Joel i Ethan Coenowie

Utalentowani bracia
Wspólnie piszą, udzielają wskazówek aktorom i reszcie ekipy, obaj montują.
Ethan (z lewej) i Joel Coenowie
Wikipedia

Ethan (z lewej) i Joel Coenowie

„Fargo”, 1996
materiały prasowe

„Fargo”, 1996

Choć Joel jest starszy od Ethana o trzy lata, uchodzą powszechnie za bliźniaków. Joel jest wyraźnie wyższy, szczuplejszy, rzadziej się odzywa i generalnie niespecjalnie przepada za ludźmi. Ethan często się śmieje, ma lekko rudawe, kręcone włosy, piegi i lubi opowiadać dowcipy. Mimo że różnią się temperamentem, usposobieniem i oczywiście wyglądem, mylą braci nawet bliscy współpracownicy, którzy zwykle traktują ich jak dwugłowego reżysera.

Scheda po Allenie

Jednomyślność braci jest legendarna. Oficjalnie Joel odpowiada za reżyserię, Ethan za produkcję, w praktyce jednak dzielą równo między siebie wszystkie obowiązki. Wspólnie piszą, udzielają wskazówek aktorom i reszcie ekipy, obaj montują (pod pseudonimem Roderick Jaynes). Niektórzy nie dowierzają, że można usłyszeć od nich zawsze identyczne uwagi. Przy „Hudsucker Proxy” Paul Newman nie mógł się nadziwić, że natknął się na tak zdolnych i kreatywnych artystów, którzy jeszcze nie posprzeczali się ze sobą. Wiadomo, że kiedy jeden rozpoczyna wątek, kończy go drugi. Nie ma wchodzenia sobie w słowo. Zawsze jest przytakiwanie, rozwijanie myśli brata, pełna symbioza. W praktyce wygląda to mniej więcej tak:

Dziennikarz: – Ile zwierząt zabiliście na planie?
Joel: – Nooo… sporo.
Ethan: – Krowy w „Bracie, gdzie jesteś?”.
Joel: – Tak, kilka krów. W innym filmie wysadziliśmy w powietrze królika i jaszczurkę. I jeszcze psa.
Ethan: – Taaak, zabiliśmy mnóstwo zwierząt.

Nic dziwnego, że odkąd Woody’ego Allena zaczęło zawodzić poczucie humoru, schedę po nowojorskim komiku przejmują właśnie oni. Ich mroczne, pesymistyczne filmy stały się nieoczekiwanie wzorem inteligentnej rozrywki.

Brzmi to zaskakująco, bo absurdalne komedie Coenów pozornie nie wydają się zbyt mądre. Nie zajmują się opisem mieszczańskich kompleksów. Nie kpią z erotycznych obsesji znerwicowanych Amerykanów. Nic nie mówią na temat psychoanalizy, Dostojewskiego, egzystencjalizmu, żydowskich intelektualistów. Ani Boga. W ogóle trudno w nich dostrzec allenowską głębię. Nie mówiąc o kłopotach ze znalezieniem normalnej postaci z krwi i kości, która by nie była karykaturą.

Ich świat jednak wciąga, fascynuje, dziwi, śmieszy, a przy bliższym poznaniu okazuje się równie bogaty w gorzką filozoficzną refleksję. Tyle że podaną w całkiem odmienny sposób. W filmach Coenów pełno jest umowności, symboli, znaczących rekwizytów, kryminalnych zagadek, tropów wiodących do innych filmów i popularnych powieści.

Nawiązania te nigdy nie są mechaniczne, polegają raczej na odwróceniu stereotypów, na grze z popkulturowymi skojarzeniami, na nieustannym zaskakiwaniu widza i paradoksalnej zmianie akcentów. Samotny, zgorzkniały idealista w stylu Philipa Marlowe’a nie będzie w ich filmach bystrym detektywem odkrywającym, że jemu jedynie zależy na przywróceniu sprawiedliwości; raczej biernym obserwatorem przerażonym okrucieństwem, jakie ludzie zadają sobie wzajemnie. Zamiast ciepła i emocji, będzie od niego bił chłód.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj