Internet: co się ściąga za pieniądze

Łupią, ale kupią
Zdrowy rynek kulturalny poradziłby sobie bez ACTA. Ale muzyce dostosowanie do wymagań cyfrowego świata zajęło dekadę, świat książki jeszcze nie zdążył, a przemysł filmowy udaje, że nic się nie stało.
To nie przypadek – to piracki rynek przetestował, ile jesteśmy w stanie wydać na kulturę.
Kostyantine Pankin/PantherMedia

To nie przypadek – to piracki rynek przetestował, ile jesteśmy w stanie wydać na kulturę.

Teraz za udostępnienie piosenki Michaela Jacksona będziesz mógł dostać 5 lat. O rok więcej niż jego lekarz” – głosi internetowa propaganda. Jak zwykle w dyskusjach o walce z piractwem w Internecie koncentruje się ona wokół muzyki. Tymczasem to dziś jedna z najzdrowszych gałęzi przemysłu kulturalnego.

Pod koniec stycznia, gdy trwały protesty przeciwko umowie ACTA i ustawie SOPA, światowa organizacja wydawców muzyki IFPI z optymizmem ogłaszała zeszłoroczne wyniki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną