Dziedzictwo Oscara Niemeyera

Podróż do utopii i z powrotem
Wśród dzieł, które zostawił po sobie Oscar Niemeyer, najwięcej kontrowersji zawsze budzić będzie Brasilia.
Siedziba parlamentu w Brasilli.
Jane Sweeney/Corbis

Siedziba parlamentu w Brasilli.

Architekt Oscar Niemeyer zapoczątkował brazylijski modernizm.
Carlos Cazalis/Corbis

Architekt Oscar Niemeyer zapoczątkował brazylijski modernizm.

Migranci z najbiedniejszych stanów myśleli, że budują stolicę również dla siebie. Ale gdy miasto oddano do użytku, okazali się zbędni.
MARIO FONTANELLE/PAP

Migranci z najbiedniejszych stanów myśleli, że budują stolicę również dla siebie. Ale gdy miasto oddano do użytku, okazali się zbędni.

Plac Trzech Władz najlepiej wygląda nocą i z pewnego dystansu: dwie wieże bliźniaczki, kopuła – z jednej strony wieże; spodek z drugiej. Podświetlone po zmroku wyglądają niczym scenografia filmu science fiction, względnie muzeum sztuki współczesnej w plenerze, a są zupełnie realną siedzibą kongresu i senatu. Po innej stronie placu znajduje się pałac prezydencki Planalto i siedziba sądu najwyższego: przeszklone, niskie prostopadłościany z fantazyjnymi, falistymi krzywiznami. Te krzywe to znak rozpoznawczy zmarłego w ubiegłym tygodniu mistrza i marzyciela Oscara Niemeyera (w sobotę 15 grudnia skończyłby 105 lat). Kompleks robi wrażenie harmonii doskonałej, jaką wymarzył twórca, choć władza i harmonia rzadko chodzą w parze.

Prezydent Juscelino Kubitschek, pomysłodawca zbudowania stolicy na odludziu, marzył o jeszcze innej harmonii: wybrzeża i interioru. W latach 50., a także wcześniej i jeszcze długo później, Brazylia polityczna, kulturalna i gospodarcza to przede wszystkim wybrzeże atlantyckie, porty i metropolie: Săo Paulo, Rio de Janeiro, Salvador, Recife, Florianopolis, Porto Alegre. Interior, szczególnie Amazonia i Mato Grosso, były miejscem eksploatacji surowców i zapleczem rolniczym. Życie toczyło się gdzie indziej. Pragnienie wybudowania miasta przyszłości, 1000 km od Atlantyku, miało dowartościować interior i stworzyć równowagę. Nowy przekaz: Brazylia jest wielka i różnorodna; jest krajem równych, o których władza dba w równym stopniu.

Gdy w 1956 r. Kubitschek zaprosił Niemeyera do realizacji projektu-marzenia, architekt z Rio de Janeiro był już światową sławą. Przyniosły mu ją m.in. wystawa brazylijskiej architektury w Nowym Jorku w 1943 r., potem projekt budynku ONZ, wykonany wspólnie z dawnym mentorem Le Corbusierem. Niemeyer i Kubitschek znali się od lat 40. Przyszły prezydent był wtedy burmistrzem Belo Horizonte, gdzie architekt wizjoner zaprojektował jedno ze swoich flagowych dzieł: park rozrywki na obrzeżach miasta. Było tam kasyno, klub jachtowy nad sztucznym jeziorem, sale taneczne i kościół. Przez blisko dwie dekady lokalny biskup nie chciał odebrać kościoła z powodu „niestosownych” kształtów. Faliste krzywizny Niemeyera manifestowały – według krytyków i samego twórcy – związek z naturą, swobodę, hedonizm, co nie podobało się kościelnej władzy. Linia prosta niosła, jak mówił, symbolikę autorytarną, przeciwko której buntował się jako artysta i jako obywatel.

I wyszło miasto z chaosu...

„Miejsce wyglądało jak koniec świata. Wroga, dzika ziemia, bez drzew, bez niczego” – wspominał po latach Niemeyer. Paradoksalnie – było to atrakcyjne miejsce dla ucieleśnienia potęgi wyobraźni, wymazania złej przeszłości, pełnej przemocy, nierówności, wyzysku oraz wyznaczenia ideałów na przyszłość.

„Przyjęty plan [nowej stolicy Brasilii] był wielkim eksperymentem z zakresu architektury, urbanistyki i socjologii miasta – pisze w „Historii Brazylii” Marcin Kula. – Odzwierciedlał Kubitschka populistyczną koncepcję organizacji społeczeństwa (współpraca z ludem autorytarnie kierowanym) i jego koncepcję rozwoju. Monumentalna aleja głównych instytucji państwowych symbolizowała siłę władzy, odosobniony pałac prezydencki – jej centralny i niezależny ośrodek, otwartość placu – otwartość prezydenta. Jednocześnie miało to być miasto bez dzielnic nędzy, z przyzwoitymi mieszkaniami dla wszystkich. Miało symbolizować specyficznie rozumianą nowoczesność. Układ komunikacyjny dostosowano więc przede wszystkim do potrzeb posiadaczy samochodów. Jak gdyby w przyszłej Brazylii miano podnieść lud z dołów społecznych i każda rodzina rzeczywiście miała wsiąść do samochodu”.

Narodowy slogan Ordem e Progresso, czyli Ład i Postęp, miał przybrać fizyczne kształty nowej stolicy; Brazylia zaś – podbijać wyobraźnię świata nie tylko futbolem i słodko-gorzkim smakiem bossa novy, lecz także wizją miasta przyszłości. „50 lat postępu w pięć lat” – zapowiadał Kubitschek. Brasilię miano wznieść w ciągu czterech – do końca kadencji prezydenta, na wypadek gdyby któryś z następców chciał cofnąć zegar dziejów. Miała być „miastem równych ludzi”, co zapowiadali zgodnie i prezydent, i architekt, i urbanista (Lucio Costa). Pomysłodawców nie zniechęcała odległość ani to, że na budowę miasta trzeba było dowieźć dosłownie wszystko. Siła woli ponad wszelkie przeszkody!

„W Brasilii funkcje mieliśmy podane tylko z grubsza – mówił Niemeyer w rozmowie z Jackiem Żakowskim. – Nie było szczegółowych programów. Wiedzieliśmy, że w centrum musi stać parlament. To jest magiczne uczucie, kiedy na desce, na makiecie, na placu budowy z chaosu zaczyna się wyłaniać kształt piękny jak kobieta, jak ptaki, jak kwiaty. Architektura jest dla mnie jak magia”.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną