Kultura

Zbiorowa niepamięć?

Brudna pamięć, czyli o "Pokłosiu" Pasikowskiego

Maciej Stuhr na planie „Pokłosia”. Maciej Stuhr na planie „Pokłosia”. Marcin Makowski / Makufly
„Pokłosie” Władysława Pasikowskiego w ten weekend wchodzi na ekrany polskich kin. Film zainspirowany jest wydarzeniami w Jedwabnem w 1941 r. Widz nie wie, czy mieszkańcy wsi nie pamiętają o zbrodni, czy też nie chcą o niej pamiętać.

I o tym m.in. w bieżącym numerze POLITYKI Joanna Cieśla rozmawia z psychologiem dr. Olafem Żyliczem.

J.C.: Czy uczestnicy podobnych zbrodni rozmawiają o tym, co zrobili?

O.Ż.: Z relacji historycznych wiemy, że zbrodniarze komunistyczni czy nazistowscy zwykle o swoich zbrodniach nie rozmawiali nawet z najbliższymi. Być może jedynie między sobą. W „Pokłosiu” są postaci dwóch młodych chłopaków, wnuków miejscowego kowala. Możliwe, że rzeczywiście nikt nigdy nie powiedział im wprost, w czym uczestniczył ich dziadek. A oni wiedzieli tylko, że dziadek miał trudne doświadczenia, może czuli, że wysyłał im słowne i pozasłowne sygnały, żeby się trzymać z daleka od obcych, o Żydach – „o żydkach” – w ogóle nie wspominając. Wstrząsające jest, że mieszkańcy takich okolic naznaczonych pogromami w kilkadziesiąt lat po wojnie potrafią po wypiciu dużej ilości wódki ciągle opowiadać o żydowskim złocie czy futrach.

 

Cała rozmowa o zbrodniach wypieranych z pamięci, winie, wstydzie i strachu po tragediach czasu wojny w bieżącej POLITYCE – dostępnej w kioskach, na iPadzie i w Polityce Cyfrowej. W numerze także recenzja filmu Pasikowskiego.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Nie każdy archeolog to Indiana Jones

Popkulturowy obraz archeologa awanturnika umacnia przekonanie, że ich głównym zadaniem jest odkrywanie skarbów. Ten fałsz fatalnie odbija się na wiedzy o przeszłości.

Agnieszka Krzemińska
27.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną