Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Film

Jak ukraść Rubensa

Recenzja filmu: "Łowcy głów", reż. Morten Tyldum

Aksel Hennie (headhunter) i Synnove Macody Lund (żona) Aksel Hennie (headhunter) i Synnove Macody Lund (żona) Kino Świat / materiały prasowe
Bohaterem thrillera jest chciwy i przebiegły złodziej obrazów prowadzący renomowaną agencję headhunterską.

Jo Nesbo, norweski pisarz, a przy tym również utalentowany muzyk rockowy, zasłynął cyklem książek o perypetiach policjanta Harry’ego Hole’a. Bohaterem thrillera „Łowcy głów” w reżyserii Mortena Tylduma nie jest jednak wspomniany glina, ale chciwy i przebiegły złodziej obrazów prowadzący renomowaną agencję headhunterską. Problem w tym, że mimo regularnych brawurowych napadów nie jest on w stanie spłacić wszystkich długów ani zapewnić pięknej żonie życia na odpowiednio wysokim poziomie. Sytuację ma rozwiązać kradzież płótna Rubensa, wartego miliony dolarów.

Sensacyjna akcja filmu nie skupia się na samym skoku, ale na katastrofalnych konsekwencjach pozornie prostego przestępstwa, które pewnego siebie narcyza wpędzą w nie lada tarapaty. Pytanie, kto tu kogo ściga i z jakiej przyczyny, jest oczywiście kluczowe, jednak nie mniej istotna wydaje się też kwestia wzajemnego zaufania małżonków i przemiany, które oboje przechodzą. Na szczęście w finale wszystko i tak okaże się inne, niż się spodziewamy. Autorzy filmu zgrabnie poradzili sobie z licznymi trudnościami uwiarygodniania w sumie mało prawdopodobnej fabuły. Niektóre sceny potraktowali z przymrużeniem oka, inne rozegrali w ramach konwencji. Niezła rozrywka, ale bez głębszych ambicji.

Łowcy głów, reż. Morten Tyldum, prod. Norwegia, 100 min

Polityka 19.2012 (2857) z dnia 09.05.2012; Afisz. Premiery; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Jak ukraść Rubensa"
Reklama