Jak powstawał film o Zdzisławie i Tomaszu Beksińskich

Miejsce końca
Zafascynowani popkulturą Beksińscy sami stają się częścią popkultury. O Zdzisławie wiadomo już chyba wszystko. Wciąż odkrywane są kulisy życia jego syna Tomasza.
Andrzej Seweryn znakomicie zagrał Zdzisława Beksińskiego
Hubert Komerski/Aurum Film

Andrzej Seweryn znakomicie zagrał Zdzisława Beksińskiego

Zdzisław Beksiński
Marzena Hmielewicz/Agencja Gazeta

Zdzisław Beksiński

Dawid Ogrodnik, który wcielił się w postać Tomasza Beksińskiego.
Hubert Komerski/Aurum Film

Dawid Ogrodnik, który wcielił się w postać Tomasza Beksińskiego.

Tomasz Beksiński w wampirycznym przebraniu na potrzeby sesji fotograficznej.
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Tomasz Beksiński w wampirycznym przebraniu na potrzeby sesji fotograficznej.

Film „Ostatnia Rodzina”, który powalczy o nagrody na festiwalu w Gdyni, zaczyna się i kończy monologiem malarza Zdzisława Beksińskiego. 70-letni pan zdradza zadziwiającą znajomość młodzieżowych gwiazdek początku ubiegłej dekady: aktorki Alicii Silverstone, modelki Lisy Boyle czy pewnej piosenkarki. To parafraza jego listu do marszanda Piotra Dmochowskiego, w którym czytamy: „Jutro zatem zawita w me progi podrasowana programowo Britney Spears i po dwugodzinnych torturach, przywiązawszy mi głowę do zlewu, poderżnie mi gardło rzeźnickim nożem i w agonii będę obserwować jak krew cieknie do zlewu. Już z góry się cieszę. Jest na co oczekiwać. Życie stało się piękne!”.

Doszło do spełnienia fantazji, tylko że zamiast Alicii Silverstone przyszedł do niego syn „złotej rączki” – mówi scenarzysta Robert Bolesto. Na pomysł opowieści o rodzinie artysty wpadł jeszcze za życia malarza. Miała to być sztuka teatralna w duchu Witkacego, z dawką czarnego humoru, utrzymana w estetyce inspirowanej obrazami Mistrza. Historia nie układała się jednak aż do tragicznych wydarzeń z lutego 2005 r. – Moment, kiedy Zdzisław został zamordowany, przyciągnął mnie ponownie do tematu, pojawił się brakujący element. Morderstwo zadziałało metafizycznie, poczułem, że to niesamowita historia, z dotknięciem tajemnicy – wspomina Bolesto.

Tekst zamienił się w scenariusz filmowy, który trafił do finału prestiżowego konkursu Hartley-Merrill, w 2009 r. zdobył stypendium Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, lecz nie interesował producentów. Mogło to być związane z dość powszechną niechęcią do traktowania Zdzisława Beksińskiego jako poważnego malarza. Młodzi krytycy uznali go za reprezentanta „arte polo”. Sytuacja zmieniła się w 2014 r. po sukcesie książki „Beksińscy. Portret podwójny” Magdaleny Grzebałkowskiej. Temat znów stał się modny, pojawiły się nawet konkurencyjne projekty, ale tu szybciej pozyskano fundusze i pojawił się młody reżyser, który o powstaniu scenariusza dowiedział się z... Wikipedii.

Jan P. Matuszyński był dotąd twórcą filmów dokumentalnych, co nie stanowiło przeszkody, ale wręcz predysponowało go do zajęcia się tematem. Zdzisław Beksiński, jako fanatyk archiwizacji i nowych technologii zarazem, pozostawił po sobie ogrom materiałów. Już od lat 50. utrwalał życie rodziny na magnetofonie. Gdy wprowadzono domowe wideo, natychmiast przerzucił się na kamerę. Z radością przyjął pojawienie się komputerów, które umożliwiały działania artystyczne, ale też ułatwiły mu prowadzenie dziennika i korespondencji. Jego zapiski stały się podstawą wydanego kilka miesięcy temu obszernego tomu „Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia”.

„Lęk egzystencjalny na dzień dzisiejszy: jestem na oko rzecz biorąc najzdrowszy ze wszystkich krewnych i przyjaciół. Mam szansę przeżyć nie tylko Zosię, ale i wszystkich i dogorywać w kompletnej izolacji” – przewidywał malarz w 1998 r., na kilka miesięcy przed śmiercią żony i rok przed samobójstwem syna.

Rodzina jest światem

Wiele dialogów w „Ostatniej Rodzinie” powstało na bazie oryginalnych cytatów. Wiele scen nakręcono z użyciem środków z epoki: na przykład amatorskiego VHS. Scenografka wiernie odtworzyła klaustrofobiczną przestrzeń domu malarza, a specjaliści od efektów komputerowych peerelowskie realia osiedla Służew nad Dolinką. Beksińscy – małżeństwo i dwie babcie – przenieśli się tam z Sanoka w 1977 r. (rok później w pobliskim bloku zamieszkał syn). To moment, w którym zaczyna się akcja filmu. – Dla tej rodziny Służew nad Dolinką był miejscem końca – mówi Bolesto. – Stąd tytuł filmu: rodzina jest światem i ten świat się powoli kończy. To jeszcze nic niesamowitego. Bardziej poruszyło mnie, że nie tak dawno temu, w naszych czasach, cała rodzina umarła właściwie w jednej przestrzeni.

W rolę malarza wcielił się Andrzej Seweryn. Już doceniono tę kreację nagrodą za najlepszą rolę męską na festiwalu w Locarno. Zofię Beksińską, skromną podporę rodziny, gra Aleksandra Konieczna. A ich ekscentrycznego syna Tomasza Beksińskiego z poświęceniem kreuje Dawid Ogrodnik. Wszyscy do złudzenia przypominają bohaterów widocznych na oryginalnych nagraniach, włączając specyficzny akcent. – Odbyła się na ten temat duża debata: czy ryzykujemy, czy nie wyjdzie z tego groteska, czy ktoś uwierzy, że tak mówimy. Decyzja była podobna jak w „Wałęsie”, bo kamera nie ma litości, od razu obnaży fałsz. Wydaje mi się, że wykonaliśmy tytaniczną robotę, żeby tego akcentu się nauczyć i złapać specyficzny rytm ich wypowiedzi. Codziennie, przez sześć miesięcy przygotowań, mówiliśmy do siebie w ten sposób – opowiada Ogrodnik.

Aktor w ramach przygotowań nie tylko przekopał archiwa związane z Tomaszem, spotykał się z jego znajomymi, ale i słuchał lansowanej przez niego muzyki, oglądał ulubione filmy, a nawet powiesił sobie w domu reprodukcje obrazów Zdzisława, żeby sprawdzić, czy – jak twierdzili niektórzy – mają zgubny wpływ na psychikę. Uznał, że szybko stają się neutralnym elementem dekoracyjnym... – Wszyscy mówią, że to rodzina dotknięta fatum. To nieprawda. Pierwszym szokiem, jaki przeżyłem, dotykając materiałów o Beksińskich, był luźny sposób, w jaki rozmawiają o życiu i śmierci. Długa rozmowa, w której Tomek mówi o chęci odebrania sobie życia, była momentami wręcz zabawna. Dla nich to było normalne. Zrozumiałem, że to ja i społeczeństwo przywiązujemy do tego negatywne emocje. U nich było wręcz odwrotnie, co jest mi w tej chwili bliższe – mówi Ogrodnik.

To fakt, że mimo tragicznej wymowy historii widzowie odnajdują w filmie elementy humorystyczne. – Od samego początku mówiłem, że to tragikomedia. Komedia bierze się z niestandardowego podejścia do trudnych tematów: śmieszny bywał sposób, w jaki ze sobą rozmawiali, czasami pojawiały się sytuacje wręcz slapstickowe. To potwierdziło się na pokazie w Locarno, gdzie widzowie nie znali kontekstu i od początku się śmiali, a potem zaskoczyło ich finałowe tąpnięcie – mówi Bolesto.

Relacje międzyludzkie są osią filmu. Miłośnicy twórczości Zdzisława Beksińskiego nie dowiedzą się zatem wiele o kulisach jego pracy malarskiej poza tym, że tworzył przy muzyce i suszył swoje dzieła suszarką. Przez ekran przewijają się oczywiście obrazy pozyskane dzięki współpracy z zarządzającym spuścizną artysty Muzeum Historycznym w Sanoku. Podobnie zarysowana została tylko radiowa działalność Tomasza czy inne dziedziny jego aktywności, jak tłumaczenie filmów (osobliwie dziś wyglądające klubowe seanse wideo, na kilku telewizorach, z czytaniem na żywo listy dialogowej). O ile jednak materiałów na temat ojca nie brakuje – poświęcona mu bibliografia liczy około dziesięciu pozycji, syn doczekał się osobnej książki dopiero teraz.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną