Kultura narodowa, czyli jaka?

Boże, chroń fanatyków
Kultura polska ma być przede wszystkim narodowa – tak wynika z licznych wypowiedzi przedstawicieli władzy oraz z planów ministerstwa. Skąd my znamy ten język i ten ton?
Z wystawy „Nowa Sztuka Narodowa” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej: „Dziewczynka z samolotem” projektu Bogusława Zena i Małgorzaty Korenkiewicz (jedna z propozycji monumentu upamiętniającego katastrofę smoleńską).
Jan Smaga

Z wystawy „Nowa Sztuka Narodowa” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej: „Dziewczynka z samolotem” projektu Bogusława Zena i Małgorzaty Korenkiewicz (jedna z propozycji monumentu upamiętniającego katastrofę smoleńską).

Baner kibiców Legii z głową Chrystusa i hasłem napisanym szwabachą „Boże, chroń fanatyków”
Jarosław Mazalon/EAST NEWS

Baner kibiców Legii z głową Chrystusa i hasłem napisanym szwabachą „Boże, chroń fanatyków”

audio

AudioPolityka Mirosław Pęczak - Boże chroń fanatyków

Niedawno Krystyna Janda, na zadane w wywiadzie pytanie o skojarzenia z wygłoszonym przez ministra Glińskiego hasłem, że teraz czas na kulturę narodową, odpowiedziała: „Jestem polską artystką, a nie narodową. Kiedy przyjeżdżałam grać w filmie w Bułgarii, to słyszałam, że pracuję z zasłużonym narodowym artystą Bułgarskiej Republiki Ludowej. Albo w Rosji w teatrze spotykałam tylko narodowych artystów. (…) Czy tym, którzy będą dawać pieniądze na sztukę, będzie zależało na tym, żeby robić naprawdę dobre rzeczy, opowiadające o naszej historii, czy chodzi o gloryfikowanie władzy? Na razie wszystkie działania zmierzają do tego, że słowa takie, jak »patriota«, »patriotyzm«, »narodowy« stają się podejrzane”.

To prawda, tendencja do nadużywania tego typu retoryki dała się już zauważyć w trakcie parlamentarnej kampanii wyborczej, w której Beata Szydło nie mówiła nigdy o społeczeństwie, lecz zawsze o wspólnocie narodowej, i nie zwracała się do obywateli, ale zawsze do „Polaków”. Uzupełnieniem języka stało się usunięcie flag Unii Europejskiej z sali konferencyjnej Kancelarii Premiera. Te słowa i gesty mają oczywiście odpowiedni sens polityczny, ale dodatkowego znaczenia nabierają wtedy, kiedy przedmiotem działania politycznego staje się kultura. Uzasadniając zamiar odrzucenia obywatelskiego projektu „Świecka szkoła”, posłanka Prawa i Sprawiedliwości Marzena Machałek twierdziła, że „uderza [on] w coś, co jest naszą wartością: w jednorodność kulturową i religijną”. Wcześniej minister Waszczykowski wypowiedział się na łamach niemieckiego tabloidu „Bild” przeciwko światu będącemu „mieszaniną kultur i ras”. Ujawnia się tu szczególne wyobrażenie o „dobrym świecie”, w którym homogeniczna kultura stanowi emanację narodu spojonego więzią plemienną.

W związku z ogłoszeniem przez parlament roku 2016 Rokiem Henryka Sienkiewicza narodowo-katolicki publicysta Tomasz Terlikowski w portalu Fronda.pl ogłosił, że „Sienkiewicz chce budować naród dumny ze swojej przeszłości, z własną (a nie cudzą) mitologią narodową, z silnym zakorzenieniem w chrześcijaństwie” i że „lepiej być przedmurzem chrześcijaństwa niż zadupiem zdychającej laickiej Europy”.

O potrzebie rekonstruowania i konstruowania mitologii narodowej często mówili i pisali 10 lat temu orędownicy realizowanej wtedy przez PiS polityki historycznej i wszystko wskazuje, że dziś wracamy do tej samej rzeki. Ale wracamy bogatsi o nowe doświadczenia społeczne minionej dekady, takie jak nagła fascynacja wykonawców rockowych powstaniem warszawskim, manifestowanie endeckiej wersji polskiego patriotyzmu przez kibiców piłkarskich, szowinistyczny charakter Marszów Niepodległości czy fenomen tak zwanej nowej sztuki narodowej. Kiedy 10 lat temu ówczesny minister edukacji Roman Giertych chciał pozbyć się z lektur szkolnych Gombrowicza, by zapewnić jeszcze godniejsze miejsce Sienkiewiczowi, rozgorzała ostra debata na temat dwóch literackich wzorców stosunku do tradycji reprezentowanych przez obu pisarzy. Dziś, jak wiele wskazuje, Sienkiewicz nie będzie miał konkurencji.

Żołnierze i panny wyklęte

Tuż przed objęciem teki prof. Piotr Gliński zapowiedział, że jednym z priorytetów działania resortu będzie „wprowadzanie do kultury popularnej elementów kultury wyższej”. Jako przykład dobrego połączenia obu poziomów kultury wymienił wydaną w 2013 r. płytę „Panny wyklęte” oraz zespół Contra Mundum grający tak zwanego rocka patriotycznego. „Panny wyklęte”, jak nietrudno się domyślić, to refleks odnowionego i od kilku lat popularyzowanego wszelkimi sposobami mitu „żołnierzy wyklętych”. Którzy stali się, ku zaskoczeniu historyków, najważniejszym symbolem polskiego antykomunizmu. Pomysłodawca i współautor płyty Darek Malejonek (wcześniej wyprodukował płytę „Panny morowe” o powstaniu warszawskim) zebrał grupę znanych wokalistek (m.in. Paulina Przybysz, Natalia Przybysz, Ania Brachaczek, Marika, Kasia Kowalska), które wykonały utrzymane w różnych konwencjach utwory z tekstami nawiązującymi do zbrojnego oporu tytułowych „żołnierzy wyklętych”. Wzniosły temat nie zawsze harmonizował z mocno taneczną niekiedy estetyką, ale przecież chodziło o rozbudzenie uczuć patriotycznych, więc intencje były tu pierwszoplanowe.

Natomiast rockowy zespół Contra Mundum wydał w zeszłym roku album „Cześć i chwała bohaterom”, na którym wykonuje między innymi własną wersję „Pieśni konfederatów”, śpiewa też o powstaniu listopadowym i styczniowym, o Armii Krajowej, powstaniu warszawskim. Wspomaga się w tym wysiłku tekstami Norwida, Słowackiego, Wyspiańskiego, Baczyńskiego, Gajcego i Herberta, na jego oficjalnej stronie internetowej można zaś przeczytać: „Muzyka rockowa nie musi stać w sprzeczności do patriotyzmu, historii Narodu, szacunku do Bohaterów i pamięci o przelanej przez Nich krwi”. Wszystko na rzeczonej płycie jest patetyczne i pretensjonalne, niekiedy jakby wyjęte ze szkolnej „akademii ku czci”.

Trzeba jeszcze raz podkreślić, że objęcie władzy przez PiS przypadło w momencie bardzo szczególnym, jeśli idzie o polską świadomość kulturalną, zwłaszcza tę charakteryzującą młodsze pokolenie rodaków. Kolejne obchody rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, wyborcza kampania prezydencka Pawła Kukiza, moda na obnoszenie się z „patriotycznymi” emblematami – wszystko to silnie angażowało sporą część młodzieży. Jeszcze nie tak dawno przyznawanie racji narodowcom uchodziłoby za jawny obciach albo przejaw kolorytu skinowskiego. Teraz narodowcy, głównie dzięki młodym wyborczym fanom Kukiza, zasiadają w Sejmie, a jedną z medialnych twarzy parlamentarnego klubu Kukiz’15 jest browarnik i nacjonalista Marek Jakubiak.

Można założyć, że dla ministra Glińskiego równie ważnym jak płyta „Cześć i chwała bohaterom” punktem odniesienia dla wdrażanej przez PiS polityki kulturalnej powinna być zorganizowana w 2012 r. przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej wystawa „Nowa Sztuka Narodowa”. W stosownym anonsie wystawy organizatorzy pisali: „Wystawa »Nowa Sztuka Narodowa« odwołuje się do emocji wypartych czy też marginalizowanych w dyskursie nowoczesności – patriotyzmu i poczucia narodowej wspólnoty. (…) Prezentowane na wystawie instalacje, rzeźby czy filmy powstały z napięcia pomiędzy nowoczesnością (imponującą i atrakcyjną, ale również groźną i »obcą«) a polską tradycją o rodowodzie sarmackim, wzmocnioną przez romantyczne imaginarium, z którą Polacy czują się co prawda swojsko i bezpiecznie, jednak nie potrafią jej dopasować do wymagań epoki”. Na wystawie znalazły się rozmaite eksponaty: słynny już obraz Zbigniewa Dowgiałły „Smoleńsk” wyobrażający moment katastrofy samolotu prezydenckiego, dywan kwietny ze Spycimierza (lokalna tradycja sypania takich dywanów na procesje Bożego Ciała liczy sobie 200 lat), kopia dłoni Jezusa z posągu spod Świebodzina, monstrualnie długi szalik klubowy nielegalnie zawieszony swego czasu na owym posągu przez kibiców żużlowej drużyny Falubaz Zielona Góra, mural autorstwa grupy Warsaw Fanatics z motywami powstania warszawskiego czy wideo z oprawy meczu Legii Warszawa z wielkim banerem z głową Chrystusa w cierniowej koronie oraz hasłem „Boże, chroń fanatyków”.

Artefakty zgromadzone na tej wystawie pokazały nie tylko osobliwe ideologiczne zaangażowanie znanych artystów, jak w przypadku Zbigniewa Dowgiałły, współtwórcy ruchu nowej ekspresji z lat 80., ale także zdominowanie przez symbolikę narodową i religijną świata subkulturowego. Niedawna pielgrzymka kibiców na Jasną Górę i oświadczenia celebrujących okolicznościowe nabożeństwo księży, wedle których kibicowscy fanatycy to „bohaterowie XXI wieku”, dowodzi, że chuligańska subkultura, przejmując symboliczny sztafaż patriotyczno-religijny, wchodzi jak w masło w aktualny kulturowy mainstream. Nacjonalizm daje zatem skuteczną przepustkę do oficjalności.

Trwająca mniej więcej od obchodów 60. rocznicy powstania warszawskiego i wydanej rok później płyty Lao Che „Powstanie Warszawskie” moda na eksponowanie patriotyzmu powoduje, że narodowa frazeologia nie razi nawet tych, którzy jak raper L.U.C są jak najdalsi od wygrażania Europie czy antyniemieckich fobii rozniecanych przez prezesa Kaczyńskiego, jego partię i akolitów z Kukiz’15. Sześć lat temu, po otrzymaniu Paszportu POLITYKI, L.U.C tłumaczył w wywiadzie dla naszego tygodnika, że wzmożenie patriotyczne, jakie ogarnęło rodzimą estradę, to zdrowa reakcja na tandetną makdonaldyzację rodzimej popkultury.

Na narodowej nucie

Kiedy po 1989 r. dołączyliśmy, jak się mawiało, do wolnego świata, obiektem swoistej celebracji stawało się niemal wszystko, co ów wolny świat symbolizowało. W jednakowej mierze książkowa seria romansów Harlequina, jak i debaty o społeczeństwie otwartym i gospodarczym liberalizmie. Oczywiście rychło się okazało, że w obszarze kultury masowej, czyli tej rządzonej prawami rynku, niebagatelną rolę odgrywa tak zwany gust ludowy, a ten dość szybko nasycił się zachodnią dyskoteką i amerykańską produkcją filmową klasy B, by przerzucić swoją fascynację na disco polo i mało wyszukane rodzime gagi kabaretowe. I o ile jeszcze w pierwszej dekadzie III RP liczyło się głównie to, co znamionowało naszą europejskość i – ogólniej – przynależność do kultury Zachodu, o tyle w drugiej dekadzie XXI w. wzrasta zainteresowanie swojskością, a na plan pierwszy, także w popkulturze, wybijają się wątki narodowej tożsamości.

Stratedzy PiS dobrze wiedzieli, co robią, grając w czasie kampanii wyborczej na nucie narodowej i dystansując się od europejskości zdefiniowanej na dwa sposoby: albo jako domena zawsze wrogich Polakom Niemców, albo jako przestrzeń kosmopolityczna wykluczająca ze swej ekumeny „wartości patriotyczne”.

Bardzo przypominający propagandę gomułkowską straszak antyniemiecki nie jest może aż tak skuteczny (w końcu mnóstwo Polaków w Niemczech mieszka i pracuje, a też co roku przybywa mieszanych małżeństw), ale stawka na narodową wyjątkowość i restytucja romantycznej wykładni patriotyzmu wydaje się przekonywać nie tylko fanatyków Legii czy Wisły. Na miano artysty narodowego wedle kryteriów PiS zasłużył niewątpliwie reżyser Antoni Krauze, zwłaszcza jako twórca filmu „Smoleńsk” nakręconego według scenariusza uwzględniającego „zamachowe” tezy Antoniego Macierewicza o tragedii 10 kwietnia 2010 r. W tym roku oprócz „Smoleńska” premierę będzie miała też „Historia Roja” Jerzego Zalewskiego, film opowiadający o losach Mieczysława Dziemiszkiewicza ps. Rój, żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych, działającego tuż po wojnie w podziemiu antykomunistycznym. Próbna wersja filmu była gotowa już w 2011 r., ale wycofał się współproducent – Telewizja Polska SA. Powodem były zmiany personalne w zarządzie TVP, choć reżyser twierdzi, że za wstrzymaniem produkcji stoją byli agenci SB. Tak czy siak film o „żołnierzu wyklętym” z definicji mieści się w kanonie wspieranej przez władzę sztuki.

Muzykę do obu wymienionych filmów skomponował Michał Lorenc. Jeden z najpopularniejszych polskich twórców muzyki filmowej, niegdyś związany z legendarnym zespołem Wolna Grupa Bukowina, uczestnik artystycznych inicjatyw Jacka Kleyffa i Michała Tarkowskiego, zyskał sławę przede wszystkim jako kompozytor muzyki do „Psów” Władysława Pasikowskiego. Dziś znajduje się na zupełnie innej artystycznej planecie. W listopadzie zeszłego roku mówił w Radiu Maryja o tym, jak zrezygnował z pisania muzyki do „Pokłosia”, filmu napiętnowanego przez samego prezesa Kaczyńskiego, i zadeklarował współpracę z toruńską uczelnią dyrektora Rydzyka. Tuż przed Bożym Narodzeniem kompozytor ujawnił portalowi Fronda.pl, że pracuje nad utworem, który będzie nagrywany z London Symphony Orchestra w studiu Abbey Road (!) w Londynie w marcu, a powstaje po to, by uczcić 1050. rocznicę chrztu Polski. Nowe dzieło kompozytora „zostanie wydane na płycie podczas Światowych Dni Młodzieży, a koncert poprzedzi poświęcenie Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie w październiku 2016 r.”. Wszystko wskazuje na to, że Lorenc zostanie następcą Piotra Rubika, o którego oratoryjnej twórczości nieżyjący już muzykolog Andrzej Chłopecki napisał kiedyś, iż jest „muzyką IV RP”.

Kultura „antynarodowa”

Na naszych oczach tworzy się podział na kulturę „narodową” i „kosmopolityczną”, który pokrywa się z wymyślonym niegdyś przez Jarosława Kaczyńskiego politycznym podziałem Polski na „solidarną” i „liberalną”. Polityczna „dobra zmiana” ma wspomagać i propagować kulturę „narodową” także dlatego, że pozostaje wyborem „Polski solidarnej”. Czym ma być kultura „narodowa”, już mniej więcej wiemy, trudniej jednak z określeniem oferty przeciwnej. Wiadomo tyle, że premier Szydło nie podobał się film „Ida”, minister Gliński zaś z dużym dystansem odnosi się do teatru eksperymentalnego, do której to sfery zalicza również twórczość obecnego dyrektora krakowskiego Starego Teatru – Jana Klaty. Film Pawlikowskiego i spektakle Klaty były wielokrotnie krytykowane przez prawicowych polityków jako „antynarodowe”. Warto przypomnieć w tym kontekście wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o „Pokłosiu” Pasikowskiego. Choć prezes przyznał, że filmu nie widział, wyraził na jego temat jednoznaczną opinię: „Redukcja Polski do grupy 40 kryminalistów, w której celował wcześniej Tomasz Gross i niektóre gazety, w szczególności jedna, to tendencje antypolskie”.

Prof. Michał Głowiński w wydanej w 1991 r. książce „Marcowe gadanie” (poświęconej analizie języka propagandy rozprawiającej się z przeciwnikami władzy w czasie wydarzeń marca 1968 r.) pisał, że propaganda owa używała pojęcia „naród” w dwóch wersjach znaczeniowych: jako wyobrażenia posłusznej masy, która coś zgodnie afirmuje lub potępia, i/lub jako obrazu wspólnoty konstytuowanej przez więź plemienną, mitologię krwi i gleby tudzież odpowiednio preparowaną przeszłość, czyli politykę historyczną. „Pochodną – zauważał Głowiński – jest zamiłowanie do przymiotnika »narodowy« (…), a także skłonność do demagogicznie nadużywanego przymiotnika »antynarodowy«”. Tak zastosowane zabiegi semantyczne „zmierzają do zidentyfikowania spraw narodu z aktualnymi w danym momencie interesami partii. Słowo to [naród] jest używane w toku dyskursu propagandowego w ten sposób, by przekonać czytelnika, że jeśli jest przeciw niej, jest tym samym przeciw narodowi”. Czyżby historia znów zatoczyła koło?

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną