Kultura

Zmiany na języku

O języku „dobrej zmiany”

Obóz dobrej zmiany nadaje sobie uprawnienia w dziedzinie języka. Obóz dobrej zmiany nadaje sobie uprawnienia w dziedzinie języka. Mirosław Gryń / Polityka
Nie było tak kreatywnego językowo okresu w historii III RP. Autorzy książki „Dobra zmiana” przekonują, że dla władzy państwowej skuteczny aparat pojęciowy bywa równie przydatny co aparat bezpieczeństwa.
W świecie znaczeń toczy się całkiem realna walka.Mirosław Gryń/Polityka W świecie znaczeń toczy się całkiem realna walka.

Dzielenie społeczeństwa wydaje się główną funkcją języka polityki w okresie, którym zajęła się dwójka autorów książki „Dobra zmiana” – Katarzyna Kłosińska, językoznawczyni i aktualna przewodnicząca Rady Języka Polskiego, oraz literaturoznawca Michał Rusinek.

Zaczyna się w sierpniu 2015 r., od banalnej – wydawałoby się – sytuacji, kiedy to posłanka PiS Krystyna Pawłowicz podczas internetowej dyskusji zawzięcie broni formy wziąść. „Formę wziąć uznała za skrótową, a skłonność do skrótów dostrzegła przede wszystkim u lewactwa.

Polityka 50.2019 (3240) z dnia 10.12.2019; Kultura; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Zmiany na języku"
Reklama

Czytaj także

Świat

PiS wprowadza „ruski ład”? Polska spiera się z UE, Kreml klaszcze

„Ruski ład” w Polsce to scenariusz, któremu Kreml kibicuje od lat. Zresztą do tej pory prognozy Rosjan sprawdzają się co do joty. Co to oznacza? Że Polska z Unii formalnie wprawdzie nie wystąpi, ale osunie się na jej peryferie.

Agnieszka Bryc
22.07.2021