Jak walczyliśmy w irackiej Karbali? – nowy polski dramat wojenny wchodzi do kin

Przeżyłem zdjęcia
Rozmowa z Krzysztofem Łukaszewiczem, reżyserem nowego polskiego dramatu wojennego „Karbala”.
Kadr z filmu „Karbala”
Robert Pałka/www.Fotos-Art.pl

Kadr z filmu „Karbala”

Kadr z filmu „Karbala”
Robert Pałka/www.Fotos-Art.pl

Kadr z filmu „Karbala”

Reżyser Krzysztof Łukaszewicz (z prawej) na filmowym planie.
Robert Pałka/www.Fotos-Art.pl

Reżyser Krzysztof Łukaszewicz (z prawej) na filmowym planie.

Janusz Wróblewski: – Mówi się, że bitwa w irackim mieście Karbala podczas islamskiego święta Aszura w 2004 r. była największą i najkrwawszą walką stoczoną przez polskie siły zbrojne po drugiej wojnie światowej. Ile w tym prawdy?
Krzysztof Łukaszewicz: – Taką tezę stawiają Marcin Górka i Adam Zadworny, autorzy zbioru reportaży „Psy Karbali” poświęconego oblężeniu City Hall. Potwierdzają ją żołnierze uczestniczący w bitwie oraz podpułkownik Grzegorz Kaliciak dowodzący obroną City Hall w czasie szyickiego powstania, który był naszym konsultantem. Inna sprawa to przeniesienie tych wydarzeń na ekran. Nie robiłem dokumentu, tylko fabułę inspirowaną książką.

Nie wszystkie pokazane w filmie zdarzenia miały miejsce?
Fakty się zgadzają. Ale scaliliśmy na potrzeby filmu kilka sytuacji rozłożonych w czasie. Na przykład obok wątku obrony City Hall mamy historię sanitariusza niesłusznie oskarżonego o tchórzostwo na polu bitwy, która w rzeczywistości wydarzyła się później.

Dlaczego o tej bitwie tak mało się wie?
Gdyby do mediów przedostała się wtedy informacja, że Polacy biorą udział w ciężkich walkach w Karbali, gdzie ginie kilkadziesiąt osób dziennie, natychmiast uaktywniliby się przeciwnicy wojny w Iraku. Padłyby oskarżenia, że celowo nie nagłaśnia się liczby ofiar, np. po naszej stronie, choć akurat City Hall został obroniony bez strat. Przebywaliśmy tam z misją stabilizacyjną. Mieliśmy chronić szpitale, szkolić policjantów, a nie pchać się w regularną wojnę i ciężkie walki w mieście. W Hiszpanii po ujawnieniu, że kilkunastu hiszpańskich żołnierzy zginęło w pułapce, zmienił się rząd. Protesty były tak silne, że w ciągu jednego dnia zapadła decyzja o wycofaniu hiszpańskich wojsk z Iraku. W Polsce sytuacja mogłaby się powtórzyć.

Sprawę próbowano wyciszyć?
Utajniono ją decyzją dowództwa sił sprzymierzonych w Iraku.

W filmie pojawia się wprawdzie ważna postać arabskiego policjanta współpracującego z Polakami, ale racje strony szyickiej – o co oni walczą – nie zostają wyjaśnione. Dlaczego?
Woleliśmy przyjąć punkt widzenia cywila, miejscowego, który nie opowiada się po żadnej ze stron. Walczy o przetrwanie i życie swojej rodziny. Wojna w Iraku była, wciąż jest, skomplikowana. Nie ma jednej racji. Zwłaszcza po stronie przeciwników podzielonych na różne frakcje, mających różne cele polityczne, wizje. Są szyici, którzy walczyli z legalnym rządem irackim, a teraz stanowią jego część. Są sunnici, których część popiera Państwo Islamskie, a część nie. Do tego dochodzą Kurdowie. A „Karbala” to nie film o ekstremistach ani ku chwale naszej ojczyzny, tylko historia gatunkowa ukazująca, w co polski żołnierz został w Iraku wpakowany, z jaką „sumą strachów” musiał się zmagać.

Dzisiaj już wiadomo, że inwazja i obalenie Saddama Husajna były aktem agresji. Broni masowego rażenia nie znaleziono. Zginęło za to ponad pół miliona cywili. Braliśmy udział w brudnej wojnie?
Ocenę zostawmy historykom i widzom. Z punktu widzenia żołnierzy to był dobry poligon. Zdobyli doświadczenie nieosiągalne gdzie indziej. Prawdę mówiąc, to jedyny pożytek z tej misji.

Kim byli polscy żołnierze w Iraku: okupantami, wyzwolicielami, sojusznikami Amerykanów, naiwniakami?
Nie odpowiem na to pytanie. Może z wyjątkiem „naiwniaków” wszystkim po trochę… Przedstawiam losy poszczególnych żołnierzy, którzy ponoszą konsekwencje decyzji politycznych. Zostali wysłani średnio przygotowani, musieli przetrwać w piekle.

Amerykanie, rozliczając się z irackiej traumy, nakręcili takie filmy jak „Jarhead”, „The Hurt Locker”, „Bitwa o Irak”, w których obwiniają się za ten konflikt. Pan tej kwestii nie porusza.
Pierwszy film o powstaniu warszawskim nie mógł opowiadać o dobrym Niemcu, tak samo nasz film, pierwszy raz podejmujący tematykę udziału polskich wojsk na Bliskim Wschodzie, nie mógł się koncentrować na subtelnie zróżnicowanych postawach. Ani stawiać pytań, po co tam pojechaliśmy i czy to dobrze czy źle. Ani mówić o zmaganiach ze stresem pourazowym. Oliverowi Stone’owi zrzucenie ciężaru wojny w Wietnamie zajęło dobrych kilka lat. Nakręcił o tym trzy filmy. Pierwszy, „Pluton”, to typowy gatunek wojenny opowiadający o zmaganiach z przeciwnikiem i samym sobą... Tak jest też w przypadku „Karbali”. Dla mnie ważne było pokazanie, co szeregowi żołnierze przeżywali na misji stabilizacyjnej. Nie chciałem publicystyki, która zresztą silnie inspirowała dwa moje pierwsze filmy: „Lincz” i „Żywie Biełaruś!”. „Karbala” to czyste kino gatunkowe.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną