Podsumowanie festiwalu filmowego w Gdyni

Kino, które krzyczy
W wielu nowych polskich filmach się krzyczy. Jak, za przeproszeniem, podczas obrad sejmowych. Może inaczej nie potrafimy rozmawiać o ważnych sprawach?
„W ciemności”, reż. Agnieszka Holland.
Jasmin Marla Dichant/Kino Świat/materiały prasowe

„W ciemności”, reż. Agnieszka Holland.

Agresja pojawia się w dialogach, nawet z udziałem bliskich sobie osób. Czasem jest to jednak krzyk rozpaczy. Krzyczy, czy wręcz wyje, bohaterka „Sekretu” Przemysława Wojcieszka, gdy poznaje prawdę o dziadku swego przyjaciela, który w czasie wojny zachował się haniebnie wobec szukających schronienia Żydów. Krzyczy, razem z córką, wykorzystywana przez szefów kierowniczka supermarketu w „Dniu kobiet” Marii Sadowskiej. Te krzyki zapowiadają dwa najważniejsze nurty, które pojawiły się na tegorocznym festiwalu w Gdyni. Z jednej strony powrót do przeszłości, sekrety, które długo czekały na odkrycie, nieprzeżyta do końca trauma Holocaustu. Z drugiej zaś obrazki ze współczesności, krytyczne spojrzenie na rzeczywistość, która zwłaszcza młodych artystów zaczyna wkurzać.

Międzynarodowe jury (to nowy zwyczaj w Gdyni) obradujące pod przewodnictwem Doroty Kędzierzawskiej miało tym razem łatwe zadanie. Z góry można było przewidzieć, że wszystkie główne nagrody przypadną filmowi „W ciemności” Agnieszki Holland, bezwzględnie najlepszemu w tej stawce. Jeszcze przed festiwalem pojawiały się jednak pytania, czy film powinien startować wraz z nowościami w konkursie, skoro był już na ekranach, osiągając zresztą znakomity wynik frekwencyjny (prawie 1,2 mln widzów), ponadto miał nominację oscarową za rok ubiegły.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną