Jak wyglądają gabinety najwyższych urzędników?

Gabinety do oglądania
Co wisi na ścianach w gabinetach najwyższych polskich urzędników? Jaki wizerunek swego miejsca pracy komponują na potrzeby gości, przy czym się najlepiej czują? Na jakim tle toczą się rozmowy o naprawie Rzeczpospolitej? Postanowiliśmy to sprawdzić.
Gabinet ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego. Prawie galeria sztuki.
Tadeusz Późniak/Polityka

Gabinet ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego. Prawie galeria sztuki.

Gabinet marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Lekcja historii na ścianach.
Leszek Zych/Polityka

Gabinet marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Lekcja historii na ścianach.

Gabinet minister edukacji narodowej Krystyny Szumilas. Cnota powściągliwości.
Leszek Zych/Polityka

Gabinet minister edukacji narodowej Krystyny Szumilas. Cnota powściągliwości.

Czy istnieje wzorcowy model urzędniczego gabinetu? Chyba nie. Jedni najlepiej się czują w klimatach minimalistycznych, by nic niepotrzebnie nie rozpraszało ich uwagi. Inni – wręcz przeciwnie – wolą bogactwo ozdób i bibelotów, bo dopiero wówczas czują się pewnie, gdy oswoją biurową przestrzeń. Dla jednych ważny jest dostęp do ulubionych książek, są i tacy, którzy wręcz nie mogą pracować bez włączonego telewizora. Bywają urzędnicy, którzy lubią, by goście (lub współpracownicy) także estetycznie poczuli potęgę władzy, ale są i tacy, którzy wręcz demonstracyjnie wysyłają sygnały (stare meble, zgrzebne wyposażenie) o swej skromności i uwielbieniu dla relacji partnerskich.

O informacje poprosiliśmy 41 osób. Od prezydenta RP i premiera przez ministrów i szefów urzędów centralnych po prezydentów największych miast. Interesowało nas przede wszystkim to, co wisi na ścianach ich gabinetów, zakładając, że tam może się mieścić owa emocjonalna czy estetyczna wartość dodana. Odpowiedzi otrzymaliśmy 30, a część pytanych (a raczej ich rzeczników prasowych) potraktowało prośbę niezwykle poważnie, opisując przy okazji z najdrobniejszymi szczegółami całe wyposażenie. W dwóch przypadkach odmówiono nam informacji. W urzędzie prezydenta RP bez podania przyczyny, a w biurze prezesa TVP tłumacząc, że nie ma o czym mówić, bo na ścianach nie ma niczego godnego uwagi. Solidarnie wygląd ścian ujawnili członkowie Rady Ministrów, z premierem na czele (wyłamali się Barbara Kudrycka, Michał Boni i Jarosław Gowin), oraz prezydenci miast.

Ściany symboliczne

Zacznijmy od symboli. Oczywiście nikt nie zapomniał o wymienieniu godła Polski. Niekiedy z bardziej szczegółową informacją o lokalizacji (za biurkiem, nad wejściem) lub aspektach technologicznych (gobelin, na szkle, z brązu). Prezes Sądu Najwyższego Stanisław Dąbrowski ma nawet całą ich galerię. Dwóch ministrów i dwóch prezydentów zawiesiło w gabinetach krzyż. By jednak nie narażać ich na ataki z lewa, a pozostałych – na ataki z prawa, lokalizacji nie podamy. Jedna z tych osób wyjaśniła, że krzyż jest „skromny, mały, nienachalny”.

Często spotkać można symbole nawiązujące bądź to do sprawowanego urzędu, bądź to do osobistego etosu i ideowych wartości. W gabinecie ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniaka-Kamysza wisi „gipsowy odlew Dekretu z 1919 roku Naczelnika Państwa J. Piłsudskiego o obowiązkowym ubezpieczeniu”. U ministra Radosława Sikorskiego (MSZ) – plakat z pierwszych wolnych wyborów w 1989 r. („W samo południe”). Z kolei u ministra zdrowia zobaczyć można duże zdjęcie Jacka Kuronia. I dowiedzieć się, iż fotografia towarzyszy Bartoszowi Arłukowiczowi od początku jego politycznej kariery. Portret wędrował i wisiał dotychczas we wszystkich gabinetach zajmowanych przez obecnego ministra. Można podejrzewać, że podobny charakter symbolicznej identyfikacji mają fotografie Władysława Grabskiego (u min. Jacka Rostowskiego w Ministerstwie Finansów) oraz Eugeniusza Kwiatkowskiego (u ministra gospodarki Waldemara Pawlaka – stan na dwa dni przed dymisją). Wzorem symboliki pozostaje chyba jednak zestaw specjalny prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza: herb miasta, klucze do miasta, portrety sześciu dawnych burmistrzów.

Ciekawą historię usłyszy gość marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, jeśli zapyta o umieszczone na ścianie za szkłem znaczki pocztowe. Dowie się, że zostały wydrukowane nielegalnie w Polsce, w nakładzie 5 tys. egzemplarzy, z okazji 10 rocznicy powstania Karty 77. I o tym, jak podczas ich przerzutu do Czechosłowacji część nakładu przechwyciła i spaliła służba bezpieczeństwa PRL. A także, jak czescy opozycjoniści naklejali je na koperty i wysyłali oficjalną pocztą, a jeden z takich listów trafił nawet do aresztowanego działacza Petra Pospichala.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną