Kultura

Polityk na rykowisku

Kicz jest wszechobecny: nie tylko w sztuce

Augustów pokazał swój gust tym drewnianym pomnikiem Jana Pawła II. Augustów pokazał swój gust tym drewnianym pomnikiem Jana Pawła II. Andrzej Sidor / Forum
Dziś kicz może się kojarzyć bardziej z politykiem na stanowisku niż jeleniem na rykowisku.
Takashi Murakami „3-metrowa dziewczyna”Richard Young/Rex Features/EAST NEWS Takashi Murakami „3-metrowa dziewczyna”
„Piramida zwierząt' w wersji Jeffa KoonsaEuan Cherry/Photoshoot/Reporter „Piramida zwierząt" w wersji Jeffa Koonsa
Folderowe zdjęcie Donalda TrumpaKip Carroll/REX/Shutterstock/EAST NEWS Folderowe zdjęcie Donalda Trumpa

Gdzieś ok. 1880 r. w kręgu malarzy monachijskich pojawił się termin na opisanie sztuki łatwej, efekciarskiej, dobrze sprzedającej się mało wyrobionym, acz bogatym klientom: kicz. I w takim kontekście jest najczęściej używany. Czytelny podział na kicz i sztukę wartościową z czasem jednak okazał się nie tak oczywisty. Pojawiły się bowiem w kulturze takie nurty jak camp, który hołubił ostentacyjną dekoracyjność, czy postmodernizm z jego ironicznym i pozbawionym hamulców korzystaniem z wszelkiej estetyki. Dlatego pomalowane na złoty kolor dmuchane serduszko z różową kokardką zasadniczo jest kiczem, ale sygnowane przez amerykańskiego artystę Jeffa Koonsa – już drogim dziełem sztuki. Podobnie jak identyczne pastelowe figurki cycatych lolitek przynależą do kultury bardzo wysokiej lub bardzo niskiej – w zależności od tego, czy zostały kupione w sklepie z pamiątkami, czy wyszły z pracowni Takashiego Murakamiego.

Kicz jest jak wirus. Nie tylko anektuje wszelkie obszary, do których można przypisać kategorię złego lub dobrego smaku, ale błyskawicznie się na nich namnaża, zatruwając tandetą i miałkością. W czasach PRL nie miał tak do końca lekkiego życia. Z jednej strony – triumfował w warstwie symboliczno-ideologicznej, w oprawie partyjnych zjazdów i manifestacji, w oficjalnie popieranej sztuce socrealizmu. Ta sama socjalistyczna ideologia, choć trudno ją uznać za szczególnie wyrafinowaną estetycznie, dość skutecznie stawiała jednak tamy kiczowi kojarzącemu się wiodącej partii bądź to z zachodnim zepsuciem, bądź z drobnomieszczańskimi gustami. Nadejście wolnego rynku sprawiło, że wszelkie tamy pękły, a kicz szerokim nurtem wlał się w codzienne życie.

Piękna szmira

Dziś kicz nas otacza. Paradoksem jest to, że najsilniej próbuje się przed nim bronić jego matecznik, czyli kultura. Niestety, najczęściej ponosząc porażki – w starciach kina autorskiego z podszytym tanim sentymentalizmem kinem familijnym, muzyki awangardowej z disco polo, sztuki progresywnej z bogoojczyźnianą. Paradoksem jeszcze większym jest fakt, że najbardziej ambitne próby oporu pojawiają się w obszarach, które tradycyjnie z kiczem się kojarzyły, jak komiks, gry komputerowe, kryminały, a nawet filmowe seriale, choć w tym ostatnim przypadku ciągle głównie w wersjach importowanych.

Poza sferą artystyczną zły smak i brak gustu hulają już na całego. Zalewają nas formy estetycznie miałkie, pozbawione oryginalności, konwencjonalne, efekciarskie. I treści tworzone pod publiczkę, sprawnie grające na emocjach, demagogiczne. Widać to w architekturze, najlepiej pod postacią tzw. retrowersji, czyli naśladowania historii; w pseudodworkach, podrasowanych na ludowe karczmach, ociekających złotą farbą hotelach, domach weselnych udających eklektyczne pałace oraz w postmodernistycznych kamieniczkach udających starsze niż są.

Widać ów kicz w polityce przestrzennej miast, zazwyczaj dających inwestycyjne pierwszeństwo multimedialnej fontannie nad estetycznymi formami służącymi wypoczynkowi i spotkaniom. Widać nawet w przydomowych ogródkach, już niekoniecznie w postaci ogrodowych krasnali, ale na pewno w postaci betonowych ogrodzeń i rzędów równo posadzonych tui.

Kiczem jest przesiąknięty wystrój mieszkań i domów, dresiarsko-błyskotkowy sposób ubierania się i spędzania wolnego czasu: swojsko-kurortowy na zmianę z grillowo-piwnym. Wielu uwielbia wypoczywać w otoczeniu kiczu, kocha też taplać się w kiczu na platformach społecznościowych; wystarczy się przyjrzeć stylowi selfie, by uświadomić sobie, jak bardzo poczucie piękna – głównie nastolatków – jest przesiąknięte szmirą.

Badziewiarski blichtr

Sygnały zwrotne, które otrzymuje przeciętny Polak, tylko ów triumf kiczu wzmacniają. Są bowiem dwa poważne ośrodki emitujące non stop tandetne estetycznie przesłania. Pierwszy to przemysł i handel, toczące zażartą walkę o klientów. Reklamując swoje towary – samochód, płyn do naczyń, jogurt – sięgają najczęściej po komunikaty korzystające z klasycznych właściwości kiczu: maksymalną komunikatywność, konwencjonalność, powierzchowność, przaśność; nawet niegdysiejsze szarżujące spoty Frugo dziś jawią się jako szczyt wyrafinowania.

Ośrodkiem drugim są media. Kicz opanował przede wszystkim, zażarcie walczące o słupki oglądalności, stacje telewizyjne. Wszystko tu jest podszyte badziewiarskim blichtrem, począwszy od samych pomysłów na programy. Królują nieskomplikowane zasady, niewymagające jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego, scenografie, przy których operetka to himalaje dobrego smaku, głupkowaty kult młodości, bratania się, rechotu. Seriale telewizyjne operują tymi samymi kliszami, sprzedają widzom niemal wyłącznie to, co ci chcą bez wysiłku oglądać.

W promocji estetycznego i intelektualnego kiczu zaledwie krok z tyłu pozostaje prasa, radio czy internetowe portale informacyjne, masowo zastępując złożone prostym, a wyjaśnienie – zabawianiem. Widz ma żyć życiem innych, a nie swoim własnym, przejmować się nie samorozwojem, ale ewolucją celebryckich znajomości, mód i biustów. W tej sytuacji trudno oczekiwać, by uchował się jakikolwiek obszar odporny na inwazję kiczu. Coraz więcej znaleźć go można w szkolnictwie, także tym wyższym, w medycynie, a nawet ekonomii (np. pomysł na narodową kartę płatniczą). Najskuteczniej jednak kicz mości sobie miejsce w polityce.

Kossaki i błasiki

Mamy w polityce do czynienia z klasycznym kiczem estetycznym. Wydaje się, że dla jego rozwoju i nobilitacji najbardziej zasłużyli się dwaj ludzie: Andrzej Lepper z modą na krawaty w biało-czerwone paski oraz Janusz Palikot z jego dziwacznymi akcesoriami przynoszonymi na konferencje prasowe, ze sztucznym penisem na czele. Standardy zostały zakwestionowane. I twórczo rozwinięte przez posłankę Krystynę Pawłowicz (zajadającą się sałatką na plenarnych obradach Sejmu), ministra Jana Szyszkę (przemawiającego z sejmowej mównicy w myśliwskiej kamizelce lub podróżującego paradną karocą przypominającą dynię) czy wiceministra spraw wewnętrznych Jarosława Zielińskiego (dającego się prowadzić po czerwonym dywanie rozwiniętym przed nim na święcie policji).

Mamy koszmarne artystycznie statuetki (tzw. błasiki) dla lotników, prezydenta RP wieszającego w gabinecie szmirowaty obraz Kossaka, tandetną oprawę miesięcznic smoleńskich, partyjnych zjazdów (wszelkich partii), manifestacji, z narodowymi na czele, efekciarskie buty sportowe noszone w trakcie obrad przez posłów Kukiz’15. A w wymiarze nieco bardziej symbolicznym Jarosława Kaczyńskiego uśmiechającego się z satysfakcją na publiczne tytułowanie go Naczelnikiem Państwa.

Kicz estetyczny w polityce można znieść. Potraktować jako niezbędny folklor. Wytłumaczyć sobie, że parlament czy rząd to w końcu ludzie. Uspokoić się, że nie styl, ale treść jest najważniejsza dla sprawowania władzy. Problem jednak w tym, że tylko cieniutka granica dzieli kicz estetyczny od kiczu intelektualnego. I jest to granica regularnie przekraczana. Okazuje się, że paradygmat złej sztuki idealnie nadaje się do przeniesienia na grunt rządzenia.

W przeszłości były różne niebezpieczne zwiastuny: Stan Tymiński ze swą czarną teczką, Zenon Kononowicz jako kandydat na prezydenta („nic nie będzie”) itp. Dziś cały język dyskursu politycznego na wszystkich szczeblach przejął większość cech kiczu: emocjonalność, przesadę, nieadekwatność formy do treści, unikanie niuansowania, powierzchowność, atrakcyjność zawdzięczaną prymitywnym cechom itd. Raz wypuszczony dżin nie da się już zapędzić do butelki.

Każdy podmiot politycznej gry musi przyjąć te reguły, bo rezygnacja z nich oznacza natychmiastową porażkę. Umysły subtelne (podobnie jak i wyrafinowana sztuka) w walce o uwagę mas nie mają szans. Polityczny kicz estetyczny i intelektualny we współczesnym świecie wydawał się przypadłością afrykańskich satrapów pokroju Mobutu Sese Seko czy Muamara Kadafiego. Wydaje się jednak, że wkracza także w świat cywilizacji Zachodu, a polska klasa polityczna zyskuje w tym względzie doskonałego sojusznika w nowym prezydencie USA Donaldzie Trumpie. To zresztą ciekawy przypadek, kiedy kicz estetyczny i intelektualny doskonale się uzupełniają, a sposób urządzenia prywatnych apartamentów idealnie odpowiada sposobowi myślenia i uprawiania polityki.

Eliminacja kanonu

Mamy do tego wreszcie polityczny kicz etyczny. W słynnych rozważaniach na ten temat Hermann Broch przekonywał, że kicz estetyczny nastawiony jest nie na wartości, ale na efekt, zaś kicz polityczny – na interesowność, nie na dobro wspólne. Kicz jest więc konsekwencją etycznej nikczemności – sugerował, łącząc w tych rozważaniach dobro z pięknem jako wartości, które powinny ze sobą współgrać.

Historycznych przykładów jest aż nadto. Kicz zawsze triumfował w ustrojach totalitarnych, autorytarnych, w czasach upadku cywilizacji. Był doskonałym narzędziem mobilizującym masy, co świetnie – na przykładzie faszystowskich Niemiec – udowodnił Saul Friedländer w eseju „Refleksy nazizmu”.

Jeżeli więc rządzący przestają wspierać sztukę współczesną, film artystyczny czy awangardowy teatr, zaś dopieszczają tzw. narodowe formy i treści, to może być to pierwszy sygnał świadczący o triumfie etycznego kiczu. I o narastaniu populizmu, który jest polityczną odmianą kiczu. Podobnie jak klasyczny kicz jest estetycznym populizmem. „Kicz jest efektywny i można go świetnie zastosować do osiągnięcia celów ideologicznych i politycznych” – pisał Tomáš Kulka w książce „Sztuka a kicz”. Wydaje się, że tę prawdę świetnie przyswoiła sobie cała polska klasa polityczna, choć PiS potrafiło zrobić z niej najlepszy użytek.

Kicz stał się wygodny. Politykom pozwala skuteczniej manipulować społeczeństwem. Media i edukację zwalnia z kłopotliwych misyjnych zadań, a każdego z obywateli – z konieczności nadmiernego wysiłku intelektualnego. Równocześnie sprzyjają mu okoliczności. A przede wszystkim kiczorodny mechanizm, na który już niegdyś wskazał Adorno, pisząc o „eliminacji kanonu przy zachowaniu hierarchii”. Tym kanonem są np. autorytety, których upadek obserwujemy w ostatnich dekadach. Nie ma już wśród nich uczonych, twórców, aktywistów społecznych, lekarzy czy prawników. Wyniszczająca wojna polityczna sprawiła, że brakuje w społeczeństwie polskim choćby jednej postaci, w której głos w miarę zgodnie, z uwagą i szacunkiem, wsłuchiwałoby się całe społeczeństwo.

W zamian utrwalają się autorytety fasadowe, deklaratywne, z papieżami (Janem Pawłem II i Franciszkiem), których rodacy wymieniają w każdych socjologicznych badaniach, ale których nauk nie przestrzegają. Z sondażu przeprowadzonego niedawno przez IBRiS wynika, że wśród dziesięciu najważniejszych dla Polaków autorytetów znajdują się m.in. Władysław Jagiełło, Kazimierz Wielki, Jan III Sobieski i Maria Skłodowska-Curie. Czy na takiej reprezentacji można budować koalicję przeciw kiczowi?

Rzecz jasna eliminacja kanonu to o wiele więcej: dekonstrukcja reguł państwa demokracji i prawa, osłabianie tzw. państwa obywatelskiego i samorządów, jednostronna polityka historyczna i kulturalna, zakwestionowanie profesjonalizmu jako głównego mechanizmu awansu w sferze publicznej itd. To wszystko jest równocześnie jedną z przyczyn, jak i konsekwencji intelektualnego kiczu. Tymczasem wydaje się, że na odsiecz w walce z wszechogarniającym kiczem nie można liczyć na żadnych sojuszników. Pozostaje pielęgnowanie kurczących się oaz dobrego smaku oraz intelektualnej subtelności i ciągłe przypominanie fraz wiersza Zbigniewa Herberta „Potęga smaku”:

Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie
Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów.

Polityka 52/53.2016 (3091) z dnia 18.12.2016; Kultura; s. 131
Oryginalny tytuł tekstu: "Polityk na rykowisku"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rzeź ptaków

Co roku myśliwi zabijają około 200 tys. ptaków. Wyłącznie dla własnej rozrywki. Żadnych innych powodów polowania na ptaki nie ma.

Joanna Podgórska
05.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną