Jak J.R.R. Tolkien „Hobbita” rysował

Designer ze Śródziemia
Klasyk literatury fantasy J.R.R. Tolkien był również zdolnym grafikiem-amatorem. Stworzył książkę obrazkową dla dzieci, ilustrował swoje powieści i z powodzeniem projektował do nich okładki. Album z jego pracami związanymi z „Hobbitem” ukazał się niedawno w Polsce.
Okładka najnowszej książki poświęconej twórczości J.R.R. Tolkiena jako ilustratora.
Wydawnictwo Amber/materiały prasowe

Okładka najnowszej książki poświęconej twórczości J.R.R. Tolkiena jako ilustratora.

Przeglądając książkę „Hobbit w malarstwie i grafice J.R.R. Tolkiena” (wydawnictwo Amber)...
Sebastian Frąckiewicz/Polityka

Przeglądając książkę „Hobbit w malarstwie i grafice J.R.R. Tolkiena” (wydawnictwo Amber)...

Pagórek: Hobbiton za wodą
Sebastian Frąckiewicz/Polityka

Pagórek: Hobbiton za wodą

Okładka I wydania „Drużyny Pierścienia”, stworzona na podstawie projektu Tolkiena
Sebastian Frąckiewicz/Polityka

Okładka I wydania „Drużyny Pierścienia”, stworzona na podstawie projektu Tolkiena

O zamiłowaniach plastycznych Tolkiena wspominali już jego biografowie, kilka informacji pojawiło się także w zbiorach jego listów. Jednak książka „Hobbit w malarstwie i grafice J.R.R. Tolkiena” (wydawnictwo Amber) jest pierwszym opracowaniem wydanym po polsku gruntownie analizującym dorobek ilustratorski pisarza. Jej autorzy, Wayne G. Hammond i Christina Sculi po raz pierwszy zajęli się artystycznymi ambicjami twórcy „Hobbita" już w latach 90., wydając książkę „J.R.R Tolkien: Artist&Illustrators” zbierającą w jednym tomie jego projekty map, obwolut do własnych książek, rysunków i akwareli. A było ich całkiem sporo, bo  rysował właściwie od dziecka  i  nigdy tego hobby nie porzucił.

Jak sugeruje Humphrey Carpenter  w biografii „Mistrz i wizjoner”,  zamiłowanie do rysunku i kaligrafii odziedziczył najprawdopodobniej po przodkach od strony matki, ponieważ część z nich była grawerami i rytownikami. Dziadek Tolkiena bawił się z nim w następujący sposób: „Czasami brał kartkę papieru i pióro z wyjątkowo cienką stalówką, obrysowywał sześciopensówkę i tak do powstałego okręgu wpisywał kaligraficznym pismem cały tekst modlitwy pańskiej” – czytamy w książce Carpentera.

Od książki obrazkowej do Hobbita

Był ogromnym fanem Arthura Rackhama, słynnego ilustratora Baśni Braci Grimm i utworów Szekspira. To od niego uczył się rysowania natury, w szczególności drzew. I o ile rysowanie przyrody czy sporządzanie map wychodziło mu naprawdę nieźle, kompletnie nie radził sobie z przedstawianiem postaci, i prace zawarte w albumie Hammonda i Sculi doskonale to pokazują. Zresztą sam Tolkien miał tego świadomość.

„Doradzono mi też, że najbardziej odpowiednie  są te [rysunki], które odnoszą się do geografii lub krajobrazu – nie mówiąc już o tym, że nie potrafię narysować niczego innego” – pisał w jednym ze swoich listów do wydawcy „Hobbita”.

Choć nigdy nie traktował swoich prac plastycznych serio, były ważnym dodatkiem do jego twórczości, początkowo - tej skierowanej do najmłodszych. Przez lata, próbując zachować u swoich dzieci wiarę w św. Mikołaja, rysował specjalne listy, które do małych Tolkienów miały trafiać  jakoby z samej Laponii. Zawierały obszerne ilustrowane relacje z tego, co dzieje się na Biegunie Północnym. Znajdowało się w nich też kilka słów od Niedźwiedzia Polarnego, sporządzonych liternictwem przypominającym runy, a nawet specjalnie zaprojektowany znaczek z dalekich krain.

Po wydaniu „Hobbita” napisał i samodzielnie narysował książkę obrazkową dla dzieci „Pan Błysk”, w której grafika była istotna na równi z tekstem. Ale i sam„Hobbit” tworzony był z myślą o własnych dzieciach i już na etapie rękopisu zawierał mapy oraz ilustracje. O ile wydawca pierwszej angielskiej edycji początkowo chciał ze względów ekonomicznych wydrukować jedynie mapy, ostatecznie dał się przekonać do czarno-białych prac. Z kolei w amerykańskim wydaniu pojawiły się kolorowe ilustracje pisarza. Początkowo Tolkien, niepewny swych umiejętności, nie chciał ich wykonywać i wolał, aby zrobił to profesjonalista. Bał się jednak, że nie będą nazbyt amerykańskie.

„…jeśli będzie można (chciałbym tu dodać) postawić weto, wobec wszystkiego, co pochodzi ze studia Disneya lub jest pod jego wpływem (serdecznie nie znoszę jego produktów)” – pisał  w liście do amerykańskiego wydawcy.

Wiadomo, że Tolkien miał dobry gust: lubił klasyczną, brytyjską ilustrację w postaci rysunków wspomnianego już Rackhama, a także Pauline Baynes. Niejednokrotnie rekomendował ją do oprawy graficznej swoich książek. Baynes stworzyła również najbardziej znane, publikowane także w polskich wydaniach, ilustracje do „Opowieści z Narnii” Lewisa (prywatnie - przyjaciela J.R.R.). Jednym z najbardziej cenionych przez Tolkiena grafików był holenderski minimalista Cor Blok, ponieważ zostawiał odbiorcy sporo przestrzeni dla własnej wyobraźni. Blok odwiedził pisarza w 1961, a ten poprosił go o recenzję swoich prac. Możemy się zatem domyślić, że hiperrealistyczny styl, który  dominuje dziś na okładkach współczesnej literatury fantasy, Tolkienowi by się nie spodobał.

Nordycki modernista

Łatwo zauważyć, że pisarz z powodzeniem posługiwał się różnymi technikami: rysunkiem ołówkowym, kredką, tuszem i akwarelą. Widać także, że prace są nierówne, a Tolkien nie miał jednego wypracowanego stylu. Starał się raczej naśladować klasyków ilustracji i robić to jak najlepiej. Jak to w przypadku amatorów: stawiał na szczegóły, pieczołowite oddanie detali, a nie na wyrażanie siebie za pomocą środków plastycznych. Z drugiej strony po kolorowych ilustracjach widać, że miał doskonałe wyczucie barwy, a takie prace jak „Brama króla elfów” świadczą o tym, że potrafił też zadbać o świetną kompozycję i miał bogatą wyobraźnię.

- Nie zapominajmy, że Tolkien nigdy nie uważał siebie za plastyka czy malarza i mam wrażenie, że dziś robi się z niego artystą odrobinę na wyrost. Jego prace plastyczne, owszem, są bardzo ciekawe, ale to raczej próba dopełnienia własnego świata, który przede wszystkim wyrasta z języka. Język był dla niego pierwszorzędny – mówi Marek Gumkowski, redaktor wydania "Władcy Pierścieni" w przekładzie Marii Skibniewskiej i znawca twórczości pisarza.

Ze wszystkich prac zawartych w albumie „Hobbit w malarstwie i grafice…” najciekawszy  wydaje się projekt okładki oraz obwoluty „Hobbita”. I właśnie Tolkien jako projektant książki czy - jak kto woli - designer był szczególnie utalentowany. Tym bardziej, że tak jak profesjonaliści – potrafił projektować  z dokładnymi wytycznymi. Brytyjski wydawca „Hobbita” ciął koszty, ale Tolkien świetnie poradził sobie z ograniczoną liczbą kolorów na okładce, przekuwając to w zaletę. Krytyk sztuki „Guardiana” Jonathan Jones pisał nawet, że okładka „Hobbita” autorstwa Tolkiena jest połączeniem bardzo (jak na owe czasy) nowoczesnego, północnego projektowania książki z fascynacją dawną sztuką wikingów.

Ale okładka „Hobbita” nie jest jedyną, jaka wyszła spod ręki Tolkiena. Zaprojektował również obwolutę do całego cyklu „Władcy pierścieni”, i to w różnych wersjach. Nie wszystkie zostały użyte przez wydawcę. Ale w każdej z nich widać zamiłowanie Tolkiena do minimalistycznych środków wyrazu, ornamentyki i zmysł kompozycyjny.

Ilustracje Tolkiena rzadko trafiają na rynek sztuki. Prace z trylogii czy „Hobbita” są cennym skarbem rodziny oraz wydawców i nieczęsto można je znaleźć na aukcjach. W 2009 na licytację do Sotheby’s  trafiły co prawda rysunki Tolkiena, ale były to martwe natury i nie osiągnęły zawrotnych cen (ok. 30 – 50 tys. funtów). Droższe od ilustracji w tym samym Sotheby’s są pierwsze wydania „Hobbita” z dedykacją Tolkiena. Najcenniejszy egzemplarz sprzedano za 90 tys. funtów. Jak widać, nawet na aukcjach słowo Tolkiena ceni się bardziej niż jego rysunki, choć są niezwykle ciekawym uzupełnieniem jego literackiej wizji.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną