Kultura

Baudrillard nie istnieje

Baudrillard Jean

Jean Baudrillard (1929-2007) (CC, BY SA) Jean Baudrillard (1929-2007) (CC, BY SA)
Jeden z najbardziej wpływowych francuskich intelektualistów, czołowy przedstawiciel postmodernizmu.

Stwierdzenie, że “rzeczywistość nie istnieje” nie brzmi już tak prowokująco jak kiedyś. Nie zapominajmy jednak, że duża w tym zasługa samego Baudrillarda.

Po długiej chorobie zmarł jeden z najbardziej wpływowych francuskich intelektualistów, czołowy przedstawiciel postmodernizmu. Choć jego ostatnie książki na temat terroryzmu mogły budzić mieszane odczucia, nie ulega wątpliwości, że był jednym z najbardziej inspirujących myślicieli XX wieku.

Prowadzona przez niego na początku lat 70-tych dyskusja z Enzensbergerem i McLuhanem była kluczowa dla narodzin teorii mediów. Argumenty Baudrillarda koncentrowały się na relacja między znakami a rzeczywistością - dowodził, że podsuwane przez jego dyskutantów sugestie, by “uzdrowić” środki przekazu odwracając model komunikowania nadawca-odbiorca, w istocie nic nie zmienią. W tekście Requiem pour les media z 1972 r. uznał, że jedynym sposobem jest  wykroczenie poza ten model i wspólna kreacja wszystkich komunikujących się podmiotów na drodze autentycznej interakcji. Nie podsuwał jednak gotowych rozwiązań, przeciwnie - ogólny wydźwięk jego myśli był pesymistyczny. Wciąż zresztą powraca w dyskusji o mediach: system medialny pozbawia znaczenia nawet to, co wartościowe.

Jego legendę zbudowały udział w wydarzeniach maja 1968, w pewien sposób legitymizując go w roli krytyka mediów i społeczeństwa konsumpcyjnego. Baudrillard wymykał się jednak prostym klasyfikacjom, atakując choćby intelektualnego idola Nowej Lewicy, Michela Foucault. Teraz zostały tylko jego książki. Na szczęście w ciągu ostatnich dwóch lat zbiór polskich przekładów Baudrillarda znacznie się powiększył - w tym o chyba najważniejsze “Symulakry i symulację”. Być może w dobie “Matriksa” i gier sieciowych stwierdzenie, że “rzeczywistość nie istnieje” nie brzmi już może tak prowokująco, jak kiedyś. Nie zapominajmy jednak, że duża w tym zasługa samego Baudrillarda.

 

Baudrillardowi przypięto etykietkę amoralnego postmodernisty. A przecież większość jego książek to moralitety.

Chciałoby się rzec, że „śmierci Jeana Baudrillarda nie było”. Odejście jednego z najbardziej przenikliwych badaczy współczesności stanowi osłabienie tego nurtu filozofii, który nie pokłada wielkich nadziei w całościowym ujęciu świata i jego przekonywającej, semantycznej wykładni.

Baudrillard był piewcą fragmentarycznego dyskursu, zrywał z wielkimi tradycjami systemów filozoficznych, a paideia (w starożytnej Grecji termin oznaczający wychowanie lub kulturę – red.) kojarzyła mu się raczej z „pandemią” konsumpcji i stadnych zachowań społecznych. Autor teorii symulakrów zrywał zasłony z „milczącej większości” społeczeństwa, uświadamiając czytelnikowi swoich pism, jak bardzo jest uwikłany w grę fikcji, stworzoną w imię ocalenia sensu istnienia poszczególnego, politycznego i wreszcie metafizycznego.

Zajadła krytyka optymizmu systemów demokratycznych, liberalnych projektów ekonomicznych, a przede wszystkim anihilacji ludzkiej egzystencji w wszechogarniającej wirtualności wszelkiego doświadczenia, przyczyniła się do przypięcia Baudrillardowi etykietki amoralnego postmodernisty. A przecież większość jego książek to moralitety, w których, za pomocą ekstremalnych ujęć danej problematyki i gwałtowności użytej leksyki, walczy o zachowanie resztek zdegradowanej realności. Odwaga, z którą Baudrillard zaatakował nasze filozoficzne przyzwyczajenia przysporzyła mu sporo wrogów wśród ideologów filozofii pozytywnych. Bowiem Baudrillard twierdził, że „jest raczej nic niż coś” i wytaczał sporo argumentów potwierdzających swoją tezę.

Skrajnie negatywne stanowisko wobec kultury obrazu, który nie odsyła do żadnego bytu poza samym sobą, Baudrillard najcelniej rozwinął w swojej głośnej książce „Symulakry i symulacja”. Dobitnie wskazał na implikacje, jakie łączą się z groźną wiarą w „obrazkowość” świata, czyniąc z jego fascynatów jedynie kopie samych siebie. Utratę realnego istnienia poprzedza faza zatraty w katalogu egzystencjalnych spotów, reklamujących ważność, piękno i niepowtarzalność życia. Otóż „życie” według filozofa jest multiplikowane w dowolnych ilościach, które reguluje zasada popytu i podaży. Nic w hiperrzeczywistości nie posiada już waloru wyjątkowości, zwłaszcza życie, które określa tylko jeden desygnat – nadmiar. Nadwyżka symulowanego istnienia spływa z ekranów telewizorów pod postacią uśmiechniętych modeli i modelek, błyskawicznie zanikających w magmie kanałów. Natomiast ruch pilota stanowi ostatni przyczółek ludzkiego prawa do wolnego wyboru pomiędzy różnymi wariantami sposobów przetrwania w „zimnych”, skompresowanych realiach medialnej nicości.

Francuski myśliciel jawnie sytuował się po stronie negatywności ontologicznej, a jego krytycyzm i rezygnacja idealnie współgra z agonalnym charakterem współczesnego świata. Nie bez kozery wywiad-rzeka z Baudrillardem nosił tytuł „Przed końcem”. Lektura tej książki przynosi rzadkie poczucie obcowania z prawdziwym smutkiem kogoś, kto w konwulsjach chce pożegnać się z wszelkimi złudzeniami.

 

Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną