Kultura

O Grzesiu, Walku i bolszewikach

Komiksowi bohaterowie II RP

Pierwsza polska długometrażowa historia obrazkowa w odcinkach autorstwa Kamila Mackiewicza i Stanisława Wasylewskiego. Pierwsza polska długometrażowa historia obrazkowa w odcinkach autorstwa Kamila Mackiewicza i Stanisława Wasylewskiego. Wydawnictwo Komiksowe
Walczyli o granice II Rzeczpospolitej, często bezrobotni, ksenofobiczni i rozpolitykowani. Tacy byli bohaterowie komiksów wydawanych w przedwojennej Polsce.
Historia o dwóch bezrobotnych bumelantach rysowana przez Kazimierza Grusa.Wydawnictwo Komiksowe Historia o dwóch bezrobotnych bumelantach rysowana przez Kazimierza Grusa.
Ilustracja prasowa Kazimierza Grusa: czeski żołnierz rabuje chorą niewiastę, w podtekście - Rzeczpospolitą.Wydawnictwo Komiksowe Ilustracja prasowa Kazimierza Grusa: czeski żołnierz rabuje chorą niewiastę, w podtekście - Rzeczpospolitą.

Opracowań na temat polskiego komiksu sprzed 1939 r. brakowało. Nie interesował specjalnie ani prasoznawców, ani badaczy ilustracji czy karykatury. O komiksach nie znajdziemy niczego nawet w sztandarowym dziele „Z dziejów karykatury polskiej” Hanny Górskiej i Eryka Lipińskiego. Zauważył to Adam Rusek z Biblioteki Narodowej, postanawiając niszę zagospodarować. I tak w 2001 r. powstała pierwsza publikacja naukowa poświęcona historii polskiego komiksu przedwojennego „Tarzan, Matołek i inni”. Teraz Rusek został redaktorem cyklu „Dawny komiks polski”, zbierającego reprinty najciekawszych serii międzywojnia. To już nie tylko dzieje opowieści obrazkowych, to obraz światopoglądu Polaka tamtych czasów. Obraz ostry i politycznie niepoprawny, bo w przeciwieństwie do komiksów doby PRL te z II Rzeczpospolitej kierowano raczej nie do dzieci, lecz do dorosłych.

– Serie obrazkowe były przystosowane do mentalności odbiorców danego tytułu czasopisma, zatem w jakimś sensie ją oddają, chociaż pewno nie jest to obraz wierny w każdym szczególe – tłumaczy Rusek. Bohaterowie przedwojennych komiksów wywodzą się głównie z ludu: ze wsi lub miejskiego proletariatu. Wprawdzie w większości są patriotami, lecz jednocześnie ksenofobami i antysemitami. Często ich ulubionym wrogiem jest „żydokomuna”, traktowana jako główne zagrożenie dla polskości. I nie zmieniły tego nawet lata 30., a wątki antyhitlerowskie pojawiały się w ówczesnych komiksach o wiele rzadziej i głównie na Śląsku.

Rozrywanie końmi

Komiksy były przed wojną naturalnym elementem rodzimej prasy. Począwszy od tytułów satyrycznych – droższych, a więc przeznaczonych dla bardziej zamożnego czytelnika, poprzez periodyki dla armii czy bulwarową prasę, zwaną inaczej czerwoną lub rewolwerową. Wówczas określano je jednak jako „filmy rysunkowe” lub „seryjki obrazkowe” i podobnie jak w gazetach francuskich, długo broniących się przed dymkami, tak i u nas teksty drukowane były pod obrazkami.

Nie było wtedy krajowych twórców specjalizujących się w komiksie, dlatego praktycznie wszyscy rysownicy byli karykaturzystami (co miało ogromny wpływ na warstwę plastyczną komiksów), malarzami czy ilustratorami książek dzie­cięcych, a zajmowanie się wieloma dziedzinami plastycznymi traktowali jako rzecz zupełnie naturalną. Tak było również w przypadku jednego z najbardziej utalentowanych rysowników II Rzeczpospolitej Kamila Mackiewicza, który wraz z dziennikarzem i eseistą Stanisławem Wasylewskim w 1919 r. zaczął publikować pierwszą polską długometrażową historię obrazkową w odcinkach pt. „Ogniem i mieczem, czyli przygody szalonego Grzesia”. Kilka lat temu jej fragmenty ukazały się w „Zeszytach Komiksowych”. Teraz możemy przeczytać ją w całości, sięgając po drugi tom cyklu Adama Ruska.

Seria Mackiewicza i Wasylewskiego ukazywała się na łamach lwowskiego pisma satyrycznego „Szczutek”, które wówczas skupiało najciekawszych polskich karykaturzystów. Komiks opowiada o prostolinijnym, niewykształconym żołnierzu, który walczył o polską niepodległość na wszystkich frontach, co doskonale wpisywało się w linię programową pisma.

Walka o granice nowego państwa była najważniejszym tematem lwowskiego periodyku – prace na ten temat stanowiły jak szczegółowo ustalił Olaf Bergman w książce „Prawdziwa cnota krytyk się nie boi” aż 22 proc. treści pisma. W trakcie lektury przygód szalonego Grzesia poznajemy więc wszystkich aktualnych wrogów Polski i – jak nietrudno się domyślić – wszyscy na tle niezbyt rozgarniętego, ale odważnego i walecznego Grzesia wypadają kiepsko. Najgorsi są bolszewicy, odmalowani zgodnie z kanonem rodzimej karykatury jako okrutni potomkowie Czyngis-chana. W jednej ze scen widzimy, jak tną naszego bohatera piłą, a od niechybnej śmierci ratuje go polski oficer. Niemcy ukazani są jako ospałe niedorajdy, a Ukraińcy – jako tchórze i mordercy dzieci, nadziewający je na bagnety. Sam Grześ również nie stroni od okrucieństwa. Kiedy na chwilę zostaje żandarmem i łapie paskarza, morduje go poprzez rozerwanie końmi (sic!), za co zresztą nie spotykają go żadne konsekwencje.

Bolszewickie głodne hordy

– Dość nieoczywistym miejscem moich poszukiwań jest znany serwis aukcyjny, na którym kolekcjonerzy dawnej prasy, publikując ogłoszenia o sprzedaży, często podkreślają, że dany tytuł zawiera komiks, co sprawia, że oferta jest bardziej atrakcyjna. Dzięki temu wpadam na trop, a poszukiwania kontynuuję już w archiwum Biblioteki Narodowej – mówi Adam Rusek. Właśnie w taki sposób znalazł niedawno „Przygody Walka w czasie wojny”, publikowane przez „Żołnierza Wielkopolskiego”. „Ogniem i mieczem” Mackiewicza to przy tym grzeczna czytanka.

Głównym bohaterem jest również żołnierz walczący o granice II RP. Walkowi, początkowo wcielonemu do armii pruskiej i wysłanemu na front francuski, udaje się zbiec do obozu Hallera, gdzie na dobre zaczyna się jego patriotyczna służba, choć jest to patriotyzm zdecydowanie ksenofobiczny, wrogi wobec innych narodów, a nawet polskich Żydów. Antysemickie ekscesy hallerczyków dziś nie są żadną tajemnicą, a rysownik – rozmyślnie lub przypadkowo – nawiązuje do tamtych wydarzeń. Widzimy więc Walka w scenie, gdy goni Żydów („cywilizuje naszych”), mówiąc: „o psubraty/Wnet ja tutaj was ogolę/Bowiem od małp ludzi wolę”.

Antysemityzm łączy się z antybolszewizmem. „Bolszewickie głodne hordy/ Chińskie i kałmuckie mordy/Wściekle pędzą na Warszawę/Bo tam myślą zdobyć sławę” czytamy pod obrazkiem, na którym widnieje radzieckie wojsko. Jednak bolszewicy na czapkach i sztandarach, zamiast pięcioramiennej gwiazdy, noszą… sześcioramienną gwiazdę Dawida. Choć Walek to przypadek dość skrajny, nawet jak na standardy ówczesnego komiksu prasowego, wiele tytułów z prasy wielkopolskiej (gdzie endecja miała silne wpływy) publikowało komiksy z motywami antysemickimi nawet po wprowadzeniu ustaw norymberskich w 1935 r., czego najlepszym dowodem są „Ucieszne przygody obieżyświatów”, rysowane przez gwiazdę przedwojennej i tużpowojennej karykatury Kazimierza Grusa.

Historia opowiada o dwóch bezrobotnych bumelantach, którzy – choć są typami spod ciemnej gwiazdy – w zderzeniu z politykami i Żydami i tak wypadają lepiej, a w ich dziwnie pojmowany patriotyzm nikt nie wątpi. Seria na razie nie została wznowiona, ale możemy ją znaleźć w cyfrowym archiwum www.komiksowekronikipoznania.pl.

Na reprint od kilku lat czeka natomiast „Bezrobotny Froncek” Franciszka Struzika – najbardziej popularna seria komiksowa II RP, drukowana na łamach śląskiej gazety „7 Groszy” wydawanej przez Korfantego. W przeciwieństwie do większości komiksów tamtych czasów „Froncek” był dość liberalny i zamiast na polityce skupiał się raczej na szarej, smutnej codzienności, widzianej z punktu widzenia robotników i prostych ludzi dotkniętych kryzysem.

Chiny zdobyły Warszawę

Na tle rozpolitykowanych, wymierzonych wprost w inne nacje komiksów, w których bohaterowie to prości i nie­mędrkujący zbyt wiele przedstawiciele niższych warstw społecznych, wyróżnia się seria „Pan Hilary i jego przygody”, opublikowana w I tomie „Dawnego komiksu polskiego”. Autorami opowieści o rubasznym szlachcicu są Kamil Mackiewicz (rysunki) i Antoni Bogusławski.

Główny bohater wybiera się do Warszawy – do banku po pożyczkę. Jednak najbardziej interesują go uroki miejskiego życia: wyścigi konne, kobiety, dancingi, no i alkohol. Autorzy, korzystając z toposu niefrasobliwego, żyjącego ponad stan szlachcica, mają dla niego wiele życzliwości, a ostrze satyry nie zadaje specjalnie bolesnych obrażeń. Podobnie jak inne komiksy Mackiewicza, tak i ten jest bardzo sprawnie narysowany, a do tego ciekawie przedstawia życie zamożniejszych warstw społecznych stolicy.

Jeszcze ciekawszy (opublikowany w tym samym tomie „Dawnego komiksu polskiego”) jest cykl science fiction „Warszawa 2025”, w którym autorzy, co prawda, przewidzieli rosnącą potęgę Państwa Środka, jednak trochę przeszarżowali, bo w ich wizji Chiny zdobyły Warszawę. Przyszłość przedstawiona przez Aleksandra Świdwińskiego (rysunki) i Benedykta Hertza (tekst) na łamach „Szczutka” w 1925 r. jest tyleż zabawna, co zaskakująca. „Warszawa 2025” opowiada o małżeństwie, które nie mając grosza przy duszy, postanawia przespać kryzysowe lata za pomocą specjalnego gazu usypiającego. Niestety, źle obliczają dawkę i budzą się w stolicy rządzonej przez mandarynów. Po niebie latają samoloty-taksówki, Chińczycy rządzą twardą ręką i wprowadzają w stolicy porządek, Wisła zmienia się w osiedle położone na tratwach, a symbol rosyjskiej dominacji – sobór na placu Saskim – zostaje zamieniony w pagodę. Z kolei kultowa Ziemiańska staje się palarnią opium. Jak na ówczesne standardy jest to popis wyjątkowej wyobraźni autorów i nawet kiedy wplatają do swojej opowieści wątki polityczne, robią to w bardziej błyskotliwy sposób niż konkurencja.

Gdy jednak popatrzeć na cały rodzimy przedwojenny komiks dziś, wyda on się nam bez wątpienia populistyczny: gra na niskich instynktach, dzieli świat na swoich i obcych, przynosi prosty, a czasem wręcz prostacki humor. Nie różni się w tym od ówczesnego komiksu europejskiego – francuskiego czy belgijskiego. Szczególnie pod względem przekazu propagandowego. Wystarczy przypomnieć sobie pierwszy tom słynnego cyklu Hergé „Tintin w kraju Sowietów”, który był antykomunistyczną satyrą-agitką i doczekał się nawet polskiej kopii pt. „Przygody Wicka Buły w raju”.

Mimo to na całym świecie fani komiksu dbają o korzenie i wydają na nowo najstarsze prasowe cykle komiksowe w eleganckich edycjach z krytycznymi wstępami. Podobne znajdziemy w publikacjach Adama Ruska. I choć nie mają ekskluzywnej formy, zasługują na uwagę – nie tylko fanów komiksu, ale każdego, kto interesuje się historią i obyczajowością. To może być dla nich seria zaskoczeń.

Polityka 17.2014 (2955) z dnia 21.04.2014; Kultura; s. 98
Oryginalny tytuł tekstu: "O Grzesiu, Walku i bolszewikach"
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną