W przedwojennej polskiej prasie komiksy nazywano chwytliwie – nawet jeśli nie do końca trafnie – „filmami rysunkowymi”. Wspaniały album „Krew dziewicy” Sammy’ego Harkhama (przeł. Wojciech Góralczyk, Kultura Gniewu, 6/6) byłby w tej nomenklaturze filmem o filmie: jego bohaterem jest Seymour, ambitny montażysta tandetnych horrorów, który dostaje szansę, by rozwinąć w branży skrzydła. Musi tylko przemyśleć, czy warto dla kariery poświęcić prywatne życie. Harkham, który nad swoim komiksem pracował 14 lat, stworzył dzieło rzadkiej jakości. Wychodząc od nerdowskiego spojrzenia na głębokie i zakurzone zaplecze Hollywoodu, opowiada o miłości do kina, kryzysach rodzinnych, tożsamości i cenie sławy. A robi to w sposób, który nie pozwala oderwać się od lektury.
Ocena: 6/6