Kultura

Kij w widowisko

Savoir-vivre: jak się zachować na koncercie

Turystki robią sobie „selfie na kiju” przed pomnikiem Lincolna w Waszyngtonie. Turystki robią sobie „selfie na kiju” przed pomnikiem Lincolna w Waszyngtonie. Thomas Elliott / Getty Images
Sezon festiwalowy przynosi nowe pomysły na to, żeby widz słuchał i oglądał, zamiast nagrywać czy robić selfie. Świat ciągle pisze w tej dziedzinie nowy savoir-vivre.
Fani ze smartfonami na koncercie Davida Guetty w Londynie.Brian Rasic/REX Shutterstock/EAST NEWS Fani ze smartfonami na koncercie Davida Guetty w Londynie.

Festiwal Coachella odbywa się w kwietniu w Kalifornii, a Lollapaloza w Chicago w pierwszy weekend sierpnia. Organizatorzy obu tych ważnych amerykańskich imprez wprowadzili zakaz używania selfie stick – dosł. selfie na kiju – czyli kilkudziesięciocentymetrowych uchwytów na telefony do wykonywania autoportretów, które były zmorą publiczności. Podobne kroki podjęli zarządzający brytyjską halą O2 oraz stadionem Wembley.

Na liberalne przyzwyczajenia widzów reagują coraz częściej artyści. Niemiecki pianista Christian Zacharias, słysząc dzwoniący telefon komórkowy, przerwał koncert fortepianowy Józefa Haydna. Michael Gira, grając ostatnio z zespołem Swans w Gdańsku, w dosadny sposób zwrócił uwagę, że koncert to nie najlepsze miejsce na agresywny taniec albo gapienie się w telefon komórkowy. Głośna afera rozpętała się rok temu, kiedy Steven Patrick Morrissey, niegdyś wokalista The Smiths, grając w Warszawie, zszedł po 25 minutach ze sceny, podobno czując zagrożenie z powodu tego, co krzyknęli do niego fani. Z kolei w internecie można zobaczyć, jak amerykańska piosenkarka pop Beyoncé podczas jednego ze swoich show krzyczy do widza: odłóż ten cholerny telefon i śpiewaj. Marky Ramone z punkrockowego zespołu The Ramones w zamieszczonym w sieci prześmiewczym filmie proponuje smartphone swatter (ang. packa na smartfona). To siedmiocalowa płyta winylowa przyklejona do pałeczki perkusyjnej – narzędziem tym należy po prostu pacnąć mobilne urządzenie, aby wypadło z dłoni nachalnego fana. Problem odpowiedniego zachowania i rozbestwionego widza wydaje się więc szeroki i z pewnością dość palący.

Grzech braku kultury

Koncerty to wierzchołek góry lodowej. Są głośne i często wiele może tu ujść słuchaczom płazem. Chociaż są pewne objawy braku kultury, na które ciężko nie zwrócić uwagi. Jak klaskanie – bez wyczucia rytmu albo w niewłaściwym momencie.

W filharmonii klaskanie ma swój cel – generalnie właściwy moment to koniec utworu, a jeśli ktoś robi to w jego środku, oznacza to, że go nie zna i nie wie, że kompozycja jeszcze się nie skończyła – wyjaśnia dr Monika Bokiniec z Zakładu Estetyki i Filozofii Sztuki na Uniwersytecie Gdańskim. Jak zaznacza, każda z instytucji kultury historycznie zmieniała swoje funkcje, miała rozmaitych odbiorców, a w związku z tym przeobrażeniom uległy w nich sposoby zachowania. Jeszcze 20 lat temu odświętny strój w operze czy teatrze był czymś obowiązkowym, teraz – zwłaszcza jeśli nie jest to dzień premiery – coraz częściej można spotkać tam ludzi w jeansach. Opera w XVIII w. rozgrywana była na scenie jako swego rodzaju tło – w tym samym czasie bogaci siedzieli w lożach i zajmowali się swoimi sprawami, a biedni gromadzili się na klepisku. Wiele utworów kompozytorów klasycznych, których dzisiaj słucha się z nabożną czcią, kiedyś było granych do przysłowiowego kotleta – tak jest chociażby z większością kompozycji Mozarta, którego dzieła były muzyką tła, towarzyszącą spożywaniu posiłków.

Kino od początku istnienia różniło się od opery czy filharmonii. Było czymś powszechniejszym, dostępnym dla biedniejszych warstw społecznych. – Są teorie, które mówią, że jeśli obcujemy z dziełami kultury wysokiej, trzeba przyjąć pewną postawę, aby w pełni ich doświadczyć – tłumaczy dr Bokiniec. – Należy nastawić się na przeżywanie dzieła – powinien nastąpić cały rytuał związany z przyjściem do szatni, pobraniem numerka, wypiciem napoju we foyer, rozmową, udaniem się na swoje miejsce, a wreszcie obejrzeniem spektaklu. To wszystko wprowadza nas w odpowiedni stan psychiczno-emocjonalny, który pozwala stać się „prawdziwym widzem”.

Inaczej zatem sprawy się mają, gdy na scenie stoją żywi aktorzy, inaczej jest w kinie, gdy oglądamy film z nośnika. Krytyk i dyrektor Festiwalu Filmowego w Gdyni Michał Oleszczyk zdążył się już przyzwyczaić do obecności coli i popcornu w multipleksach. Ale kina studyjne rządzą się, jego zdaniem, innymi prawami: – Chrupanie popcornu w multipleksie jest częścią wspólnotowego doświadczenia, ale wyznacznikiem powinno być to, na jaki obraz idziemy. Beztroska konsumpcja przy oglądaniu takich obrazów, jak „Raj: Nadzieja” czy „Wilgotne miejsca”, byłaby dla mnie co najmniej dziwna.

Uczestnictwo w kulturze wciąż jest postrzegane jako coś odrębnego od codziennego życia, zwłaszcza dotyczy to miejsc związanych z tzw. kulturą wyższą. Z drugiej strony, umasowienie kultury, osadzanie koncertów i spektakli w nowym kontekście sprawia, że widownia się różnicuje – muzyka klasyczna jest prezentowana w klubach, opery są wystawiane na placach miast, a spektakle teatralne w parkach. Opuszczenie murów instytucji i upowszechnienie sprawia, że coraz trudniej oczekiwać od niejednorodnej publiczności sztywnych zasad odbioru, coraz częściej ulegają one zróżnicowaniu poprzez więcej przyzwoleń i zróżnicowane reakcje. Największe stonowanie w odbiorze ma miejsce w operze i teatrze, potem w filharmonii, a na końcu na koncercie np. rockowym, gdzie na ciągłe klaskanie i krzyk podczas utworów panuje największe przyzwolenie. Najgorszym współczesnym wrogiem artystów, ale i widzów, są jednak telefony komórkowe.

Grzech nowych technologii

Gdy pracujemy nad zbudowaniem odpowiedniego napięcia na sali między aktorem i odbiorcą, telefon, który dzwoni w kulminacyjnym momencie, może wszystko zniszczyć – wyjaśnia aktor Mirosław Baka. – Magia teatru polega na tym, żeby uwierzyć w to, co dzieje się na scenie, wejść całym sobą w opowieść – telefon nagle to wszystko niweczy i przypomina, że jesteśmy „tylko w teatrze”.

Telefony komórkowe zdominowały nasze życie na tyle, że stają się irytujące dla innych. Nie tylko w instytucjach kultury, gdzie skutecznie psują odbiór dzieła, ale też w przestrzeni miejskiej i komunikacji publicznej.

– Komórki powinny mieć wbudowaną funkcję autodestrukcji przez wybuch po wychwyceniu słów: Cześć. A nic, jestem w kinie… – śmieje się Michał Oleszczyk. Ale zaraz poważnieje. – Mało co denerwuje mnie podczas seansu tak jak rozmowy, zwłaszcza telefoniczne.

Amerykański oddział agencji Live Nation, organizującej m.in. wspomniany wcześniej koncert Morrisseya, zajmuje się także analizą rynku koncertowego i towarzyszącym mu zachowaniom. Z badań zrealizowanych w 2014 r. dla Live Nation Entertainment w Stanach Zjednoczonych wynika, że podczas koncertów 85 proc. badanych robi zdjęcia telefonami, 68 proc. wysyła esemesy, a 57 proc. pisze o wydarzeniu na Facebooku. Jedna czwarta badanych korzysta z telefonu raz na godzinę, 21 proc. co 30 minut, a co dziesiąty respondent zerka w ekran smartfona raz na kwadrans. W porównaniu z wynikami z lat ubiegłych te odsetki oczywiście rosną.

Uwiecznianie muzycznych idoli, spektakli i przekazywanie innym stało się normą. Nie ma w tym nic złego, ale co zrobić, gdy takie uwiecznianie jest zbyt nachalne i zakłóca odbiór wydarzenia? Społeczny eksperyment postanowili przeprowadzić dwa lata temu organizatorzy krakowskiego festiwalu Unsound, którzy zakazali robienia zdjęć podczas koncertów i uwrażliwili widzów, by zwracali uwagę tym, którzy próbowaliby fotografować zespoły występujące na scenie.

Postanowiliśmy sprawdzić, czy odbiorcy są w stanie odłączyć się od swoich urządzeń mobilnych i skupić na przeżywaniu koncertów, zamiast w irytujący sposób dokumentować każdą aktywność – opowiada Małgorzata Płysa, dyrektor wykonawcza festiwalu. Jak przyznaje, fotografowanie i filmowanie jest szczególnie męczące w momentach wymagających skupienia czy na bardziej kameralnych koncertach. Również wtedy, gdy zamiast smartfonów widzowie używają do robienia zdjęć o wiele większych tabletów.

Tak jak różne zachowania obowiązują w multipleksach i kinach studyjnych, tak odmienne nawyki towarzyszą widzom podczas festiwali muzycznych, gdy percepcja jest zupełnie inna niż w przypadku kameralnych koncertów. Wtedy siłą rzeczy poświęca się im mniej uwagi, a konsumpcyjna i piknikowa otoczka tylko pogłębia taki odbiór. A kiedy widz ogląda coś przez chwilę, ma potrzebę, by to zarejestrować. Takim maratonom koncertowym sprzyja płynna nowoczesność, w której żyjemy, a w której coraz trudniej jest skoncentrować się na jednej rzeczy. – Uzależniamy się od ciągłej stymulacji informacją. Kilka prowadzonych jednocześnie dyskusji w internecie odciąga nas nie tylko od koncertów, ale od skupienia się na jednej czynności naraz – na rozmowie, koncercie czy spożywaniu posiłku bez wrzucania zdjęcia kotleta na Instagram – wyjaśnia Płysa. Nawet jeśli wyłączamy dźwięk telefonu, kompulsywna pokusa sprawdzenia na jego ekranie, czy „coś się dzieje”, jest bardzo silna.

Grzech braku wrażliwości

Ważne jest, w jaki sposób odbiorca przyswaja przekaz ze sceny, ale też to, jak traktuje innych widzów lub słuchaczy. Nowe technologie są tylko jednym z czynników, który wpływa na rozpad więzi społecznych – zapominamy przez to o osobach, które siedzą obok nas.

– Widzowie coraz częściej czują się, jakby byli na własnej kanapie przed telewizorem, nie liczą się z innymi – opowiada Mirosław Baka. – Ci, którzy regularnie chodzą do opery, teatru czy filharmonii, potrafią się zachować i pamiętają o wyłączaniu urządzeń mobilnych. Dzwoniący telefon w takich miejscach jest jak żółta chorągiewka, która sygnalizuje: jestem z kulturą na bakier.

Najważniejsze, aby nie przeszkadzać drugiej osobie, która jest obok nas i w skupieniu słucha koncertu lub delektuje się spektaklem. To zasady należące do ogólnego kanonu dbania o innych, którzy są w naszym towarzystwie, niezależnie od tego, czy ich znamy czy nie. Co zrobić z natrętnymi odbiorcami?

Zakaz selfie sticks to jedna z metod. Komunikat o zakazie korzystania z komórek na początku spektaklu lub koncertu to norma, chociaż nie zawsze skuteczna – czasem lepiej do rozsądku przemówi żywa osoba, która zwróci się bezpośrednio do widzów. W warszawskim klubie Pardon To Tu obsługa pilnuje, aby podczas koncertów wśród publiczności nie rozmawiano. Ten pomysł bardziej rozwinęło kilka lat temu jedno z londyńskich kin, które wprowadziło na salę obserwatorów pilnujących, by widzowie nie zakłócali odbioru innym. Swego czasu w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie jeden ze spektakli rozpoczynał się sonetem Piotra Kamińskiego, poświęconym przeszkadzającym telefonom komórkowym. Warszawski Teatr Narodowy od dawna ma zainstalowane urządzenia zagłuszające sieci telefoniczne. W tej kwestii prym wiodą Francuzi – już w 2004 r. przedstawiciel tamtejszego rządu podpisał zezwolenie na zagłuszanie sieci komórkowych w instytucjach kultury.

Dobrym rozwiązaniem wydaje się edukacja od podstaw, którą jednak można objąć wyłącznie najmłodszych. Wiele instytucji kultury oferuje programy dla dzieci. Być może to sposób na sprawdzenie, jak zachowałby się człowiek, gdyby nie był ograniczony narzuconymi zasadami.

Wracając do edukacji, można zwrócić uwagę – w końcu już samo zakłócanie spokoju innemu odbiorcy, niezależnie, czy z telefonem komórkowym w dłoni czy bez, jest zachowaniem wybiegającym poza ustalone normy.

– Jeżeli szeleścimy papierkami, zachowujemy się głośno, odbieramy telefon, świecimy ekranem, spóźniamy się i komuś to przeszkadza, należy to ograniczyć. Wszelkie inne zasady są kwestią społecznej negocjacji – tłumaczy dr Bokiniec.

Jak wpłynąć na tych, którzy również ze społeczną negocjacją są na bakier? Michał Oleszczyk zauważa, że jeśli nie traktujemy współwidza jako współobywatela, łatwo zignorować jego obecność i zepsuć mu seans. A Mirosław Baka zwraca uwagę, że antidotum jest zmiana nawyków dotyczących samego bywania: – Nic tak nie uwrażliwia na innych i nie uczy kultury, jak częste w niej uczestnictwo.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Bajki dla suwerena. Dlaczego filmy Patryka Vegi są tak popularne?

Rozmowa z dr. hab. Jackiem Wasilewskim o tym, co takiego wie o Polakach Patryk Vega, czego nie wiedzą inni.

Joanna Cieśla
20.03.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną