Darren Aronofsky o pasji tworzenia

Bez happy endu
Rozmowa z amerykańskim reżyserem Darrenem Aronofskym o nowym filmie „Noe”, pracy w kibucu, życiu na krawędzi i skrajnie subiektywnych punktach widzenia.
„W obsesji tkwi często zalążek geniuszu. Moment transformacji, walki ze sobą, przeobrażania się i ulegania irracjonalnym pasjom bardzo mnie interesuje”.
Jim Ruymen/UPI/BEW

„W obsesji tkwi często zalążek geniuszu. Moment transformacji, walki ze sobą, przeobrażania się i ulegania irracjonalnym pasjom bardzo mnie interesuje”.

Janusz Wróblewski: – Ma pan polsko brzmiące nazwisko. Pańscy przodkowie wywodzą się z tej części Europy?
Darren Aronofsky: – Babcia od strony matki pochodziła z Wilna. Moja prababka miała trzech mężów, trzeci nazywał się właśnie Aronofsky. Jako ortodoksyjni Żydzi mieszkający na terenach dawnej Polski obawiali się pogromów i zrobili wszystko, żeby wyemigrować do Ameryki.

Tematyka żydowska dyskretnie przewija się przez całą pańską twórczość.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj