Ranking budynków niedokończonych

Czarne dziury architektury
Głośno było ostatnio o łódzkim szpitalu, który budowano prawie 40 lat, a teraz stoi zamknięty. Ale nie ma się co dziwić Łodzi. W niemal każdym dużym mieście w Polsce można znaleźć takie budowy i miejsca przeklęte.
Warszawa, teren wokół Pałacu Kultury i Nauki - tu było i miało być wszystko, a nie ma nic.
Artur Gajdziński/Forum

Warszawa, teren wokół Pałacu Kultury i Nauki - tu było i miało być wszystko, a nie ma nic.

Katowice, w powiększonym przez lata centrum miasta panuje urbanistyczna prowizorka i straszą pustostany.
Piotr Gajek/SE/EAST NEWS

Katowice, w powiększonym przez lata centrum miasta panuje urbanistyczna prowizorka i straszą pustostany.

Kraków, w samym centrum miasta straszy niedoszły 92-metrowy wieżowiec. Imponujący wieszak dla banerów reklamowych.
Jan Graczyński/EAST NEWS

Kraków, w samym centrum miasta straszy niedoszły 92-metrowy wieżowiec. Imponujący wieszak dla banerów reklamowych.

Wrocław, mimo że zabytkowy Dworzec Świebodzki 18 lat temu przeszedł gruntowny remont, na zadbany nie wygląda.
Bartłomiej Kudowicz/Forum

Wrocław, mimo że zabytkowy Dworzec Świebodzki 18 lat temu przeszedł gruntowny remont, na zadbany nie wygląda.

W ostatnich dwóch dekadach nasze miasta rosną jak na drożdżach. Rzadko w sposób kontrolowany, choć często budząc podziw skalą i tempem inwestycji: nowych wieżowców, osiedli, apartamentów, biurowców. A wśród nich drzemią miejsca jakby poddane innemu porządkowi czasu i logiki. Place, z którymi od lat nic nie można zrobić, obiekty, których budowa nagle niegdyś stanęła. Oczywiście, za każdym razem da się odnaleźć racjonalne wytłumaczenie: bankructwo dewelopera, problemy prawne, nieudolność władz.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że jest coś jeszcze – właśnie owo trudne do określenia przekleństwo, które paraliżuje wszelkie konstruktywne działania i pomysły.

Warszawa: niechlubny przykład

Miastem, w którym mamy do czynienia z całą siatką lokalizacyjnych czarnych dziur, jest oczywiście stolica. Zacznijmy od budynków. Rekordzistą pozostaje chyba biurowiec na placu Politechniki (20 lat od rozpoczęcia budowy). Długim stażem (12 lat) pochwalić się też może skorupa gigantycznej, liczącej 36 tys. m kw., siedziby EuRoPol GAZ. Zdesperowani właściciele gotowi byli nawet podarować ją władzom stolicy. Te jednak policzyły koszty ukończenia budowy i darowizny nie przyjęły. Niewiele krócej (11 lat) trwa budowa ratusza w Wilanowie. Przy tym sześcioletnie straszenie biurowcem Acciony przy ul. Towarowej czy Hotelem System przy ul. Wspólnej to drobny epizod na ciemnych kartach zabudowy stolicy.

Czasami klątwa dopada całych połaci miasta. Ot, choćby plac Piłsudskiego z niekończącą się dyskusją: odbudowywać Pałac Saski (a przy okazji Pałac Brühla) czy nie? Prezydent Warszawy Lech Kaczyński był gotów stawiać i przeznaczył na ten cel 200 mln zł. Jego następczyni pieniądze te dała na budowę mostu Północnego, a po wielkim placu, mimo kilku różnych, gotowych już, planów zabudowy, nadal hula wiatr. Jeszcze silniej wieje on po Porcie Praskim. 38 ha niemal w środku miasta. Nic, tylko budować. Ba, ale co? Prawie 20 lat temu urbanista Jan Rutkiewicz roztoczył śmiałą wizję stworzenia w tym miejscu nowego centrum Pragi, z dość wysoką zabudową biurowo-usługową. Zmienili się włodarze miasta i pojawiła się inna koncepcja: teraz ma być trochę wysoko, a trochę nisko, trochę mieszkaniowo, a trochę biurowo, trochę dla klasy średniej, a trochę – dla bogaczy. Na razie trwa zbieranie rozlicznych pozwoleń, a Port nadal straszy chaszczami.

Jednak niedoścignionym przykładem decyzyjnego straszydła pozostaje oczywiście stołeczny teren wokół Pałacu Kultury i Nauki. Tu już było wszystko: plac dla pierwszomajowych przemarszów, wielki jarmark, wesołe miasteczko, strefa kibica, gigantyczny parking, scena koncertowa pod gołym niebem. I wszystko miało być. Przywrócenie tradycyjnych kwartałów ulic i zabudowa kolista, budynki niewysokie i niemal nowojorskie drapacze chmur, osiedla mieszkaniowe i biurowce. Nie mówiąc już o Muzeum Sztuki Nowoczesnej, którego powstanie władze stolicy torpedowały wszelkimi możliwymi sposobami. Jeden tylko duet architektów Biełyszew–Skopiński przygotował aż cztery warianty zabudowy, a na wszelkie analizy, plany i ekspertyzy dotyczące tego miejsca miasto wydało już grubo ponad 1,5 mln zł. Duch Stalina straszy w tej okolicy nad wyraz skutecznie.

Katowice: gdzie to centrum

Z kolei urbanistyczną zmorą Katowic od dziesięcioleci pozostaje… centrum miasta. Najpierw zniszczenia wojenne, a następnie dziwaczna polityka architektoniczna sprawiły, że duże miasto pozbawione jest wyrazistego głównego miejsca. Gra toczy się przede wszystkim o rynek. Przed II wojną światową był urokliwym placem, otoczonym ze wszystkich stron kamienicami, w których mieściły się sklepiki, knajpy, hotele. Po wojnie zniknęły stare budynki, z czasem zmieniono plac na ulicę i rondo, dodano linie tramwajowe. Dziś panuje tu urbanistyczna prowizorka. Od wielu lat miasto nieudolnie próbuje przeprowadzić konkurs na nowy wygląd rynku. Rozpisywano kolejne edycje – bez rezultatu. Także w ubiegłorocznym konkursie nie wyłoniono zwycięzcy. Ale jak tu coś sensownego zaproponować, skoro nie wolno ani o centymetr ruszyć istniejących torów tramwajowych, a miasto i tak na własną rękę planuje postawienie wielkiego budynku przeznaczonego na siedzibę prezydenta.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną