Architektura muzeów holokaustu

Muzea pustki
Gmach Muzeum Historii Żydów Polskich został otwarty dla zwiedzających. Dotychczas można było tylko z zewnątrz podziwiać jego oryginalną bryłę. Trzeba przyznać, że jedną z ciekawszych wśród wielu poświęconych Żydom i Holocaustowi placówek rozsianych po świecie.
Warszawskie Muzeum Historii Żydów Polskich.
Wojciech Kryński/Forum

Warszawskie Muzeum Historii Żydów Polskich.

Muzeum w Fukuyamie.
Holocaust Education Center

Muzeum w Fukuyamie.

Muzeum Holocaustu w Los Angeles.
Los Angeles Museum of the Holocaust & Belzberg Architects

Muzeum Holocaustu w Los Angeles.

Współczesne Muzeum Żydowskie w San Francisco.
Michael Halberstadt/Corbis

Współczesne Muzeum Żydowskie w San Francisco.

Muzeum w Bostonie.
Alice Chan

Muzeum w Bostonie.

Centre Pompidou w Paryżu, Tate Modern w Londynie, MoMA w Nowym Jorku, Guggenheim w Bilbao czy MAXXI w Rzymie. Okazuje się, że współcześnie budowane muzea bardzo często i szybko stają się architektonicznymi ikonami miast. Są tworzone w przeróżnych stylach i konwencjach, od skrajnego minimalizmu, przez futurystyczny hi-tech, wybujały postmodernizm, szalony dekonstruktywizm, po dziwaczny biomorfizm. I choć wydaje się, że ich projektanci nie szczędzili fantazji, to jednak rzadko się zdarza, by bryły muzealnych gmachów nawiązywały w sposób jednoznaczny i oczywisty do jakiejkolwiek symboliki.

Nieco inaczej ma się sprawa z muzeami poświęconymi Żydom i ich historii, a szczególnie tymi koncentrującymi się na upamiętnieniu Holocaustu. Religia, długa tradycja oraz złożone losy narodu wręcz nakazują, by odnieść się do nich przy projektowaniu muzeum. Większość architektów owej symbolice, w mniejszym lub większym stopniu, ulega. Tendencji tej dodatkowo sprzyja fakt, że zlecenia często otrzymują (szczególnie w USA) projektanci o żydowskich korzeniach, szczególnie skłonni, by gmach muzeum, poza walorami architektonicznymi niósł także treści ideowe. Zanim więc przekroczy się progi owych muzeów, już można je czytać jak architektoniczną kabałę.

Sytuacja najbardziej oczywista to symbolika miejsca. W naturalny sposób przypisana jest praktycznie wszystkim muzeom stworzonym w miejscach związanych z eksterminacją – obozach przejściowych, koncentracyjnych i śmierci: Bełżec, Majdanek, Treblinka, Auschwitz, a za granicą – Terezin (Czechy), Ravensbrück i Buchenwald (Niemcy), Drancy (Francja), Mechelen (Belgia).

W Mechelen, obok przedwojennego budynku aresztu, z którego deportowano belgijskich Żydów, postawiono nowy muzealny gmach. Symbolikę miejsca wzmocniono, rezygnując z okien skierowanych na budynek historyczny (nie ma powrotu do przeszłości), zaś otwierając go wielkimi szklanymi połaciami w przeciwną, symbolizującą przyszłość, stronę.

Barak, bydlęcy wagon oraz symboliczna cyfra

Gdy brakuje historycznych kontekstów związanych z miastem i najbliższą okolicą, pozostaje włączanie symboli Holocaustu w bryłę budynku. Sylwetka muzeum w Terra Haute (Indiana) kojarzy się więc z obozowym barakiem, muzeum w Richmond (Wirginia) – z bydlęcymi wagonami, w których przewożono Żydów do obozu, zaś w St. Louis – może być, w zależności od spojrzenia, zarówno barakiem, jak i wagonem. Sporo miejsc poświęconych Holocaustowi korzysta z mocnej symboliki cyfry „6”: sześć milionów zamordowanych Żydów, sześć wielkich obozów koncentracyjnych, sześć lat eksterminacji.

Najbardziej widoczny jest ów symbol w Bostonie, gdzie ekspozycję poświęconą Holocaustowi jej autor Stanley Saitowitz zaaranżował w sześciu oddzielnych, wysokich szklanych wieżach. Także sześć słupów postawiono przed muzeum w Huston (1996 r.). Tam jednak projektant otoczył ponadto gmach drutami do złudzenia przypominającymi te obozowe, zaś głównym elementem architektonicznym uczynił okrągły, masywny czarny walec mający przypominać dym wydobywający się z krematoryjnego pieca. Mocna symbolika czy architektoniczna przesada?

Równie dosadną, by nie rzec łopatologiczną, stylistykę przyjął Stanley Tigerman, projektując Muzeum Holocaustu w Chicago. Cały kompleks składa się z dwóch symetrycznie ustawionych budynków. Jeden ma ciemną elewację i bryły o ostrych kątach, co symbolizuje „zejście w ciemność”, czyli czasy drugiej wojny światowej. Drugi jest jasny, o łagodnych zaokrąglonych kształtach i opowiada o ratowaniu Żydów oraz o ocalonych z Holocaustu. Łącznik między owym piekłem a niebem jest oczywiście w kolorze i kształcie „przejściowym”, a nawiązuje z kolei do konwencji Księgi Pamięci poświęconej wspomnieniu zamordowanych.

Dużo bardziej przemawia do zwiedzającego subtelna symbolika niedużego muzeum w Fukuyamie. To właściwie przykład dobrej, całkowicie nienarracyjnej architektury z jednym wszelako drobnym akcentem. Otóż na dużej szybie będącej łącznikiem dwóch brył budynku znajdują się namalowane wizerunki motyli. To nawiązanie do wiersza napisanego przez dziecko z getta, zaczynającego się od słów „w getcie nie ma motyli”.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną