Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kultura

Roman Bratny. Ostatni przedstawiciel „pokolenia Kolumbów”

Roman Bratny Roman Bratny Piotr Małecki / Forum
Trudno uwierzyć w śmierć kogoś, kto w zbiorowej wyobraźni zyskał wieczną młodość.

Śmierć Romana Bratnego powinna być jakąś cezurą. Historie, które jeszcze do niedawna można było usłyszeć od żyjących świadków II wojny światowej, dziś poznaje się za pomocą opracowań kolejnych pokoleń: opasłych monografii i filmów dokumentalnych.

Trudno uwierzyć w śmierć kogoś, kto w zbiorowej wyobraźni zyskał wieczną młodość. Urodzony w 1921 roku Bratny był par excellence przedstawicielem pokolenia, dla którego sam ukłuł nazwę. Pokolenia 20-latków, którym przyszło zapłacić daninę krwi w imię walki z totalitaryzmami, w największej hekatombie w historii Polski o skutkach nieskończenie gorszych niż choćby 127 lat rozbiorów.

Ci, którzy przeżyli, mogli opisać swoje i cudze historie. Jerzy Stefan Stawiński, Miron Białoszewski, Anna Świrczyńska, Bratny, straszy od nich Aleksander Kamiński, ale też Andrzej Wajda – wyznaczyli granice pojmowania polskości. Polskości rozpiętej między honorem, patosem, groteską i makabrą. Ich trauma stworzyła kolejną falę romantycznego wzburzenia – jak chciałaby Maria Janion – i zakorzeniła się w naszej tradycji. Pamięć została zastąpiona postpamięcią: jej przejawy to działalność Muzeum Powstania Warszawskiego, które w tym roku odwiedziło najwięcej osób od czasu otwarcia placówki, czy nowe produkcje filmowe, jak efektowne „Miasto’44” Jana Komasy. To wszystko sprawia, że powstanie warszawskie uznano za jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Polski.

Wojna i powojnie

Bratny debiutuje w prasie konspiracyjnej, ale na prawdziwy sukces musi poczekać do połowy lat 50. „Kolumbów” pisze między 1955 a 1956 rokiem, a ten drugi dużo zmienia. Dojście Gomułki do władzy sprawia, że może opisać przebieg akcji obejmujący też lata powojenne, chyba najciekawszy z dzisiejszej perspektywy.

Reklama