Kultura

Dwie legendy

Relacja z Cannes: Polański sentymentalnie

Portret Wladziu Valentino Liberace, amerykańskiego showmana z polsko-włoskimi korzeniami zaprezentował Steven Soderbergh. Portret Wladziu Valentino Liberace, amerykańskiego showmana z polsko-włoskimi korzeniami zaprezentował Steven Soderbergh. Alberto Pizzoli / EAST NEWS
Zapomniany dokument „Weekend of a Champion” Franka Simona wyprodukowany przez Romana Polańskiego czterdzieści dwa lata temu sprawia wrażenie archiwalnej kroniki poświęconej rajdom samochodowym.

Na początku lat 70. Polański przyjaźnił się z Jackiem Stewartem, ówczesnym mistrzem świata Formuły 1. Przygotowania kierowcy do wyścigu o Grand Prix Monaco w 1971 roku oraz jego przebieg stanowią całą treść filmu, która nie wnika głęboko w psychologię, ani w kulisy zawodowego sportu. Szczegółowe wywody Stewarta na temat strategii prowadzenia bolidu, warunków pogodowych, niebezpieczeństw związanych ze śliską nawierzchnią albo ostrymi zakrętami w miejskiej przestrzeni są dość naiwne i warte zainteresowania głównie dla tych, co śledzą przebiegi rajdów w obecnych, bardzo zmienionych pod względem technologicznym warunkach. Ta różnica rzucająca się w oczy od pierwszego ujęcia wywołuje zdumienie. Trudno bowiem uwierzyć, że organizatorom wyścigów do tego stopnia brakowało kiedyś wyobraźni, że zezwalali na traktowanie kierowców jak gladiatorów. Dla wielu z nich rajdy kończyły się śmiertelnymi wypadkami. Po tym jak zginął jego klubowy partner, Francuz Francois Cevert, Stewart zrezygnował ze ścigania.

Dla Polańskiego „Weekend of a Champion” to nostalgiczny powrót do czasów jego burzliwej młodości i pewnie dlatego  zdecydował się ponownie nad tym filmem popracować. Materiał gruntownie przemontował. Wypadło z niego pół godziny. W to miejsce pojawia się krótkie wspomnienie, rozmowa Polańskiego ze Stewartem z 2011 roku, a właściwie ich komentarz nagrany po obejrzeniu filmu w pokoju hotelowym, w którym cztery dekady temu przez tydzień obaj się spotykali. Patrzą na minioną epokę z dystansem, śmieją się ze swoich zapuszczonych włosów, bokobrodów, Stewart wyznaje, że był dyslektykiem, półanalfabetą i wstydził się do tego przyznać. Ale to wszystko nie robi wrażenie. Może dlatego, że dla nas ważniejszy jest Polański i chciałoby się więcej zwierzeń usłyszeć od niego. Tak czy inaczej dla fanów polskiego reżysera będzie to nieocenione źródło poznania jego nie-filmowej pasji, o której do tej pory mało kto wiedział. Drugi film Polańskiego  „Wenus w futrze” zostanie pokazany dopiero w sobotę. Jako ostatni film w konkursie. 

Odważniejszy, nieporównanie bardziej emocjonalny portret innej gwiazdy tamtych lat Wladziu Valentino Liberace, amerykańskiego showmana z polsko-włoskimi korzeniami zaprezentował Steven Soderbergh. Liberace to pierwszy telewizyjny idol w Stanach. Genialny pianista i piosenkarz. Jego płyty sprzedawały się w milionowych nakładach. Był najlepiej opłacanym artystą estrady lat 50 i 60. Słynął z ekstrawaganckiego zachowania. Uwielbiał otaczać się przepychem i luksusem. Ubierał się w królewskie stroje. Grał na złotym fortepianie. Na scenę wjeżdżał samochodem. Stworzył w popkulturze niedościgniony wzór autokreacji, z którego pełnymi garściami czerpią do dziś m.in. Elton John i Lady Gaga. Był też gejem, ale konsekwentnie ukrywał to przed opinią publiczną do końca swojego życia. Zmarł na AIDS w 1987 r.

W nakręconym dla HBO dramacie miłosnym „Behind the Candelabra”  gra go Michael Douglas i jest to rola wybitna, za którą może się spodziewać nie tylko nagrody w Cannes ale i kolejnego Oscara. Partneruje mu ufryzowany na złotowłosego Adonisa Matt Damon. Gra jego kochanka Scotta Thorsona, który kilkanaście lat temu opublikował autobiograficzne wspomnienia o ich związku, które stały się podstawą scenariusza. Soderbergh zamierzał ten film nakręcić wcześniej, ale na przeszkodzie stanęła choroba Douglasa oraz brak zainteresowania ze strony hollywoodzkich producentów. W Cannes przyjęto „Behind the Candelabra” bardzo ciepło.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną