Kultura

Nowych Horyzontów romans z popkulturą

Kaja Klimek Kaja Klimek Bogumiła Czech / Materiały prywatne
Trwa wrocławski festiwal Nowe Horyzonty. Pośród setek artystycznych, często bardzo skrajnych produkcji, triumfy święci tegoroczna, nietypowa sekcja Nocnego Szaleństwa – „Re-mixed. Ze sceny na ekranach”, poświęcona filmowym rolom znanych muzyków. Rozmawiamy ze współautorką cyklu.

Piotr Pluciński: Twoja sekcja podparta jest ideą remixu.
Kaja Klimek
: Remiks jako klamra spinająca Nocne Szaleństwo nasunął się sam. Po pierwsze sam temat sekcji, czyli chwila, gdy muzyk ze sceny trafia na ekran kinowy to mocny przełom, mogący zremiksować jego karierę i pchnąć ją na zupełnie nowe tory. To, co przychodzi później, tak jak w przypadku chociażby najbardziej znanych muzyków-aktorów, jak Will Smith czy Mark Wahlberg, może okazać się alternatywną wersją wcześniejszego, oryginalnego etapu kariery. A remiks to właśnie przekształcona wersja oryginału.

Skąd pomysł na taki akurat cykl?
Magdzie [Sztorc, współautorce cyklu – dop. red.] spodobały się moje teksty o kinie i popkulturze, zwłaszcza ten o włosach Nicolasa Cage’a, więc zaproponowała mi wspólne stworzenie tegorocznej sekcji Nocnego Szaleństwa. Podstawowy jej zarys już wtedy istniał, podsunięty zresztą przez Romana Gutka, który chciał na Nowych Horyzontach pokazać filmy z gwiazdami rocka – Stingiem, Davidem Bowie czy Led Zeppelin. Magda zaproponowała, byśmy tę listę opracowały wspólnie. Ale jako że miałam własne pomysły, które niekoniecznie na Nowe Horyzonty się nadawały, nasza współpraca – niczym w znanym przeboju Britney - przebiegała w rytm myśli „ty prowadzisz, ja szaleję”. To była szalona selekcja. Wiele tytułów zostało w szufladzie.

Na przykład?
Chciałam, by w naszej sekcji znalazł się „Podziemny krąg” z drugoplanową rolą Meat Loafa. Doszłyśmy jednak do wniosku, że jest to tytuł zbyt ograny i na pewno każdy go już widział. Wstępnej selekcji nie przeszedł także „Idol” Todda Haynesa, opowiadający o świecie rocka lat 70. i 80., czy „Purple Rain” z Princem. Najbardziej jednak żałuję, że nie pokażemy thrillera „Freejack” z epizodyczną rolą Micka Jaggera. Film niestety mocno się zestarzał, a występ muzyka był marginalny. Z tego samego powodu przepadł inny tytuł, na którym bardzo mi zależało, czyli „Uliczny wojownik” ze śliczną Kylie Minogue w roli drugoplanowej.

Roman Gutek mógłby tego nie przeżyć.
Zanim przekazałyśmy mu listę naszych propozycji, porządnie ją przekonsultowałyśmy. Starałyśmy się też wystrzegać filmów, które pomimo występów muzycznych gwiazd, były zwyczajnie kiepskie. Ogromnie szanuję Magdę – nie wahała się powiedzieć kilku moim pomysłom „nie” i z perspektywy czasu widzę, że były to słuszne decyzje.

Pomówmy zatem o filmach, które do sekcji trafiły.
W programie wyświetlamy jest sporo atrakcji. David Bowie jako król Goblinów w „Labiryncie” Jima Hensona. Mick Jagger w dekadenckim kryminale z czasów kontestacji - „Performance”. Moby, Alice Cooper, Iggy Pop oraz Alex Lifeson z zespołu Rush w komedii wampirycznej „Suck”. Sting w kultowej „Quadrophenii” o młodzieżowym gangu Modsów, z legendarną muzyką The Who. Tupac w swojej ostatniej roli w komediodramacie „Klincz”. Są też „Dick Tracy” z Madonną i kultowa, niezawodna „Żółta łódź podwodna z Beatlesami. Jest w czym wybierać.

 


Z którego z nich jesteś najbardziej dumna?
Bardzo się cieszę, że pokazujemy „Klincz”. To prawdziwa perełka z rewelacyjną rolą Tupaca, fajnie łącząca się z rzeczami, które sama bardzo lubię. Już tematyka – ludzie zmagający się z bezduszną biurokracją – stwarza ogromny potencjał, a w połączeniu z wątkiem bromance’owym, czyli podejmującym temat bliskiej, ale pozbawionej seksualności relacji dwóch mężczyzn, czy motywem śpiącej królewny, jest to po prostu must-see. No i zakończenie – nie mogę go zdradzić, ale jest prawdziwą wisienką na torcie, nie tylko filmu, ale wręcz całej sekcji. Cieszę się też, że pokazujemy mało znany film sci-fi „Światło, ciało i szatan” z 1959 z Harrym Belafonte w roli głównej. To kultowa postać, którą warto współczesnej publiczności przypomnieć.

Czy miałyście problem z pozyskaniem któregoś z filmów?
Każdy tytuł wiązał się z osobnymi wyzwaniami, głównie ze względu na ograniczoną dostępność kopii i wiążące się z tym obwarowanie dystrybutorsko - licencyjne. Najbardziej namęczyłyśmy się przy „Carmen: Hip Hoperze”. Okazało się, że film jest produkcją MTV, a co za tym idzie, nie ma kopii kinowej ani nawet sensownego plakatu. Na Horyzontach „Carmen” pokazujemy z nośnika DVD, co zresztą dobrze wpisuje się w ideę remixu jako takiego. W przypadku tego akurat filmu dodatkowym problemem było jego tłumaczenie – sam tylko rapujący Mos Def okazał się największym wyzwaniem, z jakim kiedykolwiek zmierzyłam się w zawodzie tłumacza.

Spodziewałaś się, że cykl będzie cieszył się takim zainteresowaniem?
Podchodziłam do tego z pewnymi obawami, ale przede wszystkim - nadziejami. Przed rozpoczęciem festiwalu zaglądałam regularnie na stronę Nowych Horyzontów, by sprawdzić, co o sekcji piszą potencjalni widzowie. Opinii było całkiem sporo. Najbardziej oblegane były oczywiście hity – np. „Labirynt” z Davidem Bowiem, ale też sporo mniej znanych filmów – np. „Prawdziwe historie” Davida Byrne’a z Talking Heads. Najważniejsze jednak, że publiczność zechciała w ogóle dać im szansę. To świetny dowód na to, że nowohoryzontowa publika – uważana za hermetyczną – jest otwarta na romans z popkulturą.

Czy w przyszłym roku możemy się spodziewać podobnych atrakcji?
Nie mam pojęcia… Temat przyszłorocznej sekcji zostanie zapewne ogłoszony pod koniec festiwalu. Osobiście marzy mi się Nocne Szaleństwo poświęcone kinowym baśniom. „Niekończąca się opowieść” albo „Narzeczona księcia” o 22. w Heliosie, po całym dniu nowohoryzontowych seansów, byłyby jak lody z bitą śmietaną po pysznym obiedzie.

Kaja Klimek. Pochodzi z Tarnowskich Gór. Na Uniwersytecie Jagiellońskim przygotowuje pracę doktorską na temat remiksu w kulturze popularnej. Tłumaczka i publicystka popkulturowa. Lubi plastikową biżuterię i bardzo dużo innych rzeczy. Ale ostatnio najbardziej dwóch Nicolasów: Cage’a i Windinga Refna.

 

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Meghan i Harry zadali cios tysiącletniej monarchii

Szacowny dom Windsorów sypie się w posadach. Ostatnie miesiące przypominają kryminał Agaty Christie „I nie było już nikogo”, bo „znikają” kolejni członkowie królewskiej rodziny.

Marek Rybarczyk
09.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną