Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

To po prostu rokendrol

Janusz Prusinowski o swoich muzycznych fascynacjach

Janusz Prusinowski: multiinstrumentalista, jeden z inicjatorów wiejskiej tradycji muzycznej w Polsce. Janusz Prusinowski: multiinstrumentalista, jeden z inicjatorów wiejskiej tradycji muzycznej w Polsce. Darek Golik / Forum
Rozmowa z muzykiem Januszem Prusinowskim o Kolbergu, transie w oberkach i o tym, co mazurki mają wspólnego z jazzem.
Janusz Prusinowski podczas Open'er Festival, 2011 r.A. Rawicz/Facebook Janusz Prusinowski podczas Open'er Festival, 2011 r.

Dorota Szwarcman: – Pochodzi pan z Mławy. To trochę wieś, trochę miasto?
Janusz Prusinowski: – Moja historia jest na swój sposób typowa. Urodziłem się na Studzieńcu. Jeszcze w latach 70. to była wieś ulicówka, mieliśmy pole, sąsiedzi też byli rolnikami. Mówiło się: idziemy do Mławy. W latach 90., kiedy z tatą zamówiliśmy traktor, to więcej za niego zapłaciliśmy, żeby skosił i zwiózł zboże, niż było ono warte. Wtedy drobni rolnicy przestali uprawiać ziemię. A teraz tabliczka z napisem „Mława” jest trzy kilometry za moim domem, czyli mieszkam w Mławie, choć miejsce jest to samo. Tylko zamiast pola jest las, a nasza dolinka stała się ekskluzywną dzielnicą z nowymi rezydencjami.

Zmiany kulturowe dokonywały się równolegle?
To chyba jedna z największych rewolucji kulturowych, która wydarzyła się w obrębie jednego pokolenia. Jeszcze 30 lat temu doświadczaliśmy, jak rosła roślina i powstawał z niej chleb. Dziś nie wiemy już, skąd on się bierze, a realizując nasze potrzeby, wciskamy enter. Mój tata z rocznika 1920 niewiele by rozumiał z rzeczywistości XXI w. I ja trochę też jestem z tego pokolenia, bo opowieści sprzed wojny to moje dzieciństwo.

Słuchał pan opowieści rodziców?
Rodziców i sąsiadów, zbierali się w naszej kuchni lub latem pod jesionem.

A czy muzykowało się podczas tych spotkań?
Oczywiście. Harmonię pedałową mam po sąsiedzie. Co tydzień po robocie składano się na harmonistę, każdy przynosił coś do jedzenia i była potańcówka. Z drugiej strony rodzice prowadzili śpiewanie pieśni pogrzebowych podczas pustych nocy, czyli czuwania przy zmarłym. Tata był też świetnym tancerzem, wiele razy widziałem go w akcji i to robiło wrażenie.

Polityka 34.2014 (2972) z dnia 19.08.2014; Kultura; s. 78
Oryginalny tytuł tekstu: "To po prostu rokendrol"
Reklama