Geek, który złamał kod najsłynniejszej maszyny szyfrującej

Enigma geniusza
Losy Alana Turinga, który przyczynił się do złamania kodu słynnej maszyny szyfrującej Enigma, a po wojnie został ukarany za swój homoseksualizm, to gotowy materiał na pasjonujący film. I właśnie „Grę tajemnic” można już kupić z POLITYKĄ.
Kadr z filmu „Gra tajemnic”, reż. Morten Tyldum
The Weinstein Company

Kadr z filmu „Gra tajemnic”, reż. Morten Tyldum

Alan Turing, matematyczny geniusz, który pośrednio uratował miliony ludzi od śmierci, sam stał się ofiarą systemu prawnego ścigającego ludzi za tożsamość seksualną.
Bill Sanderson/Science Photo Library/EAST NEWS

Alan Turing, matematyczny geniusz, który pośrednio uratował miliony ludzi od śmierci, sam stał się ofiarą systemu prawnego ścigającego ludzi za tożsamość seksualną.

Film z filmem już w kioskach i w Sklepie POLITYKI.

*

Morten Tyldum, reżyser „Gry tajemnic” – filmu przedstawiającego biografię Alana Turinga, jednego z największych umysłów ubiegłego stulecia – stanął przed trudnym zadaniem. Musiał wyeksponować najbardziej „filmowe” aspekty życia brytyjskiego matematyka: złożoną osobowość, doskonale wręcz odpowiadającą stereotypowi uczonego „geeka” i dziwaka mającego problemy z relacjami społecznymi; osobisty dramat człowieka prześladowanego za swą seksualną orientację, ale też opisać pracę nad Wielką Tajemnicą, od której zależał los wojny i życie milionów. W rezultacie powstał obraz w konwencji szpiegowskiego thrillera odegranego przez świetnych aktorów, z Benedictem Cumberbatchem na czele, wspieranym przez piękną Keirę Knightley.

Nudzić się nie sposób, ale nie sposób też w pełni zaspokoić polskiego widza, który zawsze znajdzie powód do marudzenia. W tym przypadku powodem okazało się, recenzenci policzyli dokładnie, „całe jedno zdanie powtórzone dwukrotnie” o Polakach, którzy pierwsi wyjaśnili tajniki Enigmy, niemieckiej maszyny szyfrującej. To wydaje się zdecydowanie zbyt mało, jak na rzeczywisty wkład polskiego geniuszu w jedno z największych wojennych wyzwań. Zamiast jednak marudzić, lepiej zastanowić się, czy polski wątek jest istotny dla biografii samego Turinga, bohatera opowieści?

Zhakować system

Odpowiedź sugeruje Andrew Hodges, brytyjski matematyk i autor książki „Enigma. Życie i śmierć Alana Turinga”, najważniejszej biografii uczonego. To właśnie na jej podstawie Graham Moore napisał nagrodzony Oscarem scenariusz „Gry tajemnic”. W skrypcie zabrakło jednak miejsca na spotkanie Alana Turinga z polskimi matematykami i pracownikami francuskiego wywiadu na początku wojny w Paryżu. Przez długi czas nie było wiadomo, kto krył się za literami AMT oznaczającymi brytyjskiego emisariusza, który przywiózł kryptologom-sojusznikom materiały z Bletchley Park, siedziby brytyjskiej „twierdzy szyfrów”.

W końcu jednak Hodges nabrał pewności, że do Paryża pojechał sam Turing i przytacza ciekawą scenę z kolacji z udziałem wszystkich zainteresowanych. Otóż na stole stał wazon z kwiatami, zimowitami jesiennymi. Wypowiedziana po polsku i po niemiecku nazwa rośliny nic nie mówiła Turingowi, wzdrygnął się dopiero, gdy Jerzy Różycki użył łacińskiego określenia: Colchicum autumnale. Na co Brytyjczyk odpowiedział „przecież to silna trucizna!”. I znowu Różycki, powoli, cedząc każde słowo: „wystarczy rozgryźć kilka łodyżek, by osiągnąć wieczność”, po czym przy stole zapadła głęboka cisza. Wkrótce ustąpiła gorącej dyskusji o szyfrach, kodach i innych tematach interesujących kryptologów.

Hodges zwraca uwagę na tę rozmowę, bo ujawnia ona niezwykle ciekawy wątek biografii Turinga – jego fascynację substancjami trującymi i ukrywani (np. w korespondencji) aluzji do losu Sokratesa, który pożegnał się z życiem po wypiciu cykuty. Turing zmarł w 1954 r. na skutek zatrucia cyjankiem. Czy jednak rzeczywiście popełnił samobójstwo, jak głosi oficjalny werdykt? Inny biograf matematyka Jack Copeland przekonuje, że zebrane dowody nie pozwalają na jednoznaczne rozstrzygnięcie – Turing mógł zażyć truciznę omyłkowo. Uczony był znany ze swych chemicznych zainteresowań, cyjanek wykorzystywał do różnych domowych eksperymentów, podczas których mało dbał o reguły BHP. O wypadek w takich warunkach nietrudno.

Tym sposobem przedwczesna śmierć Alana Turinga na zawsze już pozostanie zagadką, w przeciwieństwie do tajemnicy Enigmy. Nie ma większego sensu spór o to, kto miał większy wkład w jej wyjaśnienie: czy Polacy z trójką wspaniałych matematyków – Marianem Rejewskim, Jerzym Różyckim i Henrykiem Zygalskim – czy Brytyjczycy pod wodzą Turinga. Nasi kryptolodzy byli niewątpliwie pionierami i za swe osiągnięcia zostali uhonorowani w 2014 r. prestiżowym wyróżnieniem Milestone organizacji The Institute of Electrical and Electronics Engineers. Tym samym dołączyli do panteonu gwiazd, obok Thomasa Edisona i Nikoli Tesli.

Nie można jednak zapominać, że polska metoda miała ograniczenia. Niemcy nieustannie modyfikowali swoje urządzenie i w pewnym momencie polskiemu wywiadowi zabrakło zasobów finansowych i technicznych na rozwój kolejnych wersji bomby kryptologicznej, czyli maszyny deszyfrującej komunikaty zakodowane za pomocą Enigmy.

Polska dokumentacja przekazana sojuszniczym wywiadom Wielkiej Brytanii i Francji ułatwiła znakomicie dalsze prace, jednak podejście Alana Turinga i jego „bomba” były oryginalnymi rozwiązaniami o bardziej uniwersalnym charakterze. W istocie to jednak nie praca nad Enigmą świadczy o geniuszu Turinga ani też nie jest największym powodem do uznania brytyjskiego uczonego za jednego z najwybitniejszych matematyków. Z perspektywy czasu o wiele większe znaczenie mają prace teoretyczne poświęcone wykorzystaniu metod matematycznych w kryptologii, jakimi Turing zajmował się, „hakując” Enigmę. Brytyjski wywiad uznał je za tak istotne, że ujrzały światło dzienne dopiero w 2012 r., tuż przed setną rocznicą urodzin matematyka.

Komputer też człowiek

Ciągle jednak błądzimy, podążając za spektakularnym, lecz pobocznym mimo wszystko wątkiem historii. Wojenne zasługi Turinga nie powinny przesłaniać faktu, że stałą przepustkę do historii wykupił on kilka lat wcześniej, pisząc artykuł naukowy „O liczbach obliczalnych z zastosowaniem do Entscheidungsproblem”, opublikowany w 1936 r. Za takim tytułem kryje się odpowiedź na jedno z najważniejszych zagadnień matematycznych, jakie w 1928 r. sformułował wielki niemiecki matematyk David Hilbert. Pytał on, czy dowolny problem matematyczny da się rozstrzygnąć za pomocą skończonej procedury – algorytmu. W istocie w pytaniu tym chodziło o rozstrzygnięcie, czy matematyka jest systemem zupełnym, zdolnym do wyjaśniania samego siebie za pomocą formalnych reguł.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną