Mieszkańcy Czerwonej Planety na kinowym ekranie

Człowiek z Marsa
Kiedyś miał być domem Obcych, kolebką ludzkości albo naszym wybawieniem, gdyby Ziemia umarła. Teraz wchodzący do kin film Ridleya Scotta może przywrócić zainteresowanie Marsem. Z drobną polską pomocą.
Matt Damon jako Robinson Crusoe naszych czasów w „Marsjaninie”
Imperial-Cinepix

Matt Damon jako Robinson Crusoe naszych czasów w „Marsjaninie”

Iście marsjańska klapa: kadr z „Johna Cartera”, ekranizacji powieści Burroughsa...
Walt Disney Pictures/Album/EAST NEWS

Iście marsjańska klapa: kadr z „Johna Cartera”, ekranizacji powieści Burroughsa...

Zdjęcie powierzchni Marsa wykonane w okolicy lądownika Pathfinder w 1997 r.
JPL/NASA

Zdjęcie powierzchni Marsa wykonane w okolicy lądownika Pathfinder w 1997 r.

Mars to ciekawy przypadek, kiedy zainteresowania naukowców i twórców science fiction wyjątkowo się rozjechały. Choć do pewnego momentu zgodnie wlepiali wzrok w czerwony glob i podczas gdy ci pierwsi starali się odkryć jego tajemnice, drudzy snuli opowieści o tym, co możemy tam znaleźć.

Do klasyki fantastyki naukowej zaliczamy dziś „Wojnę światów” H.G. Wellsa, gdzie ludzkość atakują Marsjanie, a także „Księżniczkę Marsa” i pozostałe historie Edgara Rice’a Burroughsa o Johnie Carterze, jak i „Z milczącej planety” C.S. Lewisa – w obu pisarze przedstawiali nam obce, inteligentne cywilizacje, zamieszkujące sąsiadujący z Ziemią glob. Do tej listy trzeba by także dołożyć „Kroniki marsjańskie” Raya Bradbury’ego, opisujące kolonizację Czerwonej Planety przez Ziemian.

Pierwszy film o Marsie, zatytułowany po prostu „Podróż na Marsa”, nakręcono już w 1910 r. Była to kilkuminutowa produkcja studia zarządzanego przez Thomasa Edisona. Później było wiele kolejnych filmów, najczęściej klasy B albo niższej (na Marsa wybrali się nawet komicy Abbott i Costello), ale również produkcje kultowe, choćby „Pamięć absolutna” Paula Verhoevena z Arnoldem Schwarzeneggerem na podstawie opowiadania „Przypomnimy to panu hurtowo” Philipa K. Dicka. Późniejsze powieści – w tym głośna „Trylogia marsjańska” Kima Stanleya Robinsona z lat 1993–96 czy rodzimy „Mars” Rafała Kosika z 2003 r. – skupiały się na procesie terraformowania, czyli zmiany panujących na Marsie warunków, tak aby były bliższe ziemskim. Hollywood naszym kosmicznym sąsiadem interesowało się jeszcze stosunkowo niedawno, bo w 2000 r., kiedy to do kin weszły dwie wysokobudżetowe produkcje: „Misja na Marsa” Briana De Palmy oraz „Czerwona Planeta” z Valem Kilmerem – obie, delikatnie mówiąc, słabe.

Kierunek: Mars!

Przez ostatnią dekadę twórcy ustąpili jednak naukowcom. Misja załogowa na Marsa to aktualny program i choć NASA boryka się ostatnimi laty z coraz mniejszym finansowaniem, niedawno odniosła nawet niemały sukces – zbudowany z myślą o dalekich podróżach międzygwiezdnych statek Orion zaliczył pierwszy testowy, bezzałogowy lot. Grupa śmiałków w tej chwili wypróbowuje zbudowany z myślą o Czerwonej Planecie habitat, w którym zamieszkali na rok, na jednym z hawajskich wulkanów, gdzie warunki mają być mniej więcej zbliżone do marsjańskich. O osiedleniu ludzi na Marsie otwarcie mówi również Elon Musk, twórca PayPala i samochodu Tesla, który niedawno opowiadał, że najszybszym sposobem na terraformowanie tej planety jest zdetonowanie ładunków termonuklearnych na biegunach, chwalił się też postępem prac nad rakietami wielokrotnego użytku, która to technologia miałaby radykalnie obniżyć koszty kosmicznych podróży. Kto zaś chciałby się wybrać na Marsa? Najwyraźniej wiele osób, nawet jeżeli miałby to być bilet w jedną stronę – wśród ochotników jest nawet troje Polaków.

O Marsie wiemy więc coraz więcej, kwestią czasu pozostaje także wyczekiwane lądowanie człowieka na jego powierzchni. Co na to fantastyka naukowa? Cóż, wydaje się przytakiwać mechanicznie i przy pierwszej lepszej okazji kieruje swoją uwagę ku innym tematom.

Niezwykle ciekawym przypadkiem jest wspomniana wcześniej „Pamięć absolutna”. Film Verhoevena do kin wszedł w 1990 r. i był olbrzymim sukcesem, stąd postanowiono nakręcić sequel. Nie powstał jednak, co jest jedną z najbardziej szalonych opowieści w Hollywood. Rozciąga się ona na 20 lat i obejmuje plan, aby to „Raport mniejszości” był kontynuacją „Pamięci…” (ostatecznie powstał samodzielny film w reżyserii Stevena Spielberga), a jedna z wersji scenariusza opisywała wysadzenie Marsa i „zassanie” Ziemi na jego orbitę, co miało uratować nas przed rosnącym Słońcem. Kuriozalne? Dla dyskusji o Czerwonej Planecie kluczowe jest jednak to, że gdy wreszcie w 2012 r. powstał nowy film (który ostatecznie był remakiem, a nie sequelem), nie było w nim Marsa!

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną