Rozmowa z Carlosem Acostą o jego niezwykłym zamiłowaniu do tańca

Nie boję się upadku
Rozmowa z Carlosem Acostą, wybitnym tancerzem baletowym i pedagogiem, o pozycji tańca w dzisiejszym świecie, walce o życiowy rozwój i perfekcję.
Carlos Acosta (ur. 1973 r. w Hawanie) – jedna z największych gwiazd światowego baletu.
Artyom Korotayev/TASS/Forum

Carlos Acosta (ur. 1973 r. w Hawanie) – jedna z największych gwiazd światowego baletu.

„W tańcu każdy starzejący się artysta jest nawiedzany przez swojego młodszego ducha – szybszego, sprawniejszego, świeższego, bardziej dynamicznego”.
Johan Persson/ArenaPAL/Forum

„W tańcu każdy starzejący się artysta jest nawiedzany przez swojego młodszego ducha – szybszego, sprawniejszego, świeższego, bardziej dynamicznego”.

Joanna Brych: – 11-letni Gabe w filmie z serii 60 Second Docs mówi: „Chciałbym, aby więcej chłopców odważyło się tańczyć, ale większość z nich myśli, że taniec jest dla maminsynków”, porównując zawody tancerza i piłkarza. Pan też w dzieciństwie wolał grać w piłkę nożną i walczył z dyscypliną baletową. Dlaczego? Czy balet nie jest dla prawdziwych mężczyzn?
Carlos Acosta: – Przez pewien czas rzeczywiście tak myślałem. Ten film jest doskonały, a ja chyba nie umiałbym lepiej wypowiedzieć się na ten temat od Gabe’a. On w pewnym sensie przedstawia sytuację wielu chłopców interesujących się tańcem klasycznym. Bo balet nadal spotyka się ze sceptycyzmem, pobłażliwością i niezrozumieniem. Nawet dzisiaj, kiedy staje się coraz bardziej masowy dzięki transmisjom w kinach, Facebookowi, płytom DVD, YouTube i telewizyjnym programom popularno-rozrywkowym. To także kwestia edukacji. Mam na myśli to, że ludzie często nie wiedzą, co to jest balet. Kojarzy im się wyłącznie z balerinami w różowych spódniczkach tutu, a utarte przekonania niełatwo zmienić. Zabawne jest jednak, że kiedy ludzie bliżej poznają nasz świat (czasem wystarczy jedna wizyta w teatrze), ulegają jego urokowi. Zaczynają zdawać sobie sprawę, że balet jest też sztuką współczesną. Wiem to z własnego doświadczenia.

Czy zgadza się pan z Gabe’em, kiedy mówi w filmie, że zawód tancerza jest trudniejszy od zawodu piłkarza?
Tak, oczywiście.

Dlaczego?
Ponieważ oprócz wielu elementów, predyspozycji, które są też niezbędne w zawodzie piłkarza, takich jak siła, zręczność, wytrzymałość, tancerz musi być jeszcze muzykalny i dobry aktorsko. Kiedy przykładowo tańczysz w balecie „Romeo i Julia”, opowiadasz przecież widzom historię. Wydaje mi się też, że codzienny trening tancerza jest bardziej obciążający – fizycznie i psychicznie. Pracujemy nie tylko nad kondycją. Nieustannie szlifujemy szczegóły. Każdy krok, gest musi być wykonany perfekcyjnie. Nie ma miejsca na błędy i niedociągnięcia. Liczy się także elegancja i piękno ruchu. A o to piłkarze nie muszą się troszczyć. Kiedy tancerze są kontuzjowani, mają chore kolana, cokolwiek, nadal muszą nieskazitelnie wyglądać. To czyni nasz zawód trudniejszym, bardziej wymagającym. I trenujemy po osiem godzin dziennie. Wątpię, żeby tyle trenowali piłkarze. Mimo to zarobki tancerzy są o wiele niższe. I te dysproporcje są moim zdaniem bardzo niesprawiedliwe.

Podobno w Londynie rozpoznają pana na ulicy nawet osoby, które z baletem nigdy się nie zetknęły.
Zdarza się, że jestem zagadywany w metrze albo w autobusie i niektórzy nie mogą uwierzyć, że korzystam z publicznego transportu. Ale wracając do zawodu tancerza, na Kubie sytuacja wygląda inaczej. Tam nie ma takich problemów związanych ze stereotypowym myśleniem o tańcu i balecie. Sztukę tańca stawia się na równi z futbolem. Pozycja społeczna artystów baletu jest bardzo wysoka. Balet jest synonimem sukcesu, powodzenia, dobrobytu. Zapewnia lepsze życie. Do mojego zespołu Acosta Danza zgłasza się wielu tancerzy wykształconych w różnych technikach – od klasycznej do bardzo współczesnych, a nawet tacy, którym bliżej jest do świata kubańskiego folkloru. Nie mam żadnych problemów z naborem. Taniec na Kubie jest zresztą wszędzie. Ludzie tańczą na ulicach, w barach, restauracjach. Nie tylko na scenie i w dyskotekach. Kubańczycy podziwiają ludzi, którzy dobrze tańczą. Fakt ten bywa też inspiracją dla choreografów. W repertuarze mojego zespołu znajduje się spektakl „De Punta a Cabo” [„Od początku do końca”, był w programie Łódzkich Spotkań Baletowych – red.], w którym choreograf Alexis Fernández (Macarela) zgłębia osobowość współczesnych Kubańczyków, analizuje ich sposób poruszania się i pokazuje, że taniec jest ważną częścią ich życia.

W młodości wolał pan jednak tańczyć breakdance...
Jeśli ktoś nie powinien uczyć się tańca klasycznego, to na pewno w pierwszej kolejności byłem to ja. To, co mi się przydarzyło, było wyjątkowe. Nikt z warunkami fizycznymi podobnymi do moich nie zatańczył przede mną ról, które ja miałem w swoim repertuarze: Albrechta z „Giselle” czy Zygfryda z „Jeziora Łabędziego”. Udało mi się przełamać bariery. Byłem pierwszym czarnoskórym tancerzem (principal) w Royal Opera House i pierwszym czarnoskórym Romeo, a kiedy po raz pierwszy wystąpiłem w MET w Nowym Jorku, widownia pełna była czarnoskórych ludzi.

Dokonał pan wielkiego skoku – od łobuza z ulic Hawany do gwiazdy światowego baletu. Jak to się stało?
Jestem męski, a to coś, co ludzie zauważają. Mam również ciemną karnację – i to też ludzie zauważają. Ale moją karierę zawdzięczam ojcu, który był prostym kierowcą ciężarówki. Wychowywałem się w biedzie, byłem najmłodszym z 11 rodzeństwa i większość czasu spędzałem, rozrabiając na ulicach Hawany. Wagarowałem, w końcu wyrzucono mnie ze szkoły. Nadano mi nawet przydomek Junior el Desastre [w wolnym tłumaczeniu: Chłopak Katastrofa – red.]. Ojciec postanowił jednak zrobić ze mnie człowieka i wyciągnął mnie z niewłaściwych kręgów. Tak jak mówiłem, zawód artysty baletu oznacza na Kubie awans społeczny. Wiąże się z dobrymi zarobkami, podróżami i występami w programach telewizyjnych. Zapisał mnie więc do Escuela Nacional Cubana de Ballet (Narodowej Szkoły Baletowej Kuby). A że mamy świetnych pedagogów, udało mi się w wieku 16 lat zająć pierwsze miejsce w konkursie Prix de Lausanne. Pokonałem 127 tancerzy z 20 krajów. I mniej więcej w tym samym czasie rozpoczęła się moja światowa kariera.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną