Opowiadania: gatunek z przyszłością

Krótszy sort
Dawno już nie pojawiało się tak wiele zbiorów opowiadań jak tej wiosny. Ten gatunek, na rynku wydawniczym ciągle traktowany po macoszemu, rośnie w siłę.
Czytanie opowiadań jest wymagające – trzeba zacząć używać swojego „wewnętrznego ucha”, wsłuchać się w bohaterów.
gregorylee/PantherMedia

Czytanie opowiadań jest wymagające – trzeba zacząć używać swojego „wewnętrznego ucha”, wsłuchać się w bohaterów.

Opowiadanie zaczyna się w tym miejscu – według Henry’ego Jamesa – w którym kończy się poezja, a zaczyna się realność.
4masik/PantherMedia

Opowiadanie zaczyna się w tym miejscu – według Henry’ego Jamesa – w którym kończy się poezja, a zaczyna się realność.

Mamy tej wiosny wysyp bardzo różnorodnych książek i każdy autor zupełnie inaczej traktuje formę opowiadania.
Getty Images, m.p.

Mamy tej wiosny wysyp bardzo różnorodnych książek i każdy autor zupełnie inaczej traktuje formę opowiadania.

„Na sprzedaż: dziecięce buciki, nigdy nienoszone” – to najkrótsze opowiadanie podobno napisał Hemingway, choć może po prostu przeczytał takie ogłoszenie w gazecie. W każdym razie tak wygrał zakład (o 10 dol.), że potrafi napisać opowiadanie w sześciu słowach.

Ale już w czasach Hemingwaya opowiadania nie były dla wydawców najlepszym kąskiem. Słynny redaktor Maxwell Perkins obawiał się o powodzenie książek swoich podopiecznych Hemingwaya i Scotta Fitzgeralda, bo wiedział, że czytelnicy wolą obszerne powieści cegły niż zbiory opowiadań. I to przekonanie wydawców pokutuje do dzisiaj. Zwłaszcza w Polsce, gdzie autorzy opowiadań błąkają się od wydawnictwa do wydawnictwa, a już najgorzej, w przekonaniu wydawców, zadebiutować opowiadaniami. Tylko autorzy ze znanymi nazwiskami mogą sobie w Polsce pozwolić na wydawanie opowiadań pomiędzy pisaniem powieści, przede wszystkim dla „podtrzymania wrażenia obecności autora na rynku”.

W tym niesprzyjającym opowiadaniom klimacie od początku roku pojawiło się jednak sporo zbiorów polskich autorów. Policzmy: Grzegorz Bogdał „Floryda” (Czarne), Andrzej Dybczak „Pan wszystkich krów” (Nisza), Zośka Papużanka „Świat dla ciebie zrobiłem” (Znak), Krzysztof Varga „Egzorcyzmy księdza Wojciecha” (Wielka Litera), Mikołaj Grynberg „Rejwach” (Nisza), Maciej Miłkowski „Drugie spotkanie” (Zeszyty Literackie). Są wydawnictwa, takie jak Nisza, które wydają przede wszystkim małe prozy (za co im chwała). A opowiadania, i to debiutanckie, zbierają też nagrody i nominacje, tak jak niedawno „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” Weroniki Murek.

Do tego dochodzą przekłady: dostaliśmy właśnie najważniejsze książki amerykańskich autorów opowiadań – „10 grudnia” George’a Saundersa (przeł. Michał Kłobukowski), „Niepamięć” Davida Fostera Wallace’a (przeł. Jolanta Kozak), a teraz w Karakterze ukazały się „Ruiny i zgliszcza” (przeł. Michał Kłobukowski), znakomity debiut Wellsa Towera. Jego opowiadania odwołują się do ważnej amerykańskiej tradycji południowego gotyku (Flannery O’Connor, William Faulkner). Bo też, wbrew listom bestsellerów, na której co roku pojawiają się kolejne gigantyczne powieści, rdzeniem współczesnej literatury amerykańskiej są właśnie opowiadania. Najciekawsi autorzy piszą opowiadania. A tradycja jest tam bardzo bogata – pisarze tacy jak Edgar Allan Poe czy Raymond Carver byli znani właśnie jako twórcy opowiadań.

Za jednym posiedzeniem

Opowiadanie stało się w Ameryce gatunkiem narodowym przede wszystkim dzięki prasie. W historii gatunku ważny był moment, kiedy E.A. Poe przeczytał opowiadanie Hawthorne’a w 1837 r. i stworzył definicję: opowiadanie to forma literacka, którą można przeczytać „za jednym posiedzeniem”.

Wielu pisarzy uważało opowiadanie za formę doskonałą, jak pisał Julio Cortazar w książce „O literaturze. Wykłady w Berkeley” (przeł. Iwona Krupecka): „Porównałem kiedyś opowiadanie do pojęcia kuli, najdoskonalszej formy geometrycznej w tym sensie, że jest całkowicie zamknięta w sobie samej, a każdy z nieskończonych punktów jej powierzchni pozostaje w tej samej odległości od niewidzialnego punktu środkowego. Obraz tego cudu doskonałości, jakim jest kula jako figura geometryczna, nasuwa mi się również wtedy, kiedy myślę o opowiadaniu, które uważam za doskonale napisane. Powieść nigdy nie przywiodłaby mi na myśl idei kuli; może mi się ukazać jako wielościan, jakaś ogromna konstrukcja. Tymczasem opowiadanie z samej definicji ciąży ku kulistości, ku zamknięciu”.

Nowoczesne opowiadanie wyrasta z dwu tradycji: Czechowa i Borgesa. Pisał o tym Harold Bloom w książce „How to read and why?”. Czechow to tradycja realistyczna: opisywał wycinek rzeczywistości, skupiał się na detalu. Bez Czechowa trudno wyobrazić sobie i Joyce’a, i Carvera. Tradycja borgesowsko-kafkowska stawia czytelnika wobec dziwności, opowiadanie ma być tajemnicą. Czytanie opowiadań jest wymagające – trzeba zacząć używać swojego „wewnętrznego ucha”, wsłuchać się w bohaterów. Opowiadanie zaczyna się w tym miejscu – według Henry’ego Jamesa – w którym kończy się poezja, a zaczyna się realność. W znakomitych opowiadaniach Wellsa Towera, który opisuje prowincję amerykańską, słabych mężczyzn i silne kobiety – pojawiają się elementy zaburzające poczucie realności, obrazy symbole czy wybijające z rytmu, zaskakujące porównania: pisklę gołębie „wyglądało jak niedogotowana gumka do ołówków, marząca o karierze prostytutki”.

Cywilizacja „New Yorkera”

Opowiadanie mogło tak się w Ameryce rozwinąć, bo było dobrze opłacane. W latach 20. Scott Fitzgerald otrzymywał 4 tys. dol. za jedno opowiadanie dla „Saturday Evening Post” (rocznie potrafił zarobić na opowiadaniach w prasie – w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze – ponad 120 tys. dol.). Capote publikował nie tylko w prasie literackiej, ale i w „Mademoiselle” czy „Ladies’ Home Journal”, czyli „Dzienniku domowym dla pań”. Do dziś opowiadania publikuje przede wszystkim „New Yorker”, dla którego pisywali wszyscy najwięksi.

„Odkąd zaczęłam czytać co tydzień »New Yorkera«, stopniowo przekonałam się, jak wysokie są w tej dziedzinie wymagania” – pisała Zadie Smith w posłowiu zbioru opowiadań „Lost and Found”. „Opowiadania i nowele są czymś więcej niż poniechanymi w połowie drogi powieściami (…). Owe krótsze formy to nie panoramy, lecz zbliżenia. Minęło wiele czasu, zanim zrozumiałam, że opowiadanie nie musi zawierać całego życia i losu każdego ze swoich bohaterów. Nie każda postać musi być zaraz Pickwickiem”. W zbiorze znalazły się trzy opowiadania, które wcześniej ukazały się w „New Yorkerze”.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną