Sensacyjne kulisy najnowszego filmu o Jamesie Bondzie

Agent i Widmo
Kulisy produkcji najnowszego filmu o Jamesie Bondzie – „Spectre” – są równie sensacyjne jak ekranowe zmagania agenta 007.
Daniel Craig w najnowszym odcinku przygód Jamesa Bonda „Spectre”
Jonathan Olley/Metro-Goldwyn-Mayer Studios, Danjaq

Daniel Craig w najnowszym odcinku przygód Jamesa Bonda „Spectre”

Ian Fleming, twórca postaci superagenta Jej Królewskiej Mości
Horst Tappe/Hulton Archive/Getty Images

Ian Fleming, twórca postaci superagenta Jej Królewskiej Mości

Kolejnymi przygodami agenta 007 zaczytywały się setki tysięcy czytelników, kinowe wersje widziały miliony.
materiały prasowe

Kolejnymi przygodami agenta 007 zaczytywały się setki tysięcy czytelników, kinowe wersje widziały miliony.

audio

AudioPolityka Bartek Koziczyński - Agent i widmo

Podobnie jak nasz bohater James Bond, wyczerpany długą przygodą, docieramy do końca opowieści” – napisał kalifornijski sąd w 2001 r. Literacko brzmiące uzasadnienie wyroku zwiastowało koniec sporu między scenarzystą Kevinem McClorym a producentami bondowskiej serii, spółką Danjaq. McClory utrzymywał, że jest współtwórcą filmowego wizerunku słynnego agenta, za co należą mu się pieniądze. Danjaq broniła swojego dorobku, który obejmował 19 zrealizowanych do tamtego czasu filmów. I wygrała.

Scenarzysta nie dostał odszkodowania, nie wolno mu było nakręcić swojego filmu o agencie, lecz wciąż dysponował prawami do istotnych bohaterów i wątków – ze zbrodniczą organizacją Widmo na czele. Dopiero w listopadzie 2013 r. producenci bondowskiego cyklu zawarli ugodę ze spadkobiercami McClory’ego. Oznaczało to zielone światło dla „Spectre”. Największego – jak się zapowiada – Bonda wszech czasów.

Kosztowne nieporozumienie

Kłopoty wywołał sam Ian Fleming, twórca literackiego pierwowzoru bohatera. Od połowy lat 50. chciał go przenieść na ekran kinowy, na przeszkodzie stali jednak tyleż niesolidni producenci, co niedostatek zdolności scenopisarskich. W 1958 r. poznał obiecującego filmowca, właśnie Kevina McClory’ego, a ten roztoczył przed nim wizję filmu o Bondzie w swojej reżyserii. Wspólnie zasiedli do pisania scenariusza zupełnie nowej opowieści. Rzecz obejmowała m.in. walkę z międzynarodową organizacją terrorystyczną. „Spectre” już wtedy znajdowała się na liście roboczych tytułów. Z projektu nic nie wyszło, a w 1961 r. pisarz wydał powieść „Operacja Piorun” stworzoną w oparciu o wątki scenariusza. McClory próbował zablokować publikację, co było początkiem serii sądowych batalii.

Fleming dogadał się tymczasem z innymi producentami filmowymi, Harrym Saltzmanem i Albertem „Cubby” Broccolim. Panowie mieli kapitał i doświadczenie, szybko więc wdrożyli do produkcji film o agencie. Miała to być ekranizacja „Operacji Piorun”, ale plany zmieniono z powodu wspomnianych wątpliwości prawnych. W rezultacie pierwszym, historycznym filmem o Jamesie Bondzie został „Doktor No” z Seanem Connerym, który wszedł na ekrany jesienią 1962 r.

Rok później McClory ponownie wstąpił na drogę sądową. Fleming przystał na ugodę: zachował prawa do powieści, a filmowiec do scenariusza. „Cieszę się, że to kosztowne nieporozumienie dobiegło końca” – oznajmił pisarz po procesie. Zmarł kilka miesięcy później, lecz nieporozumienie trwało. McClory początkowo dobił targu z Saltzmanem i Broccolim – dzięki temu w 1965 r. na ekrany trafiła „Operacja Piorun”... Po dziesięciu latach wrócił jednak do idei niezależnego filmu o agencie. Dopiął swego w 1983 r., gdy na ekrany wszedł obraz „Nigdy nie mów nigdy”. Pod względem fabularnym była to przeróbka „Operacji Piorun”, a w rolę główną po latach przerwy wcielił się Sean Connery. To dlatego w tamtym roku widzowie mieli więc w kinach dwóch Bondów: alternatywny rywalizował z oficjalnym, Rogerem Moore’em, który grał w „Ośmiorniczce”.

McClory nie ustawał w wysiłkach nakręcenia własnej historii agenta 007 w kolejnych latach. Wspierała go wytwórnia Sony, wraz z nią przegrał opisywany na wstępie proces w 2001 r. Scenarzysta zmarł pięć lat później, a japoński koncern wszedł w kooperację z Danjaq. W efekcie w 2006 r. doczekaliśmy „Casino Royale” – nowego otwarcia serii. Bazującego na oryginalnych flemingowskich wątkach i z nowym, szorstkim odtwórcą roli głównej Danielem Craigiem.

Odzyskanie praw do Spectre to jedno. Pytanie, czy w najnowszym filmie wraz z terrorystyczną organizacją powróci Ernst Stavro Blofeld – jej złowieszczy szef, pierwowzór wszystkich wrogów Bonda. Producenci twierdzą, że odpowiedź zepsułaby przyjemność oglądania. Plany utrzymania tajemnicy do brytyjskiej premiery 26 października pokrzyżowała jednak iście szpiegowska akcja z listopada ubiegłego roku. Północnokoreańscy hakerzy zaatakowali serwery firmy Sony. Efektem był m.in. wyciek scenariusza i korespondencji osób odpowiedzialnych za „Spectre”. Nazwisko Blofeld w tekście nie pada, ale pojawiła się postać Franza Oberhausera (w tej roli Christoph Waltz sprawdzony jako szwarccharakter w „Bękartach wojny”), który okazuje się przybranym bratem agenta, a zarazem ważną figurą w Spectre… Od chwili ataku hakerskiego wzmocniono ochronę planu (wszelkie materiały cyfrowe przekazywano przy pomocy kurierów), a scenariusz mocno przebudowano. Tak czy inaczej cień Blofelda nad „Spectre” majaczy.

Gdyby trzymano się literackiego pierwowzoru, mielibyśmy bondowskiego przeciwnika o prawdziwie polskich korzeniach. Według powieści „Operacja Piorun” Ernst urodził się w 1908 r. w Gdyni. Studiował ekonomię i historię polityczną na Uniwersytecie Warszawskim, a później inżynierię i elektronikę na stołecznej Politechnice. Następnie podjął pracę w Ministerstwie Poczt i Telegrafów. Teoretycznie poniżej ambicji, ale jako przenikliwy umysł trafnie zdiagnozował, że w nowoczesnym świecie liczyć się będzie komunikacja. Wyławiał tajne depesze i sprzedawał informacje obcym wywiadom. Gdy zaczęła mu deptać po piętach polska „dwójka”, spreparował fałszywy paszport i uciekł do Szwecji, a następnie do Turcji. Tam znów prowadził szpiegowską działalność, co przyniosło mu majątek rzędu pół miliona dolarów.

Po wojnie powołał do życia Spectre (akronim od słów Special Executive for Counter-intelligence, Terrorism, Revenge and Extortion – Specjalna Egzekutywa ds. Kontrwywiadu, Terroryzmu, Zemsty i Wymuszeń). Pod tym szyldem zgromadził wybitnych przedstawicieli świata przestępczego: m.in. polskiego specjalistę od elektroniki, fizyka z NRD, mafiosów z Sycylii i Korsyki, a także byłych członków Gestapo i Smiersz – jednostki kontrwywiadu wojskowego ZSRR opisanej przez Fleminga jako oddział do likwidowania wrogich szpiegów.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną