Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Smoki, elfy i prawa kobiet

Andrzej Sapkowski: „Wiedźmin” nie miał aspiracji bycia manifestem

„Zaryzykuję twierdzenie, że od czasu stworzonej przez C.L. Moore Jirel z Joiry (1934 r.) w fantasy jest zdecydowanie więcej ciekawych głównych i sprawczych bohaterek niźli bohaterów”. „Zaryzykuję twierdzenie, że od czasu stworzonej przez C.L. Moore Jirel z Joiry (1934 r.) w fantasy jest zdecydowanie więcej ciekawych głównych i sprawczych bohaterek niźli bohaterów”. EAST NEWS
„Wiedźmin” nie miał aspiracji bycia manifestem, to nie był Orwell ani „Opowieść podręcznej” – mówi Andrzej Sapkowski. Ale jego książki były w awangardzie społecznej dyskusji, która zmienia współczesną fantastykę.
„Na początku lat 70. było w branży raczej cicho. Swej orientacji nie ogłaszali wszem wobec James Tiptree Jr., Geoff Ryman ani Thomas Disch i tematyki LGBTQ+ nie było w fantasy wiele”.Zbigniew Furman/Fotonova „Na początku lat 70. było w branży raczej cicho. Swej orientacji nie ogłaszali wszem wobec James Tiptree Jr., Geoff Ryman ani Thomas Disch i tematyki LGBTQ+ nie było w fantasy wiele”.

MARCIN ZWIERZCHOWSKI: – Fantasy kojarzy się z eskapizmem. W „Wiedźminie” często nawiązywał pan do kwestii wówczas i dziś rozpalających dyskusje społeczne, jak aborcja, rasizm, ksenofobia, równouprawnienie kobiet. Skąd takie podejście do gatunku, w którym wówczas normą to raczej nie było?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: – Uwłaczającą łatkę eskapizmu przypięto gatunkowi fantasy niemal od jego zarania. Łatka trzyma się mocno, walczyć z tym to jakby – jak ujął to kiedyś jeden z moich uniwersyteckich kolegów – kopać się z koniem. Ale powtórzę za pewnymi mądrymi ludźmi i trawestując nieco, że beauty is in the eye of the beholder – eskapizm, jeśli o takowym mówić można, tkwi w głowie czytelnika, a bynajmniej nie w czytanym przezeń rodzaju literatury. Zaś Tolkien, mistrz obrazowych parabol, ujął to tak: jeśli nawet ucieczka, to nie w sensie dezercji od rzeczywistości, lecz ucieczka z ciemnego lochu braku wyobraźni.

Ale wróćmy a nos moutons, czyli do istotnych problemów i kwestii wybiegających poza kojarzący się z fantasy schemat magii i miecza. Może i nie są one w fantasy normą, ale z pewnością nie są rzadkością. Weźmy właśnie Tolkiena, ojca założyciela gatunku. Wiedział, co to ksenofobia. Jeźdźcy Rohanu, skądinąd pozytywnie opisani szlachetni rycerze, nie są od ksenofobii wolni – boją się Galadrieli i jej Lasu. Nienawidzą, nie znając i nie rozumiejąc. Dużo wokół nas dziś takich Jeźdźców. A w czasie Wielkiej Wojny Easterlingowie i Haradrimi, ludzie wszak z krwi i kości, sprzymierzają się z Sauronem i stają do boju ramię w ramię z potwornymi orkami – tak wielka jest ich podszyta ksenofobią nienawiść do Gondorczyków.

A w samym Gondorze? Króla, który powrócił, niektórzy nazywają „nasieniem elfów” i życzą mu, by sobie poszedł.

Polityka 34.2021 (3326) z dnia 17.08.2021; Kultura; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Smoki, elfy i prawa kobiet"
Reklama