Kultura

Przemalowany ptak

Jerzy Kosiński powraca. Pisarz znów jest wrogiem numer jeden

Jerzy Kosiński w Izraelu, 1988 r. Pisarz był wielkim mistyfikatorem, który każdemu pokazywał swoją inną twarz. Jerzy Kosiński w Izraelu, 1988 r. Pisarz był wielkim mistyfikatorem, który każdemu pokazywał swoją inną twarz. Czesław Czapliński / Fotonova
Postać i twórczość Jerzego Kosińskiego powraca po obu stronach oceanu. W Polsce ożył na nowo stary spór o autentyczność „Malowanego ptaka” i obraz Polaków. I znowu Kosiński stał się dla wielu osób wrogiem numer jeden.
Spektakl „Malowany ptak” w reż. Mai Kleczewskiej, Teatr Polski w PoznaniuMagda Hueckel Spektakl „Malowany ptak” w reż. Mai Kleczewskiej, Teatr Polski w Poznaniu
Jerzy Kosiński w 1969 r.Eric Koch/Anefo/Wikipedia Jerzy Kosiński w 1969 r.

„Błysnął jak meteoryt i zgasł” – twierdziła Joanna Siedlecka, autorka „Czarnego ptasiora”. „Kosiński szybko został zapomniany, jak wszyscy efekciarze” – cieszył się kilka lat temu jeden z publicystów. Tymczasem pamięć o Kosińskim jest bardzo żywa, i to na obu kontynentach. W Stanach Zjednoczonych właśnie ukazała się powieść „Jerzy” Jerome’a Charyna, w Polsce spektakl „Malowany ptak” zrealizowali Maja Kleczewska i Łukasz Chotkowski, a w 2019 r. będzie miał premierę film, międzynarodowa koprodukcja na podstawie „Malowanego ptaka”. Reżyseruje Václav Marhoul, oprócz aktorów polskich, czeskich, ukraińskich i słowackich wystąpi też m.in. Harvey Keitel.

Emocje, które wzbudza Kosiński, są innego rodzaju w Polsce i w Ameryce. Tam kojarzy się przede wszystkim z wielkim sukcesem i wielkim upadkiem. Przyjechał znikąd i podbił Nowy Jork, stał się celebrytą – w 1982 r. prowadził ceremonię Oscarów i bywał stałym gościem niemal wszystkich talk-show. Lubił grę w polo, jazdę na nartach i kluby sado-maso, znał się i przyjaźnił z wielkimi gwiazdami. „Malowany ptak” odniósł niebywały sukces i był odczytywany i jako opowieść autobiograficzna, i jako dokument Zagłady – pisał o nim Elie Wiesel. Ważne było to, że książka została napisana po angielsku – Kosińskiego porównywano z Conradem. A kolejną powieść „Kroki”, zdobywczynię National Book Award, chwalił sam David Foster Wallace. Następne książki były bardzo dobrze przyjęte, m.in. „Wystarczy być”, „Randka w ciemno”, „Kokpit” czy „Gra”.

A potem Kosiński stał się bohaterem wielkiej kompromitacji. Oskarżono go, że nie napisał sam „Malowanego ptaka” (słabo znał jeszcze angielski) i następnych książek, bo rzeczywiście korzystał z tłumaczy i redaktorów . I o to, że wymyślił swoją przeszłość. Pierwszym znakiem klęski była okładka jednego z pism, na której wystąpił półnagi z pejczem niczym król sado-maso. Potem pojawił się słynny, demistyfikujący artykuł w „The Village Voice” – i wszyscy się od niego odwrócili. Kolejna książka, napisany już samodzielnie „Pustelnik z 69 ulicy”, miała fatalne recenzje i rzeczywiście nie daje się czytać.

W 1991 r. wszystkich zelektryzowała samobójcza śmierć Kosińskiego, która wyglądała jak scena z jego własnej książki (o samobójstwie pisał choćby w „Krokach”). Taka biografia nie przestaje, jak widać, fascynować i pobudzać wyobraźni. Dlatego regularnie powstawały nie tylko historie o życiu Kosińskiego, ale i powieści – kilka lat temu ukazała się powieść Janusza Głowackiego „Good night Dżerzi”, teraz jest bardzo ciekawy „Jerzy” Jerome’a Charyna. Media amerykańskie zgodnie donoszą, że to nowa powieść znanego autora, m.in. powieści o Emily Dickinson. Jednak książka ta zdążyła się już wcześniej ukazać we Francji i nawet była tłumaczona na polski cztery lata temu. W Stanach zrobiło się o niej głośniej, bo tam legenda Kosińskiego jest ciągle żywa.

Kosiński jako podglądacz

Powieść Charyna ma kilku bohaterów. Jest i córka Stalina, i pierwsza żona Kosińskiego, milionerka, ale zaczyna się od Petera Sellersa, z którym pisarz dobrze się znał i który zagrał w słynnym filmie na podstawie „Wystarczy być”. W powieści Kosiński najpierw jest przeciwny jego obsadzeniu, bo sam chciał zagrać Chance’a, a Sellers kojarzył mu się z „Różową panterą”. W rzeczywistości Peter Sellers zagrał w filmie Hala Ashby’ego rewelacyjnie.

Chance to ogrodnik, który – choć jest czystą pustką – zostaje ważną polityczną personą niczym Nikodem Dyzma (zarzucano nawet Kosińskiemu plagiat książki Dołęgi-Mostowicza). Jest ekranem, na który ludzie rzutują swoje pragnienia. On tylko mówi o ogrodzie, bo jedynie na tym się zna, i naśladuje gesty z telewizji. Chance był jak sam Kosiński, który potrafił doskonale się podszywać i imitować, a nauczył się tego jako dziecko, w czasie wojny, kiedy musiał ciągle udawać, i to od jego teatru zależało przetrwanie rodziny. To wtedy zaczęło się zakładanie masek.

Charyn pokazuje Kosińskiego jako aktora potrzebującego swojego teatru, ale i chłopca, którego wojna zamieniła w golema i pozbawiła ludzkich cech. Powieść zaczyna się od okresu amerykańskiego i cofa się do początków, do wojny i lasu. Nie jest pisana z pozycji demaskatorskich, to raczej przegląd rozmaitych ról i wcieleń polskiego pisarza. Swobodnie łączy elementy fikcyjne i prawdziwe (córka Stalina rzeczywiście mieszkała w Princeton). Nie próbuje też rozwiązać zagadki Kosińskiego, pokazuje go jako matrioszkę – lalkę, która składa się z kolejnych warstw i pustki w środku.

Charyn bardziej komplikuje, niż upraszcza portret Kosińskiego. A poza tym ta powieść jest napisana miejscami jak kryminał – kiedy Kosiński przychodzi do narratora z prośbą, żeby ten go zabił (za duże pieniądze). Wędrujemy też z Kosińskim po podziemnych klubach Manhattanu, uczestniczymy w bijatykach i sadystycznych seansach. W centrum jest ciało i cielesność. Dziecko, które odkrywa cielesność poprzez traumę (nie wolno nikomu pokazać obrzezanego penisa), wreszcie konflikt edypalny – ojciec zamyka syna w komórce, a matka jest pierwszym obiektem pożądania.

Kosiński z powieści jest uwięziony w klatce strachu i fascynacji zadawaniem cierpienia, bo jako dziecko odkrył, że świat jest tylko „zapomnianym bunkrem, w którym mordują się szczury bez nadziei na ucieczkę”. Pozostaje mu więc gra, maski i okrutne seanse. Bohater Charyna staje się podglądaczem (jego pokój jest obwieszony zdjęciami jednej kobiety w różnych stadiach agonii), patrzy, uwięziony w relacji kata i ofiary, jedynej obnażającej prawdę o świecie, i każe patrzeć czytelnikom, z którymi też uprawia grę w dominację. Kosiński pisał o „Krokach”, że są „zapisem odysei, w której akcja pamięć, emocje jednoczą się w celu zniewolenia umysłu i przymuszenia czytelnika, by odczuł potrzebę dalszego czytania. (…) toczy się walka pomiędzy książką (drapieżnikiem) a czytelnikiem (ofiarą)”.

Kosiński Charyna jest wreszcie chłopcem-ptakiem (z oczami żaby). Jego książki są emanacją jego osoby, nieskończonego poczucia obcości. Nie ma więc mowy o plagiacie. „Gdybym mógł zapytać o coś Kosińskiego – mówił Charyn w wywiadzie – zapytałbym, dlaczego nie napisał »Malowanego ptaka« po polsku, a on by mi odpowiedział, że książki po polsku w Ameryce nie odnoszą sukcesu”.

Powrót polakożercy

W Polsce od lat rozpalają wyobraźnię inne aspekty legendy Kosińskiego. Nie to, czy miał ghostwriterów. Wydawałoby się, że tyle lat po ukazaniu się „Malowanego ptaka” (1965 r.) i tyle lat po publikacji „Czarnego ptasiora” Siedleckiej (1994 r.) dyskusja o tym, czy to jest, czy nie, jego autobiografia i czy w niej nakłamał, powinna być już dawno zamknięta. Tymczasem reakcje na spektakl Mai Kleczewskiej pokazały, że jesteśmy w tym samym miejscu, co na początku lat 90. „To tak jakby wystawiać »Protokoły mędrców Syjonu« i twierdzić, że może i one są sfabrykowane, może to fałszywka, ale dobrze oddają charakter żydowskiego światowego spisku” – oburza się Andrzej Horubała w tekście „Głupio się bawicie” („Do Rzeczy”), pisząc o Kosińskim jako o „żałosnym hochsztaplerze, który podpiął się pod miliony wymordowanych współbraci”.

W innych artykułach pojawiają się znajome określenia: „antypolski”, „pseudopisarz i oszust”, „polakożerca”. Autorzy, według jednego z prawicowych portali, zrobili spektakl oparty na powieści, która jest kłamstwem, bo chodziło im o atakowanie Polaków. Tak jakby powieść nie była z założenia fikcją, tylko odwzorowaniem rzeczywistości w skali jeden do jednego.

Spektakl Kleczewskiej staje właśnie po stronie fikcji, autonomii sztuki i wolności twórcy. Postać Kosińskiego w spektaklu wypowiada jego własne słowa o „Malowanym ptaku”, który „może być wizją siebie z okresu dzieciństwa, wizją, a nie badaniem tego okresu czy próbą powrotu. Zdarzenie opisane w powieści nie jest ani prawdziwym zdarzeniem, ani zmyślonym zdarzeniem bez żadnego zaczepienia w rzeczywistości, jest zdarzeniem ujętym w postać fikcji”. Kosiński tłumaczył to w posłowiu do amerykańskiego wydania „Malowanego ptaka” z 1976 r. i w posłowiu do polskiego wydania (we wspaniałym przekładzie Tomasza Mirkowicza). Jego eseje i autokomentarze do tej i innych książek znalazły się w zbiorze „Przechodząc obok”, ostatnim tomie, jaki napisał. Powtarzał tam, że najważniejsze było dla niego oddzielenie sztuki od rzeczywistości: „Nie ma sztuki, która byłaby rzeczywistością: sztuka to sposób używania symboli, dzięki którym niedająca się inaczej opisać rzeczywistość subiektywna staje się możliwa do przekazania”.

Komentować musiał zresztą od samego początku, bo już wiele lat przed Siedlecką pojawiło się sporo podobnych śledztw, a po niej napisał swoją biografię Kosińskiego James Park Sloan. Kosiński, jak wiadomo, był wielkim mistyfikatorem, który każdemu pokazywał swoją inną twarz. Za Kartezjuszem powtarzał: „kroczę zamaskowany” (Larvatus prodeo). A więc sam różne wersje tworzył, ale też upierał się, że jest to uniwersalna opowieść o dziecku, wojnie, przemocy, ofierze, która zaczyna nienawidzić swojego otoczenia.

Dziecko jest faszystą

Na książkę Siedleckiej w latach 90. ostro zareagowała Maria Janion. Upominała się o to, by traktować „Malowanego ptaka” jako autonomiczne dzieło literackie, powieść mityczno-symboliczną. Kosiński dodawał, że ta opowieść jest zakorzeniona w ciemnej baśni. Dziecko w tej powieści odkrywa, że świat jest rządzony przez zło i samo przystaje do takiego świata. Kosiński tłumaczył, że jedynym „złym” w tej książce jest chłopiec: „Bohaterem negatywnym jest chłopiec – on nienawidzi świadomie i płomiennie. Pragnie odpłacać nienawiścią za wszystko, co przydarzyło mu się na tym świecie”. Nienawiść dała mu cel w życiu i pozwala mu przetrwać, jest ofiarą, która odpłaca nienawiścią.

Kosiński rzeczywiście dociera też w tym portrecie chłopca do tego, co jest naturalnym okrucieństwem dziecka. „Historia ludzkości – pisał Andrzej Kijowski – odciska w wyobraźni dziecka swoje najgrubsze linie, dziecko jest za przemocą, dziecko jest naturą w stanie czystym, natura jest okrutna, dziecko jest faszystą, faszyzm to dziecko u władzy”. I chłopi z tej książki są też tymi dziećmi okrutnymi. To jest uniwersalne królestwo zła. Sposobem na opisanie tej rzeczywistości była groteska: „Groteska jest językiem uczuć, będących milczącym motorem naszych działań. Stąd wynika wywrotowy charakter sztuki. Sztuka jest rzeczywistością autonomiczną (…) fikcja jest niczym innym jak odegraną fantazją, formą stworzoną przez wyobraźnię”.

Cała twórczość Kosińskiego jest rodzajem wyzwania, jest w niej też oczekiwanie, przewidywanie kary. Jego twórczość jest również rodzajem samoobnażenia: „patrzcie na mnie, jestem zły”. Jednocześnie Kosiński wciąga czytelnika w ten proces i rzuca oskarżenie całemu światu: „Dziecko w »Malowanym ptaku« – pisał Kosiński – ucieleśnia dramat naszej cywilizacji: tragedia zbrodni zawsze pozostaje z żywymi”.

Cena od początku była wysoka: zaczęło się nękanie matki pisarza, pisemne inwektywy i nękanie samego Kosińskiego w Nowym Jorku. Byli tacy, którzy chcieli go ukarać za znieważanie Polaków. „Bo w Polsce każda wypowiedź musi być ideologiczna” – tłumaczyła Janion. „Drastyczny przykład recepcji »Malowanego ptaka« w Polsce, gdzie obrzucano go najgorszymi obelgami i pomówieniami, dowodzi, że została naruszona granica sztuki, którą przecież Kosiński obrysował tak mocno i wyraźnie”. Spektakl Kleczewskiej te granice mu przywraca, pokazuje, jak pod wpływem strachu rodzi się agresja, ale mówi też o relacjach polsko-żydowskich. W przedstawieniu pojawiają się wszystkie możliwe postawy i głosy w dyskusji. I znowu okazuje się, że nie wolno mówić o Polakach inaczej jak tylko o ofiarach, nigdy o oprawcach.

Kilka lat temu mogliśmy się dziwić, że ktoś chciał traktować „Malowanego ptaka” jako opowieść prawdziwą, skoro to obraz symboliczny, podróż na ciemną stronę psychiki. Dzisiaj nastąpił regres, Kosiński znowu używany jest do straszenia antypolskością. Dobrze więc, że Kosiński nie daje spokoju, skoro – jak sam pisał – „Wola przetrwania nie poddaje się zniewoleniu. Czy można uwięzić wyobraźnię?”.

Polityka 26.2017 (3116) z dnia 27.06.2017; Kultura; s. 78
Oryginalny tytuł tekstu: "Przemalowany ptak"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Związki romantyczne: zachowania, które wydają się normalne, a są toksyczne

Zdarza się, że mylimy zachowania, które są do zaakceptowania, z takimi, które stopniowo nasze związki wyniszczają.

Polityka.pl
13.05.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną