Aktorów kłopoty z pamięcią

Pamięć nieabsolutna
Promptery, słuchawki, inspicjent z egzemplarzem sztuki na scenie. Kiedyś pamięć była ważną częścią warsztatu aktorskiego. Czy przestaje nią być w czasach, gdy stale podpieramy się pamięcią zewnętrzną?
W spektaklu „1984” w reż. Barbary Wysockiej aktorów asekurował inspicjent.
Krzysztof Bieliński

W spektaklu „1984” w reż. Barbary Wysockiej aktorów asekurował inspicjent.

Zaakceptowaliśmy już powszechne używanie w teatrze mikroportów, dzięki którym aktorzy nie muszą mówić nienaturalnie głośno i wyraźnie, zaakceptujemy więc pewnie i inne technologiczne wynalazki odciążające wykonawców, na zdj. próba prasowa przedstawienia „Xsięgi Schulza” w Teatrze Polskim.
Ignac Głowacki/Gazeta Polska/Forum

Zaakceptowaliśmy już powszechne używanie w teatrze mikroportów, dzięki którym aktorzy nie muszą mówić nienaturalnie głośno i wyraźnie, zaakceptujemy więc pewnie i inne technologiczne wynalazki odciążające wykonawców, na zdj. próba prasowa przedstawienia „Xsięgi Schulza” w Teatrze Polskim.

Jan Peszek w tytułowej roli w spektaklu „Wielki Fryderyk” w reż. Jana Klaty.
Łukasz Cynalewski/Agencja Gazeta

Jan Peszek w tytułowej roli w spektaklu „Wielki Fryderyk” w reż. Jana Klaty.

audio

AudioPolityka Aneta Kyzioł - Pamięć nieabsolutna

Scenografia „Wielkiego Fryderyka” w reż. Jana Klaty w poznańskim Teatrze Polskim jest ascetyczna. Może dlatego, że tytułowy bohater nie należał, delikatnie mówiąc, do rozrzutników. Obok olbrzymich proporców przedstawiających agresywnie wyszczerzone zwierzęce paszcze składa się jeszcze z kilkunastu rozstawionych na scenie i widowni ekranów, na których wyświetlany jest tekst aktualnie wypowiadany przez aktorów.

Proporce mogą symbolizować zaborcze mocarstwa, w końcu rzecz dzieje się na dworze króla pruskiego po pierwszym i przed drugim rozbiorem Rzeczpospolitej. A promptery, na które podczas czteroipółgodzinnego spektaklu zerkają i aktorzy, i widzowie?

Prawda ekranów

Popremierowe plotki kazały w prompterach widzieć podpórkę dla aktorów, którzy – tu wersje były dwie – nie zdążyli się nauczyć na pamięć albo odmówili uczenia się kilometrów słów wyprodukowanych przez Adolfa Nowaczyńskiego w 1910 r. O odmowę szczególnie podejrzewany był Jan Peszek, aktorska gwiazda z Krakowa, gościnnie wcielająca się w tytułowego bohatera. Część widzów zresztą była skłonna usprawiedliwić aktorów, a winą za promptery obarczała reżysera, który nie dokonał wystarczających skrótów, przygotowując teatralną adaptację.

W niedawnym wywiadzie dla miesięcznika „Teatr” Jan Klata ostro ucina wszelkie dywagacje: „Jan Peszek zna tekst i wykonał katorżniczą pracę, aby go mistrzowsko interpretować. To było bezprecedensowe wyzwanie. Nie znam dramatu, który by wymagał tyle wysiłku od odtwórcy głównej roli, co »Wielki Fryderyk«”. I w swoim stylu kpi z krytyków: „Pojawiał się zarzut wobec nowoczesnego teatru, że pomija znaczenie tekstu – no to macie! Macie tekst wypowiadany przez aktorów, macie tekst śpiewany w piosenkach – to też ważne, a nie zawsze oczywiste, patrz: »Jeux sans frontières«. Zobaczcie: możecie czytać tekst z ekranów albo zaczekać, aż zostanie wypowiedziany. Możecie przeczytać dwa zdania i zobaczyć, jak jeden z największych aktorów języka polskiego je interpretuje. Możecie zatrzymać się na fenomenalnie oryginalnej, głębokiej konstatacji: o, prompter!”.

Maciej Nowak, od kilku lat dyrektorujący poznańskiej scenie, wtóruje reżyserowi: – Intencją twórców było także zapoznanie widzów z jednym z nielicznych polskich przedstawicieli popularnego w Niemczech gatunku Lesedrama, jakim jest kilkusetstronicowa powieść dramatyczna Adolfa Nowaczyńskiego. Lesedramy nie były przeznaczone do grania, tylko do czytania.

Ale użycie prompterów było także swoistym komentarzem do nawyków dzisiejszej widowni. – Wielu widzów podczas spektaklu nie może oderwać wzroku od prompterów, aktorzy nieraz przegrywają walkę o uwagę widowni. Żyjemy w świecie ekranów zadrukowanych tekstem, raczej czytamy, niż słuchamy, z tym też boryka się teatr, ludzie nie rozumieją dłuższych kwestii, gubią się podczas monologów.

Ekran z tekstem wykorzystywany jest przez teatr coraz częściej. W „Mojej walce” w reż. Michała Borczucha (TR Warszawa) czytaliśmy z niego wraz z aktorami fragmenty autobiograficznej powieści Karla Ove Knausgårda. Z kolei Anna Paruszyńska swój monstrualny monolog w „Wyzwoleniu” Stanisława Wyspiańskiego w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego (Studio Teatrgaleria w Warszawie) wygłaszała z otwartym laptopem przed oczami i ze słuchawkami na uszach.

W wielu innych niedawnych produkcjach aktorzy posiłkowali się – analogowo – egzemplarzami, czytając swoje role, choć pokaz nie był anonsowany jako czytanie performatywne albo otwarta dla widzów próba. Przykładem „Juden (R)aus Arras” w reż. Jędrzeja Piaskowskiego w TR Warszawa. Na premierze „1984” według słynnej powieści George’a Orwella w reż. Barbary Wysockiej aktorów na scenie Powszechnego asekurował inspicjent z egzemplarzem w ręku, były też czytane fragmenty książki.

W „Robercie Roburze” w reż. Garbaczewskiego (TR Warszawa) premierę uratowała technologia. Tuż przed nią rozchorował się odtwórca głównej roli, wtedy pojawił się – świetny, jak się potem okazało – pomysł, by zamiast odwoływać pokaz, rozbić rolę na dwoje aktorów, z których jeden wystąpi ze słuchawką w uchu, przez którą inspicjent podrzuca mu kwestie i prowadzi przez przedstawienie. Wyszło zaskakująco dobrze. „Zastępstwo w »Procesie« Krystiana Lupy zdarzyło mi się tak, że akurat jadłem obiad w barze w foyer. Gdyby ktoś mi powiedział kilka lat temu, że w kwadrans będę musiał zrobić zastępstwo w spektaklu Lupy, tobym zemdlał i obudził się następnego dnia pod kroplówką” – mówił w Dwutygodniku Bartosz Bielenia. Jego występ Krystian Lupa zapowiedział rezolutnie: „To świetny aktor. I widział spektakl”. Reszty dokonała umiejętność harmonijnej współpracy z inspicjentem szepczącym za kulisami przez mikrofon do malutkiej słuchawki w uchu aktora.

Z nogami w miednicy

Czy we współczesnym teatrze nauka na pamięć przestaje mieć znaczenie, tak jak wcześniej m.in. teatralna kurtyna? Gdyby tak było, do lamusa odeszłoby mnóstwo legend, anegdot, a zawód aktora straciłby jeden ze swoich fetyszy. Większość ludzi ma słabą pamięć, tym bardziej dziś, gdy rozwój technologiczny pozwala na swobodne funkcjonowanie bez zapamiętywania na dłuższą metę niemal niczego. Wygłaszający z pamięci „Wielką improwizację” czy monolog „Być albo nie być” aktor wciąż robi więc wielkie wrażenie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną