„Scena ciszy”: nierozliczone ludobójstwo w Indonezji

Dumni mordercy
Nominowany do Oscara dokument „Scena ciszy” Joshuy Oppenheimera, który od 16 listopada można kupić z POLITYKĄ, to wstrząsające świadectwo nierozliczonego ludobójstwa.
Kadr z filmu „Scena ciszy”
Against Gravity

Kadr z filmu „Scena ciszy”

Jeden z członków brygad śmierci, które w latach 1965–66 zajmowały się likwidowaniem przeciwników wojskowego reżimu w Indonezji, nerwowo wierci się w fotelu, potem wstaje i ze śmiechem prezentuje przed kamerą, jak dusił swoją ofiarę. „Wywalił język na zewnątrz. Rozprułem go. Jelita wypadły na zewnątrz. A takiego innego rzuciłem na ziemię. Uderzył głową w kamień. Pękła mu czaszka. Próbował ręką utrzymać ją w jednym kawałku”. Nagranie ogląda w milczeniu Adi Rukuna, brat Ramliego, zakatowanej ofiary. Sąsiad zbrodniarza.

Krwawy system

Pół wieku temu legalnie wybrany indonezyjski rząd został obalony przez juntę generała Suharto. Pod pretekstem pozbycia się komunistów wymordowano ponad milion niewinnych osób arbitralnie uznanych za wrogów: przywódców związkowych, rolników bez ziemi, intelektualistów, artystów oraz ich rodziny. Mordom towarzyszyły grabieże, gwałty, tortury. Relacjonując ówczesne wydarzenia, amerykański dziennikarz telewizyjnej stacji NBC News nazwał tę niewiarygodną falę przemocy historycznym wyczynem, „największą porażką komunizmu w skali świata”.

Sprawcy rzezi uchodzą dziś za wielkich patriotów. Opływają w luksusy, piastują ważne funkcje społeczne, utrzymują się u władzy. Nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Od dziesiątków lat chełpią się zbrodniami, są traktowani w mediach jak celebryci, z opowieści o zadawanym cierpieniu uczynili coś w rodzaju świeckiej religii. Okrucieństwo to w ich oczach synonim odwagi, honoru, wyjątkowości, która legitymizuje krwawy system bezczelnie nazywany przez nich demokracją.

Amerykański dokumentalista Joshua Oppenheimer spędził w Indonezji wiele lat. Jednego z poznanych morderców, Anwara Congo, uczynił bohaterem „Sceny zbrodni” – nominowanego do Oscara dokumentu poświęconego ludobójcom. Congo był nauczycielem plastyki i aktorstwa w podstawówce. Sam zgłosił się na ochotnika do reżimowej organizacji paramilitarnej Panczaszila. I spontanicznie zaproponował odtworzenie przed kamerą masakry wioski Kampung Kolam, podczas której zginęło ponad 10 tys. niewinnych ludzi. Powstał wstrząsający portret demaskujący odczłowieczoną psychikę bezwstydnie zadowolonych z siebie sadystów, którzy wszelkimi sposobami starają się nie dopuścić do głosu własnego sumienia.

W „Scenie ciszy” reżyser oddaje głos ofiarom i pyta, co się dzieje ze społeczeństwem, które żyje w cieniu nierozliczonej zbrodni? Przewodnikiem czyni Adiego Rukuna, młodszego brata Ramliego, optyka w średnim wieku, który przełamuje zmowę milczenia i próbuje skonfrontować bandytów z makabrycznymi czynami, których się dopuścili. Podczas badania wzroku proponuje im spojrzenie na przeszłość z innej perspektywy. Pyta m.in., czy trudno im się przyznać, bo zbrodnia wydaje się zbyt wielka? Okulary, które wręcza, mają stanowić symbol zmiany sposobu postrzegania świata, która jednak nie następuje.

Gigantyczna manipulacja

„Dlaczego zadajesz mi te pytania, czy chcesz mnie zdenerwować? Sięgasz za głęboko, a ja nie lubię głębokich pytań”. Przyciśnięty do muru M. Y. Basrun, były sekretarz generalny jednego z komand, odpowiedzialny za śmierć tysięcy, a obecnie marszałek indonezyjskiego parlamentu, grozi: „To, co teraz robisz, to nic innego jak kontynuacja komunistycznej działalności. Czy rodziny ofiar chcą, żeby doszło do powtórzenia mordów? Więc się zmieńcie. Jeśli wciąż będziecie robić sprawę z przeszłości, to na pewno historia się powtórzy. Prędzej czy później, ale się powtórzy”.

Z tej konfrontacji wyłania się trudny do pojęcia kafkowski obraz spełnionej dystopii, gigantycznej manipulacji, moralnej gangreny trawiącej indonezyjskie społeczeństwo żyjące od pół wieku w atmosferze strachu i zakłamania. Jakie są tego konsekwencje? Ile jest warte człowieczeństwo bez nazwania zbrodni po imieniu? Jak zmusić sprawców ludobójstwa, którzy wygrali i stworzyli reżim oparty na gloryfikacji terroru, do tego, aby przyznali, że to, co zrobili, było złe?

Szokujący kontrast pomiędzy tymi, którzy przeżyli masakrę i są zmuszeni do milczenia, a sprawcami, którzy przechwalają się opowieściami, które oskarżają ich sto razy bardziej niż cokolwiek by powiedziały ofiary, sprawił, że poczułem się, jakbym zawędrował do Niemiec 40 lat po Holocauście, aby odkryć, że naziści są wciąż u władzy – przyznaje Oppenheimer.

Indonezyjska premiera „Sceny ciszy” miała miejsce 10 listopada 2014 r. w największym kinie w kraju. Wśród organizatorów były państwowe instytucje: Narodowa Komisja Praw Człowieka oraz Rada Sztuki w Dżakarcie. Szybko jednak wycofano film z szerokiej dystrybucji. „Scena zbrodni”, poprzedni film Oppenheimera, zakazany przez cenzurę, nigdy nie doczekał się premiery.

Brak empatii, bezmyślność, tragizm, poezja, banalność zła i wstrząsająca lekcja o barbarzyńskiej naturze człowieka spotykają się w obu tych filmach w nieprawdopodobnie mocnej konstelacji. Werner Herzog, współproducent indonezyjskiego dyptyku, uznał „Scenę zbrodni” i „Scenę ciszy” za najbardziej poruszające obrazy dokumentalne ostatniej dekady.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną