Order Orła Białego dla twórcy kiczu. Co to mówi o guście polskiej władzy?

Wywinąć Orła (Białego)
Rzeźbiarz Andrzej Pityński został uhonorowany Orderem Orła Białego. To mniej więcej tak, jakby autorom „Czerwonych maków na Monte Cassino” wręczyć Virtuti Militari. Choć bo ja wiem? Może oni by na to bardziej zasługiwali?
Andrzej Duda i Andrzej Pityński
Krzysztof Sitkowski/Kancelaria Prezydenta RP

Andrzej Duda i Andrzej Pityński

Pomnik Patrioty
Krzysztof Łokaj

Pomnik Patrioty

Pomnik Czynu Zbrojnego Polonii Amerykańskiej
Wikipedia

Pomnik Czynu Zbrojnego Polonii Amerykańskiej

Pityńskiego słabo w Polsce znamy, bo od 1974 roku mieszka w USA (teraz zasłużył już na miano „słynnego nieznanego”). Ale to go bynajmniej nie dyskwalifikuje, by nosić tak zasłużone odznaczenie. Jednak już jego twórczość każe postawić wielki znak zapytania przy pytaniu, czy aby spośród licznych polskich twórców wybrano tego właściwego.

Uprawia bowiem Pityński sztukę, która tak się ma do współczesności jak monokl do nowoczesnej okulistyki. Artysta uprawia sztukę stylistycznie zanurzoną głęboko w przeszłości, tak na oko gdzieś na pograniczu XIX i XX wieku. Sam chętnie przyznaje się do umiłowania baroku. Problem w tym, że barok go nie tyle twórczo inspiruje, ile mało twórczo zniewala. Podobnie jak klasycyzm, romantyzm i wszystko, co w sztuce wydarzyło się wystarczająco dawno. Przy nim powstałe przed stu laty rzeźby Xawerego Dunikowskiego, Henry′ego Moore′a czy Constantina Brancusiego wydają się szalejącą awangardą. Oczywiście może sobie rzeźbić, co mu się podoba. Zły to jednak sygnał wysłany w kierunku i tak kiepściutko wyedukowanego estetycznie narodu, że oto jest sztuka, która zasługuje na podziw, uznanie, honory.

„Unikalny” styl Andrzeja Pityńskiego

Oczywiście, gdyby Pityński rzeźbił sobie najbardziej klasyczne kobiece popiersia lub statuetki wręczane weteranom, byłoby wszystko w porządku. Niestety, jego hobby to wielkie, ba, monumentalne pomniki, które widać z daleka i z każdej strony. Ustawia je głównie w USA i to jest zmartwienie Amerykanów. Ale począł ustawiać także w Polsce, skutecznie zaśmiecając estetycznie publiczną przestrzeń. Problem bowiem w tym, że są to dzieła nie tylko staroświeckie, ale też spełniające wszelkie kryteria, by zaliczyć je do kategorii kiczu. Jakie to kryteria? Efekciarstwo, gra na prostych emocjach, brak oryginalności, powierzchowność, schlebianie najniższym gustom itd. Słowem, raj dla mało wymagających. Miód na serce Grażyn i Januszów. Przykłady? Proszę bardzo.

W Stalowej Woli od 2011 roku stoi 12-metrowy pomnik „Patrioty”. Przypomnę, że w „Nonsensopedii” określono go zwycięzcą w kategorii „najbardziej bezsensownie użytych odpadów metalowych”. Zaś w zorganizowanym w 2012 roku ogólnopolskim rankingu POLITYKI na największe maszkary polskiej architektury poprzednich dwu dekad zajął zaszczytne trzecie miejsce, za Hotelem Gołębiewski w Karpaczu i statuą Chrystusa w Świebodzinie (a znając nasz kraj, wiadomo, jak potężną miał konkurencję). Potocznie zwany „Transformersem”, co chyba w tym przypadku nie jest komplementem. Zamiast jednak opisywać go, lepiej oddajmy głos samemu autorowi, który charakteryzuje przesłanie pomnika jako „symbol broniącego się szablą niezniszczalnego ducha narodu polskiego, który jest wieczny. Husarz oprócz szabli z orłem w koronie i raną w sercu, która oddaje tragedie, których doświadczyła Polska, ma rozerwaną zbroję, z której wyrasta husarskie skrzydło symbolizujące walkę o wolność”.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną