Kultura

Zmarł Maciej Parowski – serce polskiej fantastyki

Maciej Parowski Maciej Parowski Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Krytyk, pisarz, scenarzysta komiksowy, a przede wszystkim redaktor „Fantastyki” i „Nowej Fantastyki”. Zmarły w wieku 72 lat Maciej Parowski był jedną z najważniejszych postaci dla miłośników fantastyki, ale i dla całej polskiej kultury.

W ostatnich latach życia Maciej Parowski pracował nad nową książką. Nieukończony „Chronologiczny Alfabet Moich Autorów” to symbol tego, kim był Maciej i z czego był najbardziej dumny – ze swoich autorów. Od początku istnienia pisma związany najpierw z „Fantastyką”, potem „Nową Fantastyką”, kształtował ówczesną, ale i współczesną polską literaturę, publikując opowiadania m.in. Łukasza Orbitowskiego, Szczepana Twardocha, Andrzeja Sapkowskiego, Jacka Dukaja, Feliksa W. Kresa, Andrzeja Ziemiańskiego, Wojciecha Chmielarza, Wita Szostaka czy Jakuba Małeckiego. Nie można powiedzieć, że bez niego polskiej fantastyki by nie było, ale gdyby nie jego zachęty, praca nad tekstami i dyskusje z autorami, byłaby ona na pewno inna, gorsza. Nie można też przecenić tego, jak jego miłość do komiksu przełożyła się na jego rozkwit w Polsce.

Czytaj także: „Nowa Fantastyka” nr 400 – ponad 30 lat historii

Maciej Parowski pomagał stawiać pierwsze kroki

Maciej sam również tworzył (w jego dorobku jest m.in. doskonała powieść „Burza. Ucieczka z Warszawy ′40”, a także kultowy komiks „Funku Koval”, którego był współscenarzystą), jako urodzony redaktor najbardziej kochał jednak cieszyć się z sukcesów tych, którym pomagał stawiać pierwsze kroki. Literaturę widział w sposób niezwykły, wiele potrafił w niej dostrzec, miał doskonałe oko zwłaszcza do potencjału – potrafił przeczytać kiepski tekst, dojrzeć w nim jakieś warte uwagi ziarno, a następnie zadzwonić do autora czy autorki lub napisać maila, chwaląc właśnie ten potencjał, namawiając do dalszej pracy i przesyłania kolejnych opowiadań.

Czytaj także: Fiction coraz bardziej science

Żarliwe dyskusje o kulturze

Najbardziej żył, gdy spierał się o kulturę. Kochał książki, malarstwo, komiksy, filmy. Kochał miłością gorącą, więc miał własne zdanie i się przy nim upierał. Ponieważ jednak z natury był osobą niezwykle ciepłą i otwartą, spory te najczęściej były pozytywne, pełne radości z samego faktu, że toczy się dyskusja. Zdarzało mu się przed laty spierać aż za ostro i uparcie, ostatecznie jednak zwyciężała potrzeba zgody. Potrafił też przyznać się do błędu.

Był nieustannie głodny opinii innych, cenił sobie każde słowo krytyki – niemalże każdą naszą rozmowę w ostatnich latach zaczynał od pytania, co sądzę o jego nowym felietonie do „NF”, wsłuchiwał się w to, co mówię, mimo że sam dłużej był redaktorem, niż ja byłem na świecie.

Czytaj także: Klub Tfurców – kuźnia polskiej fantastyki

Parowski wyżej cenił innych niż siebie

Maciej chyba cenił innych bardziej niż siebie. Zawsze mówił o „swoich autorach”, rozpływał się nad tym, co napisali, na kogo „wyrośli”, a gdy temat publikacji czy rozmowy zmuszał go do wspomnienia o własnej twórczości, zbywał sam siebie i szybko wracał do zachwytów nad opowiadaniami Ziemiańskiego czy Baranieckiego albo obrazami Beksińskiego. Pozostawał w cieniu. Gdybyście go poprosili, żeby wam polecił jakąś książkę czy komiks, swoje publikacje wskazałby pewnie jako ostatnie.

Nie moglibyście jednak sprawić mu większej przyjemności, niż czytając jego powieść lub komiks, a potem dzieląc się opinią. Ja wrócę więc teraz do „Burzy”. To by go ucieszyło.

*

Wiem, że Maciej uśmiechnąłby się na myśl o tym, że wspominam go w „Polityce”. Przed laty publikował na łamach tego tygodnika (kiedyś obliczyliśmy, że nasze debiuty w „Polityce” dzieliło równo 40 lat), ale w sercu był prawicowy (publikował też w „Gazecie Polskiej”), co w teorii powinno nas poróżnić, podzielić, zgodnie z linią, która od lat dzieli Polskę. Maciej taki nie był – za bardzo kochał literaturę i ludzi, żeby takie pierdoły jak polityka zabierały mu partnera do dyskusji. Gdyby podobne serca biły u większej liczby ludzi, może wokół byłoby piękniej.

Maciej Parowski dla „Polityki”: Ciekawe, że byliśmy popularni, ale w istocie szerzej nieznani

Reklama

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną