Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Lukas, ale nie George

Kulisy powstania „Ukrytej gry”

Łukasz Kośmicki Łukasz Kośmicki Anna Rezulak/KFP / Reporter
Polska przestała być postrzegana z zewnątrz jak głucha prowincja – mówi Łukasz Kośmicki, reżyser i scenarzysta thrillera szpiegowskiego „Ukryta gra”, ostatniego filmu produkowanego przez Piotra Woźniaka-Staraka.
Kadr z filmu „Ukryta gra”. Akcja rozgrywa się w warszawskim Pałacu Kultury.Krzysztof Wiktor/Watchout Studio Kadr z filmu „Ukryta gra”. Akcja rozgrywa się w warszawskim Pałacu Kultury.

JANUSZ WRÓBLEWSKI: – 23 lata temu wręczyliśmy panu Paszport POLITYKI za osiągnięcia w dziedzinie sztuki operatorskiej. A teraz spotykamy się w sprawie pańskiego ciekawego i nieoczekiwanego debiutu reżyserskiego. Co się działo z panem przez ten czas?
ŁUKASZ KOŚMICKI: – Kontynuowałem pracę jako operator. Próbowałem też sił jako scenarzysta. Potem na kilkanaście lat pochłonęła mnie reklama. Reżyserowałem, robiłem zdjęcia, zdobywałem doświadczenie. Nie tylko w Polsce. Realizowałem projekty właściwie na wszystkich kontynentach. Naturalną kontynuacją poszukiwań wydawał się samodzielny debiut fabularny.

Niewielu operatorów filmowych przechodzi podobną drogę.
Krzysztof Krauze, Wojtek Smarzowski, Jan Jakub Kolski, dziś uznani reżyserzy, podobnie jak ja kończyli wydział operatorski. Chęć robienia filmów to chyba kwestia osobowości, temperamentu. Niektórych rzeczy nie da się jednak zaplanować, one wynikają z nałożenia się wielu okoliczności, dużą rolę w tym wszystkim odgrywa też przypadek – jak widać, mi zajęło to trochę więcej czasu.

Jest pan m.in. współautorem scenariusza „Domu złego”. Pisać na potrzeby kina przypadkowo nauczył pana Smarzowski?
Do szkoły filmowej trafiłem jako nowicjusz i nastolatek. Miałem za sobą zaledwie rok studiów antropologicznych w Poznaniu, które dały mi podwaliny humanistycznego wykształcenia. Chłonąłem filmy, pierwszą osobą, z którą się zaprzyjaźniłem w łódzkiej Filmówce, był właśnie Wojtek, student wyższego roku. Połączyła nas pasja. On był po filmoznawstwie, dużo więcej wiedział, godzinami analizowaliśmy obejrzane tytuły, niektórym obrazom przyglądaliśmy się bliżej na stole montażowym. I z tych analiz zrodziła się we mnie potrzeba pisania.

Polityka 45.2019 (3235) z dnia 05.11.2019; Kultura; s. 96
Oryginalny tytuł tekstu: "Lukas, ale nie George"
Reklama