Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Film

Tetro

Po nieudanej ekranizacji baśniowej opowieści Mircei Eliadego „Młodość stulatka” Francis Ford Coppola sięgnął po bardziej realistyczny temat. Swobodnie, aczkolwiek wyraźnie nawiązujący do jego osobistych przeżyć z okresu dojrzewania. Zanim twórca „Ojca chrzestnego” dał się poznać jako filmowy wizjoner, marzył o karierze dramaturga, przeciwko czemu oponował jego ojciec, znany kompozytor, pragnący, by syn poszedł w jego ślady. Konflikt pomiędzy despotyzmem i ambicjami egoistycznych rodziców oraz indywidualizmem i pragnieniami dzieci stanowi punkt wyjścia „Tetro”, quasi-autobiograficznego dramatu rodzinnego, osnutego wokół rywalizacji światowej sławy muzyka, ojca tyrana, i jego synów, która doprowadziła do tragedii. Zgodnie z teatralną logiką (czarno-biały film jest utrzymany w mocno zwietrzałej konwencji dramatów Tennessee Williamsa z lat 50.), o wszystkim dowiadujemy się z serii barwnych retrospekcji. Zanim jednak dojdzie do wyjaśnienia zagadki, trzeba przebrnąć przez mało wciągający, trwający bez mała półtorej godziny prolog, z którego wynika, iż pragnący zostać pisarzem tytułowy Tetro (Vincent Gallo) uciekł z domu, bo nie cierpiał skąpego i brutalnego ojca (Klaus Maria Brandauer). Obiecał wcześniej znacznie młodszemu bratu (Alden Ehrenreich), że kiedyś po niego wróci. Ponieważ obietnicy nie spełnił, młodszy brat, przed ukończeniem osiemnastki, znajduje go na skraju załamania nerwowego, zaszytego gdzieś w artystycznej dzielnicy Buenos Aires, z zakochaną w nim po uszy hiszpańską psychoterapeutką (Maribel Verdu). Freudowski wątek głębokiego urazu wyniesionego z dzieciństwa i zaburzonych relacji z rodzicami zapowiadał się ciekawie, ale został przez Coppolę naszkicowany mechanicznie, w niemodnym stylu, co, niestety, obniża wartość filmu, czyniąc nieszczerość i sztuczność główną jego słabością.

JW

Polityka 36.2010 (2772) z dnia 04.09.2010; Kultura; s. 54
Reklama

Czytaj także

null
Świat

NATO kilku prędkości? Pomysły trumpistów coraz bardziej szalone i coraz groźniejsze

Lepsza ochrona dla krajów więcej „płacących” – gorsza lub brak dla tych, którzy się ociągają. Tak według wojskowego doradcy Trumpa miałoby wyglądać NATO po reformie. Dawni członkowie trumpowskiej administracji mówią wprost: następna kadencja oznacza wyjście USA z Sojuszu i jego rozpad.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
17.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną