Kultura

Kartel pani Carter

Beyoncé na Stadionie Narodowym

Zdjęcie promujące poczynania Beyoncé są dziś zarazem prezentacją nowej kolekcji strojów plażowych. Zdjęcie promujące poczynania Beyoncé są dziś zarazem prezentacją nowej kolekcji strojów plażowych. H&M / EAST NEWS
Kiedy rusza w trasę, wielkie koncerny synchronizują z nią kampanie. Oglądając 25 maja Beyoncé na Stadionie Narodowym, będziemy podziwiać przede wszystkim najcenniejszą markę amerykańskiej rozrywki.
Inauguracja drugiej kadencji Obamy. Beyoncé zaśpiewała z playbacku, wywołując wielkie oburzenie.Alex Wong/Getty Images/FPM Inauguracja drugiej kadencji Obamy. Beyoncé zaśpiewała z playbacku, wywołując wielkie oburzenie.
Bezpośrednia konkurencja Beyoncé. Od lewej: Justin Timberlake, Lana Del Rey, Taylor SwiftEAST NEWS Bezpośrednia konkurencja Beyoncé. Od lewej: Justin Timberlake, Lana Del Rey, Taylor Swift

Ameryką rządzą dwie czarnoskóre, heteroseksualne pary. Jedna włada z Białego Domu dzięki 66 mln głosów wyborczych. Druga ze sceny, za sprawą 230 mln sprzedanych płyt. Obie spotkały się pod koniec stycznia na Kapitolu podczas inauguracji nowej kadencji prezydentury Baracka Obamy – czyli tego z pary numer jeden. Uwagę mediów i portali społecznościowych zdominowało jednak wykonanie hymnu narodowego przez Beyoncé – czyli tej z pary numer dwa. Obecność Michelle Obamy i rapera Jaya-Z obiektywy aparatów odnotowały tym razem głównie dlatego, że towarzyszyli swoim małżonkom.

Tamtej eksplozji zainteresowania 31-letnia piosenkarka prawdopodobnie wolałaby jednak uniknąć. „Potrzebowała playbacku do zaśpiewania piosenki, którą 11-letnie dziewczynki wykonują na żywo na stadionach sportowych w całych Stanach. Hańba” – komentował na Twitterze któryś z internautów, a jego cięty komentarz przedrukowano wkrótce w tysiącu innych miejsc: od łamów „New Yorkera” po stronę główną BBC. Odtworzenie z taśmy ukochanego utworu Ameryki przez ulubioną wokalistkę Amerykanów wywołało bowiem szok dwojakiego rodzaju.

Po pierwsze, podważyło autentyzm samej inauguracji prezydenckiej. Jak zauważył wspomniany „New Yorker”, przypomina ona Amerykanom o podstawowych wartościach narodowych: otwartości, wolności słowa czy egalitaryzmie. Szwindel Beyoncé mógł sugerować szwindel w przesłaniu całego przedsięwzięcia. Oprócz narażenia patriotycznej dumy nadszarpnęła ona również wiarę w fundament własnego wizerunku: doskonałość. Doskonali nie potrzebują posiłkować się playbackiem. A już na pewno nie pozwalają się na tym procederze nakryć, wywołując ogólnonarodowy skandal, który przysłonił nawet północnokoreańskie zapowiedzi kolejnego testu nuklearnego (zrealizowane wkrótce potem). Owo potknięcie mogło oznaczać początek schyłku oficjalnej królowej amerykańskiego show-biznesu. Zamiast tego okazało się kolejnym dowodem na to, że gdy Beyoncé upada, to na trampolinę – by wybić się jeszcze wyżej.

Dojrzały produkt

Lutowa premiera jej telewizyjnej biografii „Life Is But a Dream” („Życie to tylko sen”) przyciągnęła przed ekrany trzykrotnie więcej widzów, niż wynosił dotąd rekord oglądalności filmów dokumentalnych telewizji HBO. Zdania krytyków co do zawartości półtoragodzinnego dzieła były podzielone. Wielu uskarżało się na zwykłą nudę. Zgodny entuzjazm wzbudziły za to napisy początkowe. Beyoncé Knowles figuruje w nich jako reżyserka, producentka, narratorka oraz jedyna gwiazda filmu. W napisach końcowych pojawia się jeszcze w sekcji „dodatkowe kamery”, bo niektóre sceny kręciła prywatnym smartfonem.

Monopol po obu stronach obiektywu to przejaw absolutnej kontroli, jaką Beyoncé sprawuje nad swoją karierą. Jej oficjalne archiwum będzie wkrótce zawierać wszystkie istniejące zdjęcia i wideoklipy z udziałem artystki. Począwszy od tych nastoletnich, kiedy przewodziła dziewczęcemu trio Destiny’s Child, aż po feralne ujęcia z występu podczas Super Bowl, najpopularniejszej imprezy sportowej w USA (o czym niżej). „Tę cyfrową bazę wzorowano na bibliotece sieci telewizyjnej NBC. Oznaczanie, podpisywanie i porządkowanie materiałów trwa już od dwóch lat i zajmie jeszcze przynajmniej kilka miesięcy – pisał reporter magazynu »GQ«, którego dopuszczono do skarbca. – Już teraz mrugające światełka sygnalizują jednak, że produkt o nazwie Beyoncé jest bezpieczny. I gotowy, by stawić się na każde kliknięcie – i zacząć zarabiać”.

Czy porównywanie artystki do towaru nie jest nadużyciem? W przypadku Beyoncé wręcz się narzuca, bo działa ona w ścisłej symbiozie z globalnymi markami. Przypomniały o tym w kwietniu dwa nowe single. Premierę pierwszego umiejscowiono w klipie reklamowym Pepsi, w którym Beyoncé konfrontuje się ze swymi poprzednimi wcieleniami scenicznymi. Przesłanie spotu: „Embrace your past, but live for now” (Doceń swoją przeszłość, lecz żyj chwilą obecną) koresponduje z tytułem piosenki. „Grown Woman” – dojrzała kobieta. Drugi ze wspomnianych singli poznaliśmy dzięki marce odzieżowej H&M. W reklamie jej letniej kolekcji skąpo ubrana Mrs. Carter – bo w tym roku posługuje się nazwiskiem męża (Jay-Z to prywatnie Shawn Carter) – wdzięczy się na oblanej promieniami poranka plaży. Arkadyjskiej scenie towarzyszy utwór „Standing on the Sun”. Stojąc w słońcu.

Kampanie Pepsi i H&M zsynchronizowano z rozpoczętą w połowie kwietnia trasą koncertową Beyoncé. Dzięki temu swoje kilkunastometrowe portrety w jaskrawożółtym bikini zobaczy w każdym z 46 miast, które odwiedzi – w tym na fasadach galerii handlowych w Warszawie. Wartości kontraktu z H&M nie znamy, ale umowa promocyjna z Pepsi opiewa na 50 mln dol. W kontekście kwot ośmiocyfrowych nie powinna dziwić wizerunkowa przezorność Knowles – od budowy archiwum godnego służb specjalnych i reżyserowania własnej biografii aż po nieudaną próbę zastrzeżenia znaku handlowego „Blue Ivy Carter”, czyli imienia i nazwiska niespełna półtorarocznej córki Beyoncé i Jaya-Z. I nie dziwi do momentu, gdy przeradza się w nadgorliwość. 

Stadion zamarł

Rekordowa widownia przekraczająca 100 mln par oczu sprawia, że występ w przerwie Super Bowl to marzenie i cel nawet najbardziej zasłużonych muzyków. Przed rokiem artystyczną część finałowego meczu ligi tamtejszego futbolu zagospodarowała Madonna. Z występu zapamiętano jednak tylko środkowy palec, który asystująca gwieździe M.I.A. pokazała kamerom bez pytania gospodyni o zgodę. W 2004 r. głośno było z kolei o prawej piersi Janet Jackson odsłoniętej jakoby niechcący przez Justina Timberlake’a. W międzyczasie dla uspokojenia nadwrażliwych widzów zapraszano rockmanów, którzy okres buntu zamknęli około czterech dekad temu: Paula McCartneya, The Rolling Stones czy The Who.

Wszystkich ich zdystansowała tegorocznym spektaklem Beyoncé. „W krótkiej czarnej kurtce motocyklowej i skórzanym body wykonanym z pasków pytona oraz iguany, obszytym koronką” – rzeczowo wyliczał odpowiedzialny za kreację nowojorski projektant Rubin Singer. Wokół niej „ogniste erupcje układające się w dwie sylwetki falujące płomiennymi włosami” – entuzjazmował się ceniony krytyk Sasha Frere-Jones. Po wszystkim, jakby przyłączając się do powszechnej owacji i dodając dramaturgii wieczorowi, stadion stracił zasilanie, co o pół godziny opóźniło ciąg dalszy rozgrywki. W obiektywach kamer Pani Carter wypadła fenomenalnie. Ale na statycznych zdjęciach już nie bardzo.

Nazajutrz serwis internetowy Buzzfeed opublikował galerię fotografii zatytułowaną „33 najdziksze momenty występu Beyoncé”. Zawierała ona szczególnie efektowne, ale także szczególnie niekorzystne ujęcia. Wkrótce redakcja otrzymała list, w którym proszono o usunięcie „nietwarzowych” kadrów. „Jestem przekonana, że zdołacie znaleźć coś lepszego – pisała menedżerka artystki. – Najgorsze są te o numerach 5, 6, 10, 11, 12, 19 oraz 22”. Wszystkie siedem Buzzfeed oczywiście przedrukował w swojej kolejnej publikacji: „Nietwarzowe zdjęcia Beyoncé, których jej PR nie chce wam pokazać”. Artykuł polubiły na Facebooku 32 tys. osób. Podlinkowały na Twitterze dwa tysiące. Polecił e-mailem tysiąc internautów. Przynajmniej przez chwilę świat oglądał królową obnażoną.

Reakcja asysty Beyoncé na bezczelność prasy okazała się tyleż radykalna, ile nieprzemyślana. Otóż na czas obecnego tournée postanowiono nie udzielać żadnych akredytacji fotografom prasowym czy agencyjnym. Prawo do portretowania Mrs. Carter otrzymał tylko jej oficjalny archiwista – i z owoców jego pracy wolno korzystać do woli. Tyle że odsunięcie profesjonalistów od sceny sprawi, że w poszukiwaniu unikatowych zdjęć prasa zwróci się o pomoc do amatorów. „Zrobią wszystko, by dotrzeć do zdjęć, których inni nie posiadają. Jeśli nie wolno im wysłać własnego fotografa, kupią je od fanów z pierwszych rzędów. Mainstreamowe media pokazywać będą ujęcia nie tylko niekorzystne, ale też kiepskiej jakości” – ostrzegał jeden z branżowych ekspertów. Jego słowa błyskawicznie się potwierdziły.

Spośród kreacji Beyoncé przygotowanych na obecną trasę wyróżnia się kostium „imitujący ciało pokryte skrystalizowanym miodem”. W praktyce składa się nań 30 tys. kryształów od Swarovskiego pomalowanych ręcznie w taki sposób, by stworzyć iluzję nagości. Ze szczególnym wskazaniem na biust. „Chętnie spytałbym, co jedna z jej największych fanek, czyli Michelle Obama, powiedziałaby o tym stroju własnym córkom” – komentował na antenie telewizji Fox News socjolog z Harvardu zajmujący się wychowaniem młodzieży. Świadoma podobnych pytań Beyoncé postanowiła pominąć kontrowersyjny ubiór w oficjalnych fotorelacjach z pierwszych koncertów. Dlatego magazyny plotkarskie, serwisy muzyczne, a nawet poważne dzienniki musiały zdać się na smartfonowe wysiłki amatorów. Na których niby-negliż – mimo kryształów Swarovskiego – nie prezentuje się zbyt korzystnie. Ale i ta sytuacja pokazała, że Beyoncé ostatecznie zawsze stawia na swoim.

Żadnych pytań

Głównym zarzutem stawianym jej telewizyjnej biografii nie była monotonia fabularna czy aktorska, lecz przedstawienie bohaterki filmu jako superbohaterki. „Nękana mdłościami pierwszego trymestru ciąży bez słowa skargi przechodzi przez 48 godzin ciągłych prób, nie myląc ani kroku. Tragedię poronienia pokonuje, wchodząc do studia i śpiewając z głębi serca piosenkę, którą obwołuje najlepszą w swoim dorobku. Ścigana przez tabloidy, potępia ich fiksację na punkcie celebryckich ciąż, lecz jej samej praktyki te nie obchodzą. Jeśli dotyka ją coś naprawdę złego, traktuje to jak zakłócenia zewnętrzne, które ma okazję przemóc wewnętrznym hartem” – wyliczał magazyn „The Atlantic”.

W swej doskonałej publicznej kreacji Beyoncé rzeczywiście wydaje się ulepiona z innej gliny niż większość gwiazd, za których świetlanymi karierami zwykły kryć się życiowe cienie. Od Michaela Jacksona (nieudane operacje plastyczne czy zarzuty, że molestował dzieci) po Whitney Houston (kokaina i toksyczne małżeństwo). Od Rihanny (najpierw bolesny, teraz kompromitujący związek z damskim bokserem) po Amy Winehouse (nałóg alkoholowy zakończony śmiercią). Czy nawet coraz mniej doskonałego Justina Biebera (niedawno zwymiotował na scenie na oczach tysięcy fanek – i kamer). Tyle że akurat w kwestii niezatapialności Beyoncé jej biografia może być wierna prawdzie.

Afera zdjęciowa po Super Bowl ostatecznie tylko przedłużyła o tydzień żywot medialny występu. W końcu uznano go za jeden z pięciu najlepszych w historii Super Bowl: obok wyczynów Prince’a, Michaela Jacksona, Bruce’a Springsteena oraz U2. Kontrowersje otaczające obecną trasę koncertową pomogły wyprzedać część amerykańskich koncertów w zaledwie kilka minut od otwarcia kas. A właściciele londyńskiej hali O2, którą Beyoncé wypełni aż na sześć wieczorów, wyznali, że przy takim zainteresowaniu biletami mogliby jej zorganizować nawet 150 koncertów. Wizerunkowi artystki nie zaszkodziła nawet zmasowana wyprzedaż reklamowa: w niedawnym badaniu jej kampanię dla Pepsi aż 70 proc. badanych odebrało pozytywnie. Nawet prawo wydaje się ulegać urokowi Beyoncé. Gdy małżeństwo Carterów wybrało się w kwietniu na Kubę (w czwartą rocznicę ślubu), dwóch kongresmenów wszczęło w tej sprawie śledztwo – Amerykanów obowiązuje wszak embargo turystyczne. Ostatecznie wyjazd usprawiedliwiono jednak „wymianą kulturalną”.

Pozostaje jeszcze nieszczęsny playback, którym Beyoncé miała naruszyć wiarygodność prezydenckiej inauguracji. W niespełna dwa tygodnie po wybuchu afery zwołała konferencję prasową, na której oficjalnie przyznała się do podpierania technologią. Usprawiedliwiła to niekorzystną pogodą, brakiem należytej próby dźwięku i historyczną wagą chwili, której wolałaby nie splamić niedoskonałym wykonaniem. Następnie, specjalnie dla zdumionych dziennikarzy, zaśpiewała amerykański hymn a cappella. „I oczywiście wersja solo była mocniejsza, bardziej zniuansowana i mniej sztampowa niż ta z playbacku” – podsumował krytyk „New Yorkera”. Na koniec rzuciła tylko: „Jakieś pytania?”.

Żadnych. No, może jedno, bo na pewne sytuacje nie ma mocnych: czy podczas jej występu dach naszego Stadionu Narodowego będzie zamknięty?

Występ Beyoncé to część Orange Warsaw Festival. Oprócz niej w ostatni weekend maja na Stadionie Narodowym zagrają: Cypress Hill, Fatboy Slim, The Offspring oraz Basement Jaxx.

***

Konkurencja

Inne marki amerykańskiej sceny:

Taylor Swift – na estradzie walczy z Beyoncé o tytuł królowej amerykańskiego popu. W reklamach przekonuje, że coca-cola smakuje lepiej niż promowana przez konkurentkę pepsi.

Justin Timberlake – po sześcioletniej przerwie od muzyki wrócił we fraku jako Frank Sinatra XXI w. Przed przemianą był twarzą Sony, Audi, MySpace, perfum Givenchy oraz sprzętu do golfa.

Lana Del Rey – spróbowała od razu wskoczyć na wyższą półkę. Skutecznie: przed Beyoncé to ona spoglądała na nas z plakatów H&M. W telewizji występuje w towarzystwie luksusowego Jaguara.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Miliard ludzi na świecie głoduje. Dlaczego? Bo jest okradanych przez nas – silniejszych i bogatszych

Rozmowa z Martínem Caparrósem, argentyńskim pisarzem, autorem zbioru reportaży „Głód”, o tym, dlaczego prawie miliard ludzi nie ma co jeść – mimo że żywności mamy aż za dużo.

Paulina Wilk
29.03.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną