Kultura

Miasto do kadru

Piotrków Trybunalski – miasto wielu planów

Skrzyżowanie Konarskiego z Łazienną Mokrą i Pijarską. Skrzyżowanie Konarskiego z Łazienną Mokrą i Pijarską. Filip Springer
Piotrków Trybunalski bywał już Lwowem, Warszawą, a przez minutę Paryżem. Zagrał w ponad 40 filmach, przeżył przygodę z Hollywood, a nawet otarł się o Oscara.
Podwórko przy Sieradzkiej.Filip Springer Podwórko przy Sieradzkiej.
Okolice rynku wykorzystano w filmie „Ewa chce spać”.Polfilm/EAST NEWS Okolice rynku wykorzystano w filmie „Ewa chce spać”.
Plac Kościuszki z kamienicą Złoty RógFilip Springer Plac Kościuszki z kamienicą Złoty Róg
Kamienica Złoty Róg w roli banku Kramera w filmie „Vabank”. Kamienica Złoty Róg w roli banku Kramera w filmie „Vabank”.
Ulica Starowarszawska w realu (należąca do dawnej dzielnicy żydowskiej).Filip Springer Ulica Starowarszawska w realu (należąca do dawnej dzielnicy żydowskiej).
Ulica Starowarszawska na planie filmu „Bitwa Warszawska 1920”.Łukasz Szeląg/Reporter Ulica Starowarszawska na planie filmu „Bitwa Warszawska 1920”.
Świeżo odnowiony rynek miasta.Filip Springer Świeżo odnowiony rynek miasta.
Rynek. Scena z filmu „Potem nastąpi cisza”. Rynek. Scena z filmu „Potem nastąpi cisza”.
Ulica Rwańska z widoczną po lewej stronie więzienna wieżyczkąFilip Springer Ulica Rwańska z widoczną po lewej stronie więzienna wieżyczką
Janek, bohater „Opowieści Harleya”, przy piotrkowskim areszcie. Janek, bohater „Opowieści Harleya”, przy piotrkowskim areszcie.

Jest jak archetyp miasteczka. Ma wszystko, co trzeba: stare kościoły, cerkiew i synagogę, XIX-wieczny dworzec linii Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, niewielki rynek, który łatwo mieści się w kadrze, fotogeniczne, zaskakujące ciekawymi perspektywami uliczki, klimatyczne podwórka. Architektura – jak na polskie warunki – niezniszczona wojną. Wreszcie bliskość Łodzi i Warszawy. To według filmowców główne zalety Piotrkowa Trybunalskiego.

Zadebiutował w 1957 r. jako fikcyjne miasteczko w fikcyjnym kraju. Akcja burleskowej komedii omyłek „Ewa chce spać” o sprytnych, ale sympatycznych złodziejach i gapowatych glinach nie mogła rozgrywać się w Polsce Ludowej. Reżyser Tadeusz Chmielewski uznał, że na niezwykłe, czarodziejskie miasteczko, które nocą przechodzi pod panowanie opryszków, Piotrków nadaje się idealnie – zagrał prawie bez charakteryzacji. Odrapane tynki, liszaje na ścianach, zapyziałe uliczki, malowniczy brud. Wystarczyło tylko zmienić tabliczkę „ul. Krakowskie Przedmieście” na „ul. ks. Gurgacza”. Mieszkańców poproszono, by na parapetach klatek schodowych wyłożyli kołdry, pierzyny i poduszki, żeby było bardziej domowo.

W kolejnych filmach, kręconych w latach 60. przez Różewicza, Morgensterna, Zaorskiego, Łomnickiego, Piotrków występował jako nieokreślone, prowincjonalne miasteczko gdzieś na Lubelszczyźnie czy Śląsku. W filmie Mieczysława Waśkowskiego „Nie zaznasz spokoju” o gitowcach, czyli trudnej młodzieży epoki gierkowskiej, w pierwszej i ostatniej scenie pojawia się piotrkowski areszt. Prowincjonalnym tłem był w obyczajowym filmie Wiesława Helaka „Opowieści Harleya”. Zagrał też w debiucie Krzysztofa Krauzego „Nowy Jork czwarta rano”. Piotrków po raz kolejny występuje tu jako miasteczko gdzieś w Polsce, gdzie główną atrakcją jest stojący naprzeciwko więzienia bar Błysk. To tu rozgrywa się większość akcji. W rzeczywistości bar Błysk był więzienną poczekalnią dla oczekujących na widzenie.

W 1981 r. Piotrków przeszedł do wyższej ligi. Zagrał Warszawę w „Vabanku” Juliusza Machulskiego. Kamienica Złoty Róg, w której mieściły się wówczas najsłynniejsze w Piotrkowie delikatesy, gdzie – jak wspominają mieszkańcy – chodziło się powąchać kawę, mieloną na miejscu w wielkim elektrycznym młynku, zmieniła się w bank Kramera. W tym wypadku bez liftingu już nie dało rady. To była pierwsza przeróbka miasta na taką skalę. Na długo przed pierwszym klapsem ekipa zwoziła rekwizyty i szyldy. Na ulicach pojawiły się stylowe samochody: czerwone bmw, mercedes, granatowy opel z 1931 r.

Lata 80. to był w Piotrkowie prawdziwy filmowy boom. Ekipy zmieniały się jedna za drugą. Powstało tu wówczas 9 pełnometrażowych filmów i 4 seriale. Piotrków powrócił jako przedwojenna Warszawa w serialu „Komediantka”. W „Lawie” Tadeusza Konwickiego, ekranizacji „Dziadów”, zagrał Wilno. Współczesne Wilno było dla Konwickiego za mało wileńskie, uznał, że Piotrków klimatem bardziej przypomina jego rodzinne miasto. W komedii sensacyjnej „Misja specjalna” zmienił się w przedwojenny Przemyśl. Agnieszka Warchulińska, piotrkowska dziennikarka i autorka monumentalnej kroniki „Piotrków filmowy”, przytacza wspomnienia przewodnika PTTK, który w czasie trwania zdjęć do „Misji” oprowadzał po mieście bułgarską wycieczkę. Bułgarzy się dziwili, że socjalizm tu jakiś taki łagodny: tyle prywatnych sklepów na jednej ulicy. Nie dowierzali, gdy przewodnik im tłumaczył, że to tylko film kręcą. Gdy doszli do rynku i zobaczyli tabliczki „Adolf Hitler Platz”, uznali, że ten komunizm w Polsce jest naprawdę jakiś dziwny.

W 1988 r. Piotrków trafił do kina światowego. W „Biesach” Andrzeja Wajdy zagrał prowincjonalne miasto gubernialne, którym rzeczywiście kiedyś był. W filmie debiutowały wtedy cerkiew oraz synagoga. Z dachu synagogi młody rewolucjonista rozrzucał ulotki wzywające do obalenia caratu. Kamienica przy Pijarskiej, z najbardziej filmowym podwórkiem (tym od „Ewy”), była filmowym domem Wierchowieńskiego. Niektórzy mieszkańcy pamiętają jeszcze, jak po piotrkowskich uliczkach biegał Omar Sharif, a Izabelle Huppert jeździła powozem. Lambert Wilson był w Piotrkowie Stawroginem, zanim trafił do „Matrixa”.

Kilka lat później przyjechali tu kręcić Belgowie. Tym razem zobaczyli w Piotrkowie XIX-wieczne flandryjskie miasteczko fabryczne, czyli obraz robotniczej nędzy. Film „Daens” to biograficzna opowieść o ks. Adolphie Daensie, społeczniku, który upominał się o prawa robotników i walczył z zatrudnianiem dzieci. Można powiedzieć, że tym razem Piotrków otarł się o Oscara, bo film – uznany za belgijskie dzieło narodowe – miał nominację, ale przegrał z „Indochinami”. W 1997 r. z kolei Piotrków przeżył swoją pierwszą, i jak na razie ostatnią, przygodę z Hollywood. W filmie „Jakub Kłamca” zagrał żydowskie getto we wschodniej Polsce. Robin Williams, wykonawca roli tytułowej, nie mógł się nadziwić, że miejsce tak idealnie dopasowane do potrzeb filmu nie jest dziełem scenografów, ale rzeczywistością, w której mieszkają ludzie.

Wreszcie Paryż... Andrzej Wajda wymyślił, że jedną z kluczowych scen „Pana Tadeusza” będzie Epilog („O tem-że dumać na paryskim bruku…”), wygłaszany przez autora poematu w paryskim mieszkaniu. Mickiewicz nie był wtedy zbyt bogaty, nie mógł mieszkać w elitarnej dzielnicy. Potrzebne było zaniedbane XIX-wieczne podwórko. Problem w tym, że w Paryżu już takich prawie nie ma. Wnętrze zagrało mieszkanie w Modlinie, a widok z okna – Piotrków. Nad jego dachami miała górować dorobiona komputerowo katedra Notre Dame. Ostatecznie scena z katedrą została wycięta.

W piotrkowskich filmach od początku grali też mieszkańcy. Tłum gapiów w ostatniej scenie filmu „Ewa chce spać” to piotrkowianie, dla których pierwsza w ich mieście ekipa filmowa była niecodzienną atrakcją, więc towarzyszyli jej niemal przez cały czas. Do kolejnych produkcji chętnie zgłaszali się jako statyści. A ponieważ Piotrków najczęściej grał getto (tu zresztą Niemcy naprawdę stworzyli pierwsze getto w Europie), to najbardziej popularne były castingi „na Żyda”.

Ja się nie musiałem pchać w tłumie. Przychodziłem na końcu, a i tak wiedziałem, że mnie wezmą, bo jestem właścicielem najbardziej charakterystycznej brody w mieście. Mogę grać bez charakteryzacji – opowiada Grzegorz Kuliś, który statystował w trzech filmach. Gdy Agnieszka Holland przyjechała z ekipą kręcić „W ciemności”, był pewien, że zagra po raz czwarty. I wzięliby go na pniu, gdyby był szczuplejszy. – Prowadząca casting powiedziała, że właz do kanału jest za wąski i bym się nie zmieścił. No, faktycznie, w klacie mam 130 cm. Ale może jeszcze kiedyś będzie w Piotrkowie coś żydowskiego grane.

Statystowanie to dla Kulisia nie tylko możliwość dorobienia do renty, ale też szansa, by otrzeć się o wielki świat. Nie każdy może opowiadać, jak wygłupiał się z Robinem Williamsem, rozdawał autografy na Rynku z Mateuszem Damięckim, czy porównywał brody z Wiktorem Zborowskim. Nie każdy też widywał 70-letnie gwiazdy bez makijażu i obserwował, jak pod pędzlem charakteryzatorki zmieniają się w laleczki.

Ale poza wszystkim to jest ciężki kawałek chleba. Pracowałem jako kierowca PKS, więc mam porównanie – deklaruje Kuliś. – W „Jakubie Kłamcy” wychodziliśmy z getta chyba ze 45 razy, bo statyści ciągle gapili się w kamery.

Piotrkowianie przyzwyczaili się do pościgów samochodowych (pierwszy to pogoń milicyjnego łazika za białą wołgą w „Świętej wojnie” Janusza Zaorskiego z 1965 r.). Nie dziwią się, gdy na rynku ni stąd, ni zowąd pojawia się przystanek autobusowy, a przy nim Ewa Wiśniewska jako doktor Ewa; albo gdy na trawniku przy głównej ulicy pasą się konie. Nie dziwi widok Wojciecha Manna i Krzysztofa Materny, którzy w policyjnych mundurach prowadzą strajk głodowy w „Uprowadzeniu Agaty”. Pewną konsternację wzbudził kiedyś roznegliżowany, opalający się na skwerku ksiądz, ale szybko się wyjaśniło, że to nie proboszcz. Cierpliwie znosili to, że filmowcy muszą na jakiś czas zamknąć kawałek ulicy, a oni nie mogą dostać się do mieszkań, bo pod ich bramą Piotr Fronczewski jako Pan Kleks śpiewa „Na wyspach Bergamutach”.

Dopiero „Bitwa Warszawska 1920” wyprowadziła ich z równowagi. Tym razem Piotrków zagrał przedpola Warszawy, czyli Radzymin i Zakroczym. Zaczęło się jak zwykle od castingu. Szukano pań w różnym wieku, ale o naturalnym wyglądzie (pasemka, balejaż, tipsy i solarium odpadają) i panów z włosami krótkimi, ale bez wycinanek. Potem zaczął zjeżdżać ciężki sprzęt. Samych szyldów kilka ciężarówek, wozy pancerne, karabiny, repliki czołgów, ładunki pirotechniczne. A do tego konie, kaskaderzy i grupy rekonstrukcyjne.

Nikt ludzi nie uprzedził, że w środku miasta będą grane sceny batalistyczne. To było pandemonium: hałas, wybuchające świece dymne, wylatujący w powietrze torf, swąd palonych dekoracji – opowiada Agnieszka Warchulińska. – Dzień był upalny i ludzie, idąc do pracy, pozostawiali otwarte okna. Jak wrócili, mieli nadpalone firanki i pełno torfu na podłodze. Straszna awantura się zrobiła.

Żeby to jeszcze był dobry film – wzdycha Mirosław Ratajczak, który przez 20 lat był prezesem piotrkowskiego PTTK. Prezes ma też trochę żal do ekip filmowych, bo przyjeżdżają, robią swoje, a potem w napisach nie ma śladu, że Piotrków posłużył jako plan. Tylko twórcy „Jakuba Kłamcy” dodali na końcu napis „Special thanks to the City and People of Piotrków”.

Z drugiej strony, na taśmie filmowej zostało to, czego w Piotrkowie już nie ma: drewniane domy, kocie łby, widok miasta bez bloków na horyzoncie, tętniące życiem panoramiczne kino Hawana, które nie wytrzymało konkurencji multipleksu, renomowana restauracja Europa, w której filmowcy bankietowali po zakończeniu zdjęć (dziś ponury, przykryty banerem reklamowym pustostan). Piotrkowski areszt, w którym pada słynna kwestia Franza Maurera w „Psach” – „Nie chce mi się z tobą gadać” – został zamknięty, gdy na obrzeżach miasta wybudowano największe i najnowocześniejsze więzienie w Polsce. Zmieniono go w galerię handlową Stary Areszt. Dzielnica żydowska, która zagrała w tylu filmach, jest częściowo wyburzana, bo wielu domów nie da się już uratować przed grzybem i pleśnią. Nie ma najpopularniejszej niegdyś w Piotrkowie kawiarni Ormianin, z zacisznymi gabinetami, gdzie warszawscy aktorzy umawiali się na tajne randki.

To były inne czasy. Nie było paparazzich ani portali plotkarskich, a piotrkowianie opatrzeni z aktorami nie mieli zwyczaju nachalnie im się przyglądać. Z Warszawy dobrym autem można tu było dojechać w godzinę. Wielu przyjeżdżało na kawę z dziewczyną, gdy im zależało na odrobinie dyskrecji – wspomina Mirosław Ratajczak.

Dziś za filmowcami ciągną tabuny dziennikarzy, a oni mają świadomość, że w każdym momencie ktoś im może zrobić zdjęcie komórką. O dyskrecji nie ma mowy. Zmienia się także klimat miasteczka. Nie można powiedzieć, że w czasach PRL Piotrków się nie rozwijał. Budowano kolejne zakłady pracy: fabrykę mebli, fabrykę maszyn górniczych, huty. Wnętrza jednej z nich, nieistniejącej już huty szkła Hortensja, uwiecznił Tadeusz Konwicki w filmie „Jak daleko stąd, jak blisko”. Ale estetyka miasta nikogo wtedy nie obchodziła. Do nieremontowanych kamienic Starego Miasta, w których brakowało podstawowej infrastruktury, przesiedlano patologię, bogatsi mieszkańcy przenosili się do bloków z łazienkami i centralnym ogrzewaniem. Dzięki temu filmowcy przez dziesięciolecia mogli się zachwycać klimatem tworzonym przez pleśń, grzyb i odpadające tynki.

– Ostatni raz Piotrków był odmalowany, a właściwie odpicowany w 1979 r., gdy organizowano tu centralne dożynki – opowiada Mirosław Ratajczak. – Malowano bardzo szybko. Tak szybko, że i do ścian, i do stolarki okiennej szła ta sama emulsja, więc zaraz potem wszystko poodpadało.

Dopiero kilka lat temu władze wzięły się za remonty na poważnie. Odnowiony rynek wyłożono granitowymi płytami. Dworzec przeszedł remont kapitalny. Kolejne położone w pobliżu rynku kamieniczki zyskują odświeżone elewacje. Oczywiście, wystarczy odejść kawałek dalej, by odnaleźć dawny klimat, ale filmowcy zaczynają narzekać, że trochę już im te remonty Starówki zaczynają przeszkadzać.

A mieszkańcom Piotrkowa zaczęły przeszkadzać peany scenografów, że ich miasto niemal bez charakteryzacji może grać getto albo XIX-wieczną nędzę.

Polityka 25.2014 (2963) z dnia 15.06.2014; Na własne oczy; s. 108
Oryginalny tytuł tekstu: "Miasto do kadru"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Chorwacja – co zobaczyć w drodze nad morze?

Wakacje w Chorwacji kojarzymy przede wszystkim z plażowaniem, kuchnią i zabytkami. Słusznie, ale w głębi kraju czekają na nas prawdziwe skarby natury, które po prostu trzeba zobaczyć!

Prezentacja
21.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną