźnić się serdecznie z drugą żoną Broniewskiego – Marysią Zarębińską, swoją bezpośrednią następczynią. Nie były o siebie zazdrosne. Jasia wymyśliła zamieszkanie przed wojną w sąsiadujących lokalach domu na Czarnieckiego, tak by dziewczynki, Anka i Majka, mogły się wychowywać wspólnie. Ta rodzinna więź przetrwała wojnę. Jasia odnalazła Majkę w sierocińcu (była przekonana wówczas, ze Marysia – mama Majki nie przeżyła Oświęcimia) i wzięła ją do siebie, a po powrocie Marysi Anka i Majka wspólnie mieszkały z Władkiem i Marysią w Łodzi. Po wojnie, tak samo jak przed nią, wybierano się razem na wakacje.

Broniewski lubił skupiać rodzinę wokół siebie. Tę sielankę przerwała najpierw śmierć Marysi (mamy Majki), a później śmierć mojej mamy – Anki.

Jasia nie była „uprzedzona od początku”, jak twierdzi Wanda. Dziadek nawet przez pewien czas odbywał wizyty u mojej babci wespół z trzecią żoną. Wzajemna niechęć obu pań narastała w miarę ujawniania się, delikatnie mówiąc, trudnego charakteru Wandy (którą sam dziadek nazywał „cholercia”), nasilania się jej dążeń do odseparowania Władka od rodziny i zupełnie egzotycznego w tamtych rodzinnych stosunkach przywiązania Wandy do pieniędzy.

W swoim archiwum mam obfitą korespondencję rodzinną z wczesnych lat powojennych (szczególnie z okresu pobytu moich rodziców w Paryżu). Z listów wynika, iż niechęć do Wandy moja mama wyrażała znacznie bardziej dosadnie niż babcia Jasia. To raczej Jasia próbowała występować w roli piorunochronu. Anka ze wspólnych wakacji w 1950 roku w Ustce pisze: „baba jest nie tyle nawet wredna, co po prostu nienormalna. Snobizmy i aspiracje ma takie, że Putramentowa przy niej to kołchoźnica-traktorzystka”.

Wraz ze śmiercią Anki Wandzie ubyła największa rywalka do uczuć i względów męża - jego ukochana córka. Rodzinę udało się stopniowo i skutecznie odseparować. Jednak Jasia ze swoją siła i niezależnością najwyraźniej wydawała się Wandzie nadal groźną konkurentką. Na sformułowanie Wandy, że Janina bruździła w jej małżeństwie z Władkiem, moja babka wzruszyłaby ramionami, jak na wiele innych Wandy niedorzecznych oskarżeń, które lekceważyła.

Niesłusznie, jak się okazuje, bo to Wanda, zostawszy „panią na muzeum”, spreparowała i w tymże muzeum pozostawiła rozmaite mylne tropy. Między innymi te oskarżające moją babkę o niepopełnione czyny. A przecież właśnie Jasia wygrzebała w 1945 roku z gruzów na Żoliborzu, pieczołowicie przechowała i oddała dziadkowi wszystko to, co dziś stanowi przedwojenną cześć muzealnego archiwum. I nigdy z tego powodu nie robiła sobie reklamy. Zastrzegła tylko, by należące do niej listy i fotografie, które podarowała Muzeum Literatury, nie trafiły za życia Wandy do Muzeum Broniewskiego, bo po pierwsze - byłyby publikowane z obowiązującą wówczas adnotacją: "dzięki uprzejmości pani Wandy Broniewskiej", po wtóre- Jasia prawdopodobnie słusznie obawiała się o ich los…

* Ewa Zawistowska jest wnuczką Władysława Broniewskiego i córką Anki, czyli Joanny Broniewskiej-Kozickiej. Na stałe mieszka za granicą.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną