Władysław Mickiewicz - syn wielkiego ojca

Syn wielkiego ojca
Władysław Mickiewicz, autor wydanych właśnie „Pamiętników”, był spostrzegawczy jak reporter, wyczulony na szczegół jak beletrysta, a sylwetki ludzkie kreślił, jak na profesjonalnego biografa przystało.
Ojcem chrzestnym Władysława był książę Adam Jerzy Czartoryski, matką chrzestną Rosjanka, hr. Chlustin.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ojcem chrzestnym Władysława był książę Adam Jerzy Czartoryski, matką chrzestną Rosjanka, hr. Chlustin.

Trzeźwo patrzacy na świat Władysław był, jak sam określa, „widzem niejednej rewolucji”.
Iskry/materiały prasowe

Trzeźwo patrzacy na świat Władysław był, jak sam określa, „widzem niejednej rewolucji”.

Delegacja reprezentująca polski Zwiazek Zawodowy Pracowników Umysłowych na kongresie w Paryżu, 1925 r. W środku siedzą Maria Skłodowska-Curie i Władysław Mickiewicz.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Delegacja reprezentująca polski Zwiazek Zawodowy Pracowników Umysłowych na kongresie w Paryżu, 1925 r. W środku siedzą Maria Skłodowska-Curie i Władysław Mickiewicz.

Jedyną moją zasługą jest to, że byłem synem wielkiego ojca” – tak właśnie, jednoznacznie, bez pozy, pisze o sobie Władysław Mickiewicz na początku „Pamiętników”, które ukazały się właśnie nakładem Iskier. Trzeźwo patrzył na otaczający go świat i na swoją rolę w nim. Był jednak, jak sam określa, „widzem niejednej rewolucji”. Dlatego „Pamiętniki” napisał. To nie jest książka o ojcu; to książka o nim – o synu. O tym, co widział, słyszał i robił. A widział, słyszał i robił – w swoim długim życiu (1838–1926) – dużo.

Dzięki ojcu, niewątpliwie. Dzięki jego nazwisku, niezwykłemu prestiżowi, jakim ojciec się cieszył, syn miał dostęp do wielu wspaniałych osobowości epoki. Obserwujemy ich w tych pamiętnikach, słyszymy, i to takich zwykłych, bynajmniej nieodświętnych – wielcy ludzie na co dzień, najczęściej błyskotliwi, owszem, ale czasem i zabawni, z podpatrzonymi słabostkami, nawet komiczni.

Dla emigrantów, którzy nachodzili jego dom rodzinny (co nieraz było uciążliwe), mieszkał w nim poeta-prorok, wizjoner, przywódca duchowy. Przychodzili ci, którym się nie powiodło, którzy potrzebowali wsparcia, i ci, którzy dawali sobie radę. Radość sprawiali przyjaciele filareci: Ignacy Domeyko, Aleksander Chodźko (ci wkrótce odniosą sukcesy za oceanem). Generałowie powstańczy: Dembiński, Różycki, Dwernicki (dowiadujemy się, że otyły), Mycielski. Seweryn Goszczyński, pisarz, opowiada, jak zakłuł w noc listopadową generała Gendre’a: „Bagnet lazł (w brzuch) jak w masło”.

Dla chłopca ten ich prorok – to po prostu ojciec. Dowiadujemy się, że tata Mickiewicz chciał oddać syna do rzemiosła, bo to mu zapewni „bezpieczne życie, bez rozczarowań”. Matka, pani Celina, się sprzeciwiła, ojciec uległ, zapisano Władka do kolegium. (O matce, jej poświęceniu, dzielności, pisze z uwielbieniem). Dobry ojciec pomógł mu raz opisać wierszem łacińskim pożar Moskwy. Nie udało się, profesor zanotował uwagę „Brak kolorytu lokalnego”. Ojciec lubił zwierzęta, opowiada syn. „Gdy złapał kiedyś mysz w szufladzie biurka, włożył ją do pudełka i karmił łakociami. Jednak zginęła. (…) Okazało się, że zapomniał dać pić więźniowi”. No cóż, poeta…

W domu rodzinnym daleka przeszłość spinała się z teraźniejszością. Ojcem chrzestnym Władysława był książę Adam Jerzy Czartoryski. Dziwną dla chłopca była myśl, że „widzę kogoś, kto znał osobiście króla Stanisława i Katarzynę II”. I kapitalna (dla nas szczególnie) jest anegdota o tym, jak książę żachnął się, kiedy go przekonywano, że opłaciłoby się wydać córkę za Ludwika Napoleona (późniejszego Napoleona III): „Ależ napoleonidzi to parweniusze!”.

Matką chrzestną była hr. Chlustin, z którą poeta zaprzyjaźnił się wiele lat temu podczas pobytu w Rzymie. Rosjanka jako matka chrzestna! – to było wyzwaniem wobec bardziej zacietrzewionych, i to całkiem w guście Mickiewicza. I ta hrabina, już wiekowa, opowiadała pamiętnikarzowi, jak tańczyła z carem Pawłem I i jak ten groźny, nieobliczalny samodzierżca zmusił obecnych na balu, by podziwiali jego śpiew.

Indeks nazwisk urzekający: Garibaldi, Mazzini, Bakunin, Hercen, Mierosławski (którego Garibaldi nie znosił), Dumas-ojciec, oczywiście Hugo, cała galeria pisarzy francuskich, ale i spotkana w Konstantynopolu Ludwika Śniadecka (w której podkochiwał się jeszcze w Wilnie o siedem lat młodszy Julo Słowacki) i jej mąż Sadyk-Pasza, czyli pisarz wojownik Michał Czaykowski. To wtedy właśnie nasz pamiętnikarz, 23-letni młodzieniec, przedostał się do Odessy, by odbyć podróż po Rosji śladem ojca.

Syn buntownika przekroczył granicę Imperium! Co z nim zrobić? Ukarać? Wyrzucić? Ale ten buntownik to był przecież przyjaciel Puszkina, wiadomo, że chronili się „pod jednym płaszczem”. Wziąć pod nadzór! Ten policyjny nadzór właściwie ułatwił młodzieńcowi poruszanie się po kraju. Do tego stopnia, że podejrzliwi Polacy biorą go początkowo za oszusta, który udaje syna wielkiego Adama, żeby szpiegować patriotów.

Zaczyna się podróż niezwykle atrakcyjna – także dla czytelnika. Kijów: tu, opowiada pamiętnikarz, „głównym przewodnikiem był Stefan Bobrowski, jeden z najsympatyczniejszych i najzdolniejszych członków grupy”. (Późniejszy naczelnik miasta Warszawy w powstaniu styczniowym, wuj Conrada). W Opatowie Władysław odwiedza jego starszego brata, Tadeusza, ten jest, w przeciwieństwie do Stefana, „rozważny i chłodny”. (Ale to z nim właśnie marynarz Józef Korzeniowski korespondował i jego w końcu odwiedził). W Żytomierzu wizyta u Apollona Korzeniowskiego, „poety po mistrzowsku władającym wierszem”. Co za spotkanie: syn Mickiewicza u ojca Josepha Conrada!

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną