Joseph Conrad‑Korzeniowski: pisarz narodów podbitych

Henryka Conradem
Potrzebny nam ten patron roku. Wiele może nam dać do myślenia szczególnie bliskie sąsiedztwo Josepha Conrada‑Korzeniowskiego z Sienkiewiczem.
Joseph Conrad‑Korzeniowski w 1923 r.
Bettmann Archive/Getty Images

Joseph Conrad‑Korzeniowski w 1923 r.

Joseph Conrad-Korzeniowski w 1900 r.
Bettmann Archive/Getty Images

Joseph Conrad-Korzeniowski w 1900 r.

W sztafecie pisarzy honorowanych przez Sejm własnym rokiem Sienkiewicza zastąpi w 2017 r. Conrad. Przeto zdmuchnąwszy kurz z „Murzyna z załogi »Narcyza«” – jako odpowiedzialny obywatel – zabieram się do czytania utworów dotąd mi nieznanych lub przez lata zapomnianych.

160. rocznica urodzin to okazja dobra jak każda inna, żeby celebrować wielką literaturę, więc nie dociekam, jaka chytrość polityczna stoi za tym wyborem. Obyśmy tylko nie próbowali czytającemu światu udowadniać, że to nasza narodowa twórczość, na której znamy się jeszcze lepiej niż na używaniu widelca. Tym trudniej będzie to uczynić, że w przeciwieństwie do Sienkiewicza, na którym w Polsce rozumie się każdy, powieści Conrada znane są dziś u nas raczej wąskiej grupie i to zwykle zawodowych czytelników.

Zanim jednak rzucimy się gromadnie do czytania i rozmów o „Wyrzutku”, „Nostromo” czy „Złotej strzale”, warto zatrzymać się przy tej zmianie i chwilowym bliskim sąsiedztwie Conrada z Sienkiewiczem. Wiele ono daje do myślenia o dziwnych powinowactwach życiopisarskich obu twórców, a także o tym, co w polskiej kulturze jest szczególnie zajmującego dla świata. Ich stosunki były prawie żadne. Spoglądali na siebie z krytycznym dystansem, nie komentowali swoich dzieł, poprzestając na lakonicznych zarzutach o zdradzie polskiej sprawy (Sienkiewicz) i naiwności „heroicznej ewangelii św. Henryka” (Conrad). Sienkiewicza ubodła na pewno odmowa Conrada wstąpienia w szeregi Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, którego Henryk był przewodniczącym. Nie wiemy, co dokładnie wzajem czytali ze swoich powieści, ale niewątpliwie czytać musieli – nie było w tym czasie wielu Polaków, których twórczość budziłaby takie zainteresowanie w świecie – gigantyczne Sienkiewiczem, rosnące Conradem. Józef zazdrościł sławy autorowi „Quo vadis”, bardziej jednak nie mógł się pogodzić z koncepcją heroizmu w powieściach Sienkiewicza. U Conrada to efekt moralnych dramatów, u Sienkiewicza jest „naturalny”, jako przejaw etosu walecznej szlachty lub po prostu jako składnik konwencji przygodowej.

Dla nas dziś te animozje między nimi są bez znaczenia. Obaj są niezbędni w mądrym używaniu literatury do kształcenia czujących, myślących, krytycznych Polaków. Spierając się na nowo i bez końca o szkolny zestaw do czytania, mamy teraz okazję połączyć ich w pożytecznym zwarciu i zadać sobie do czytania razem, „na dwie ręce”. Zagrać ostro Sienkiewiczowi Conradem; odpowiedzieć „Potopem” na „Lorda Jima”, a „Jądrem ciemności” na „W pustyni i w puszczy”.

Dziecko w kajdanach

Odwrócenie łączącej ich symetrii polega na tym, że Sienkiewicz odniósł sukces, opierając twórczość na swoistym, endemicznym, unikatowym świecie staropolskiej kultury szlacheckiej, zaś Conrad przeciwnie – porzucił swoje środowisko, swój język, rodzime formy życia i wybrał za temat literatury życie na morzu oraz w koloniach Azji, Ameryki Południowej i Afryki, stając się klasykiem nowoczesnej prozy brytyjskiej. Mimo odmienności logika tego wyboru była podobna do Sienkiewiczowskiej. Wybierając Malaje jako świat swoich pierwszych utworów, wybrał temat, którym mógł zainteresować brytyjskiego czytelnika, a jego samego chronił przed dyletantyzmem.

Podróże zrobiły z nich pisarzy. Ameryka z Sienkiewicza, Malaje z Conrada. Obaj zbuntowali się przeciw swojej młodości zaprogramowanej potężnym wpływem środowiska, w którym dojrzewali. Mimo świetnego obeznania z językiem i kulturą francuską obaj wielbili Anglię za jej połączenie tradycjonalizmu i nowoczesności, tolerancję, a także kolonialną ekspansywność. Co znamienne, nie atakują w swoich utworach kolonializmu brytyjskiego. U Conrada to kwestia lojalności i pragmatyzmu – w końcu postanowił pisać dla czytelnika angielskiego. U Sienkiewicza sentyment i mit.

Młodszy o 11 lat Conrad doświadczył lub intuicyjnie przeczuł, że nie da się pogodzić miłości do Polski i do świata. Depresyjny charakter w połączeniu z przeświadczeniem o beznadziejnej sytuacji Polski wzmocniły na pewno przekonanie, że inne życie jest możliwe. Dzieciństwo i wczesna młodość wcale tego nie zapowiadały.

Konrad – syn Apolla Korzeniowskiego, pisarza, tłumacza, a przede wszystkim zaangażowanego działacza patriotycznego obozu Czerwonych, i Ewy z domu Bobrowskiej – był dosłownie Mickiewiczowskim dzieckiem urodzonym w kajdanach. Od wczesnego dzieciństwa żył w świecie wypełnionym cmentarnym patriotyzmem, „ma żałobną sukienkę i inaczej go do kościoła nie poprowadzę” – pisała do męża o czteroletnim synku matka Ewa. Po zesłaniu rodziców z dzieckiem w 1862 r. do Wołogdy jeszcze się to nasiliło.

Trudno nam pojąć umysł dziecka dojrzewający w świecie zesłańców, gdzie przenikała go atmosfera patriotycznej gorączki, etycznego heroizmu, romantycznej poezji. Na zesłaniu stracił matkę (1865 r.), a dwa lata po powrocie ojca z zesłania 12-latek szedł w Krakowie za jego trumną w wielotysięcznej manifestacji (1869 r.). Wpływ wuja-opiekuna Tadeusza Bobrowskiego, lojalisty i pragmatysty niechętnego działalności niepodległościowej, nie tłumaczy wystarczająco, jak to się stało, że gotowy kandydat na powstańca i zesłańca wyzwolił się, jakby bez wysiłku, z brzemienia polskiego obowiązku ofiary i w wieku 17 lat wyjechał do Marsylii, by pływać na statkach, a 20 lat później zostać angielskim powieściopisarzem.

Kombinacja wpływów ojca i wuja dała unikatową osobowość człowieka i pisarza. Zostały mu po ojcu na pewno szlachetna nerwowość, odraza do despotyzmu i zniewolenia, brak wiary w jakąkolwiek sprawiedliwość historyczną. A jednak pierwszą książkę „Szaleństwo Almayera” zadedykował „Pamięci T.B.” – zgreda, sceptyka, realisty niechętnego romantycznym szaleństwom. Dychotomia duchowych ojców odcisnęła się nawet na sposobie bycia Conrada. Edward Garnett, jego promotor w wydawnictwie Unwina, wspominał: „Nigdy przedtem nie widziałem człowieka tak po męsku żywego, a zarazem tak kobieco wrażliwego”. W kluczowym okresie dojrzewania Conrada kształtowały dwa diametralnie różne autorytety, z których później wyłonią się kluczowe konflikty jego prozy: wierność zasadzie (sprawie, idei) oraz etyka obowiązku zawodowego.

Jak pokazał Zdzisław Najder w ciągle niezastąpionej biografii Korzeniowskiego, własne wypowiedzi pisarza o motywacjach wyjazdu i kariery na morzu nie zasługują na wiarę. Przez całe życie modyfikował fakty dotyczące biografii, mitologizował siebie w kostiumie spiskowca lub przemytnika, a często po prostu kłamał, np. o niezdanych egzaminach lub długości służby na poszczególnych statkach. Nerwowy, egocentryczny, z początkami depresji, młody Conrad nie miał określonych planów życiowych, finansowany coraz bardziej niechętnie przez praktycznego wuja, który widział w nim marynarza i handlowca. Minie jednak sporo czasu i zwątpień, na czele z próbą samobójczą, zanim zostanie angielskim oficerem marynarki handlowej.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną