Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Dymy i dymki

Dymy i dymki. Komiks próbuje mówić o traumie 11 września

Karta z komiksu „11 września 2001. Dzień, w którym runął świat” Baptiste’a Bouthiera i Héloïse Chochois. Karta z komiksu „11 września 2001. Dzień, w którym runął świat” Baptiste’a Bouthiera i Héloïse Chochois. materiały prasowe
Od żałoby i gniewu do łopoczącego sztandarami patosu: twórcy komiksów wciąż szukają sposobu na opisanie traumy po 11 września.
Karta z komiksu „11 września 2001. Dzień, w którym runął świat”. W fikcyjną opowieść autorzy wpletli fragmenty życiorysów prawdziwych ludzi.materiały prasowe Karta z komiksu „11 września 2001. Dzień, w którym runął świat”. W fikcyjną opowieść autorzy wpletli fragmenty życiorysów prawdziwych ludzi.

„To już 20 lat, mnóstwo czasu! A przecież jakby to było wczoraj. Każdy doskonale pamięta, gdzie był i co robił, gdy się dowiedział o zamachach. To jedno z tych wydarzeń” – mówi Juliette, bohaterka komiksu „11 września 2001. Dzień, w którym runął świat”, stworzonego przez scenarzystę Baptiste’a Bouthiera i rysowniczkę Héloïse Chochois. Podróż do Nowego Jorku staje się dla niej pretekstem do wspomnień z dnia ataków na World Trade Center i Pentagon: niepokoju, który jej towarzyszył, choć mieszkała po drugiej stronie oceanu, lęków wywołanych przez Al-Kaidę i amerykańską wojnę na Bliskim Wschodzie. W fikcyjną narrację autorzy albumu wplatają fragmenty życiorysów prawdziwych ludzi: pracowników WTC i ratowników, którzy cudem ocaleli, gdy zawaliły się bliźniacze wieże. Ta świetna opowieść jest również próbą spojrzenia na to, jak zmienił się świat po zamachach. Komiks relacjonował te zmiany i emocje na bieżąco: od żałoby, przez gniew, po krytyczną analizę wydarzeń.

Jednak nie umarłem

W chwili, gdy pierwszy samolot uprowadzony przez zamachowców uderzył w północną wieżę World Trade Center, Art Spiegelman znajdował się zaledwie kilka przecznic dalej. Mieszkał wraz z rodziną na Dolnym Manhattanie, szedł z żoną do domu, ich córka zaczęła lekcje w szkole mieszczącej się w tej samej dzielnicy. „Byłem przekonany, że tego dnia umrę” – wspominał później artysta, ikona undergroundowego komiksu i twórca nagrodzonego Pulitzerem albumu „Maus”. „A spośród wszystkich rzeczy, które przyszły mi na myśl, była też ta, że już nie zrobię tych wszystkich komiksów, nad którymi pracowałem, które przez lata odkładałem na później. Ale nie umarłem i musiałem wrócić do rysowania. Zwłaszcza że doświadczyłem przełomowego historycznego wydarzenia.

Polityka 38.2021 (3330) z dnia 14.09.2021; Kultura; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Dymy i dymki"
Reklama