Kultura

Tajemnice artystów

Pisarze o malarzach

Obraz Macieja Świerzyńskiego „Ostatnia wieczerza”. Obraz Macieja Świerzyńskiego „Ostatnia wieczerza”. repr. Wojtek Jakubowski / KFP
Malarze i ich dzieła okazują się wdzięcznym tematem powieści, a literacka wyobraźnia pisarzy bywa tu zaskakująca. Najlepszym przykładem odnoszący sukcesy „Bezcenny” Zygmunta Miłoszewskiego.
„Arystoteles kontemplujący popiersie Homera” Rembrandta.Wikipedia „Arystoteles kontemplujący popiersie Homera” Rembrandta.
„Dziewczyna z perłą” Jana Vermeera.Wikipedia „Dziewczyna z perłą” Jana Vermeera.

Tropem, którym literaci podążają najczęściej, jest autorskie, subiektywne spisanie biografii malarza. Niektórzy z nich miewali ciekawe życie, wręcz proszące się o swą literacką wersję. Zasada jest prosta – im dawniej żył bohater, tym mniej o nim wiemy i tym bardziej możemy folgować pisarskiej fantazji, wymyślając zdarzenie, budując atrakcyjne dialogi, mnożąc przygody, rozterki, spotkania. Bywają więc fabularyzowane życiorysy, które starają się mocno trzymać faktów i historycznych świadectw, ale bywają i takie, w których losy twórcy są jeno pretekstem do popuszczenia wodzy wyobraźni.

Długą listę fabularyzowanych biografii otwiera honorowy lider, czyli „Pasja życia” Irvinga Stone’a. Ta opowieść o życiu Vincenta van Gogha jest w tradycji gatunku jak wzór metra z Sèvres; dziś już może nieco staroświecka, ale przez wielu czytelników i krytyków ciągle uważana za niemającą sobie równych. Rzecz ciekawa, Stone napisał ją, mając zaledwie 31 lat, od niej rozpoczynając – nie da się ukryć, że z przytupem – literacką karierę. Później malarzom poświęcił jeszcze dwie książki: „Udrękę i ekstazę” o Michale Aniele i – już u schyłku długiego życia, najsłabszą – „Bezmiar sławy” o Camille’u Pissarro.

Do wyboru, do koloru

Podobnych powieści, które osiągnęły ponadprzeciętną popularność, było oczywiście więcej. Począwszy od takich klasycznych pozycji, jak „Goya” ­Leona Feuchtwangera (1951 r.) czy ­„Moulin Rouge” Pierre’a la Mure o Henrim ­Toulo­use-Lautrecu (1950 r.), a skończywszy na „Fridzie” Barbary Mujicy (życie Fridy Kahlo widziane z perspektywy jej młodszej siostry) czy „Raju tuż za rogiem” Mario Vargasa Llosy (o Paulu Gauguinie). A po drodze: do wyboru, do koloru. Nawet działająca w XVII w. malarka Artemizja doczekała się dwóch zbeletryzowanych biografii pióra Alexandry Lapierre oraz Susan Vreeland. Ta ostatnia autorka napisała też bardzo ciekawą powieść o życiu kanadyjskiej malarki Emily Carr.

Niekiedy pisarze, zamiast opisywać całe życie artysty, koncentrowali się na jakimś jego fragmencie, jak choćby Theun de Vries w powieści „Vincent w Hadze”, a nawet na konkretnym dziele. Dla „Namaluj to” Josepha Hellera punktem wyjścia stał się obraz Rembrandta „Arystoteles kontemplujący popiersie Homera”, zaś Gert Hofmann stworzył intrygującą wersję powstania jednego z obrazów Bruegla w książce „Upadek ślepców”.

Z kolei wspomniana już Susan Vreeland wykreowała nieistniejący w rzeczywistości obraz Vermeera „Dziewczyna w hiacyntowym błękicie”, a następnie opisała jego realny wpływ na losy ludzi w różnych epokach, od XVII po XX w. Niekiedy bohaterkami książek stają się postaci z obrazów, jak w „Dziewczynie z perłą” Tracy Chevalier, „Damie z gronostajem” Danieli Pizzagalli czy „Prywatnym życiu Mony Lisy” Pierre’a la Mure.

Bywa, że malarska profesja bohatera staje się wartością wtórną wobec wątków emocjonalno-uczuciowych. Elizabeth Hickey w „Malowanym pocałunku” opisała związek Gustava Klimta z Emilie Floge, a Christine Eichel jego fascynację tancerką Cleo Leą. W „Migdałowej Madonnie” Marina Fiorato ukazała skomplikowany związek uczuciowy łączący ucznia Leonarda da Vinci Bernardino Cuiniego z przepiękną Simonettą. W „Nadwornym malarzu” Jean-Daniel Baltassat popuszcza wodze fantazji w związku z pewnym autentycznym epizodem z życia Jana van Eycka. Otóż słynny artysta wysłany został przez swego pryncypała, księcia Brabancji, by w Portugalii namalował portret kandydatki na żonę, infantki Izabeli. Portrety nie przetrwały do naszych czasów, co tym bardziej rozbudza wyobraźnię autora w opisie podróży i relacji między malarzem a arystokratką.

Arcydzieła, pieniądze i namiętności

Może nie sami malarze, ale to, co tworzą, wydaje się idealną pożywką dla twórców kryminałów. Wszak arcydzieła to wielkie pieniądze i namiętności, a stąd już prosta droga do przestępstwa, a nawet zbrodni. Jak zauważa znawca tematu Robert Ostaszewski: „Istnieją rozmaite podgatunki powieści kryminalnej, nawet bardzo – by tak rzec – wyspecjalizowane, takie chociażby jak kryminał archeologiczny czy winiarski (sic!). Jednak trudno jest mówić o jakimkolwiek wyrazistym nurcie kryminalnym z malarstwem w tle. Oczywiście, malarze i obrazy pojawiają się od czasu do czasu w fabułach kryminałów, nawet tych klasycznych, na przykład pewien obraz odgrywa duże znaczenie w powieści »Zwierciadło pęka w odłamków stos« Agathy Christie, a ojciec malarz komisarza Wallandera (zresztą malujący przez całe życie jeden motyw w dwóch wariantach) to ważna postać w cyklu Henninga Mankella”.

Znacznie częściej sięgają po wątek malarski autorzy powieści sensacyjnych. Ba, można nawet zaryzykować tezę, że w ostatnich czasach okazał się on wyjątkowo skuteczną receptą na rynkowy sukces. Króluje tu oczywiście Dan Brown i jego „Kod Leonarda da Vinci” (ponad 80 mln sprzedanych egzemplarzy). Mamy tu wzorcowy schemat: wielka i mroczna tajemnica z odległej przeszłości, która ważna i aktualna jest także dziś; ludzie, którzy chcą ten sekret utrzymać, i ci, którzy chcą go odkryć; wskazówki zaszyfrowane w dziełach sztuki, no i oczywiście morderstwa, pogonie przemieszane z erudycyjnymi rozważaniami z historii sztuki. Rzecz istotna, w powieściach tego typu najmniej ważna jest sama sztuka i jej jakość.

Według tego lub bardzo podobnego klucza powstało sporo utworów literackich. Duży sukces osiągnęła „Szachownica flamandzka” Arturo Péreza-Reverte, w której ponury sekret kryje się w XV-wiecznym obrazie Pietera van Huysa „Partia szachów”. Aż dwóch pisarzy do współczesnych, sensacyjnych rozgrywek zaprzęgło Bogu ducha winnego Rembrandta – Alex Connor w literacko kiepskim „Sekrecie Rembrandta” oraz Daniel Silva w dużo lepszej „Sprawie Rembrandta”.

Szwarccharakter da Vinci

Nawet młody Picasso został wplątany w morderstwa Kuby Rozpruwacza, co – jak się okaże – znacząco wpłynie na losy światowej sztuki (Esteban Martin „Malarz cieni”). Akcja „Tajemnicy Boscha” Yvesa Jego i Denis Lepee wprawdzie nie wykracza poza XVI w., ale za to charakteryzuje się fabularnym rozmachem: tytułowy bohater podejrzany jest o serię wyjątkowo okrutnych morderstw. Jako szwarccharakter pojawia się Leonardo da Vinci, a w rolach drugoplanowych mamy jeszcze Tycjana, Rafaela i Giorgione. No, istne pandemonium sztuki.

Warto też wspomnieć o powieściach, których głównymi bohaterami są malarze – postaci od początku do końca fikcyjne. Standardy wyznaczał tu oczywiście Oscar Wilde „Portretem Doriana Graya”. Ale wymyślonych mistrzów pędzla znaleźć można też u innych mistrzów prozy, jak Stephen King („Duma Key” – postać genialnego malarza amatora, odkrywającego straszliwą tajemnicę), Kazuo Ishiguro („Malarz świata ułudy” – rozrachunek artysty z przeszłością), William Wharton („Werniks” – poszukiwanie sensu życia przez starzejącego się malarza) czy José Saramago („O malarstwie i kaligrafii” – kryzys twórczy). A przede wszystkim u Michela Houellebecqa w jego ostatniej, doskonałej powieści „Mapa i terytorium”. Przypomnę, że jej głównym bohaterem jest Ted Martin, artysta, który popularność zyskuje konceptualnym pomysłem fotografowania map Michelina, ale prawdziwą międzynarodową sławę przynosi mu dopiero cykl obrazów, z najsłynniejszym – „Bill Gates i Steve Jobs rozprawiający na temat przyszłości informatyki”.

Oczywiście listę można wydłużać. Na przykład o „Turquetto” Metin Ariditi – wciągającą i z rozmachem ­portretującą epokę, opowieść o losach tureckiego Żyda, który ucieka do Europy, by pod okiem Tycjana rozwijać swą wielką malarską pasję. Czy o „Portret pani ­Charbuque” Jeffreya Forda, z fabułą opartą na zaskakującym pomyśle: malarz za wysokie honorarium ma namalować portret kobiety, której nie wolno mu zobaczyć, ale z którą może rozmawiać. Czy wreszcie o „Arcydzieło” Mirandy Glover. Jego bohaterką jest artystka performerka Esther Glass, która wciela się w różne malarskie postaci-ikony, a następnie, w tej formie, sprzedaje siebie na aukcji sztuki.

Kod Jana Matejki

Jak na tle świata prezentuje się nasza rodzima literatura okołomalarska? Dość skromnie. Powstało kilka niezłych fabularyzowanych biografii, jak „Portret za mgłą” Marii Rostworowskiej (o Witkacym), „Upadły anioł” Władysława Bodnickiego (o Wyspiańskim) czy „Droga do Putte” Wacława Holewińskiego (o Jacobie Jordaensie). Na pewno warto zajrzeć do „Ostatniej wieczerzy” Pawła Huelle. Autor wychodzi od autentycznego wydarzenia – okoliczności powstania monumentalnego obrazu o tym samym tytule autorstwa Macieja Świeszewskiego. Ale to tylko pretekst, by się pochylić nad współczesną kulturą, obyczajami, cywilizacyjnymi standardami (a niekiedy ostro z nimi rozprawić). Lekturą mniej obowiązkową, skierowaną do tych, którzy lubią dowcip w stylu „Kosmiczne jaja”, są dwa tomy (!) „Szyfru Jana Matejki” Dariusza Rekosza – bardzo swojskiej parodii „Kodu Leonarda da Vinci”. Osobne miejsce na tej liście zajmuje „Rien ne va plus” Andrzeja Barta, powieść oparta na efektownym pomyśle opisania 200 lat historii Polski z perspektywy wędrującego z rąk do rąk portretu włoskiego arystokraty.

Tymczasem ojcem chrzestnym rodzimego nurtu sensacyjnego ze sztuką w tle od lat pozostaje Zbigniew Nienacki z jego powieściami dla młodzieży z cyklu „Pan Samochodzik”. Ich głównym bohaterem był historyk sztuki i ministerialny pracownik departamentu zajmującego się ochroną zabytków. Nic więc dziwnego, że w niemal każdym tomie pojawiały się dzieła sztuki i związane z nimi kłopoty: przemyt, fałszerstwa, kradzieże.

„Bezcenny” Miłoszewskiego ów nurt, choć w wersji dla dorosłych czytelników, kontynuuje. Z wielkim powodzeniem, bo pomimo kilku drobnych narracyjnych wpadek książkę czyta się z zapartym tchem, fabuła jest dynamiczna, pełna zwrotów, starannie przemyślana, obowiązkowo z wielką, porażającą tajemnicą. Język – inteligentny i wrażliwy na subtelności życia. Znalazło się miejsce na dyskretnie przemyconą dawkę wiedzy o historii sztuki, w tle mamy Rafaela i impresjonistów, szalonych kolekcjonerów i bezwzględnych handlarzy. Gdyby autor nazywał się Dan Brown, to zyski liczyłby w milionach dolarów, zaś Hollywood już by kompletowało filmową obsadę. Ale przecież wszystko jeszcze zdarzyć się może...

Polityka 33.2013 (2920) z dnia 11.08.2013; Kultura; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Tajemnice artystów"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną