Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Film

Za garść konopi

Recenzja filmu: "Savages. Ponad bezprawiem", reż. Oliver Stone

Kalifornijscy bosowie w akcji. Kalifornijscy bosowie w akcji. materiały prasowe
Stary gniewny moralista światowego kina biczował już Amerykę za bezsensowną wojnę w Wietnamie (wielokrotnie), szydził z prezydenta Busha, w Nixonie zobaczył nowe wcielenie Ryszarda III, w JFK ofiarę spisku CIA, napiętnował też (nie raz) cwaniaków z Wall Street.

W najnowszej hollywoodzkiej produkcji „Savages” zdjął kostium lewicowego trybuna i spojrzał zatroskanym okiem na swoją ojczyznę z perspektywy wyluzowanych bossów kalifornijskiej mafii narkotykowej. Nakręcił trzymający w napięciu pastisz, bezczelnie niemoralne kino akcji o dwóch łotrach, co z miłości do tej samej kobiety wszczęli wojnę gangów. Jest tu wszystko, za co miłośnicy inteligentnej rozrywki uwielbiają Tarantino lub braci Coen: przemyślany do najdrobniejszego słowa, odjazdowy scenariusz o męskiej przyjaźni, w którym cynizm i czarnowidztwo łatwo pomylić z romantyzmem. Mamy niewymuszone, dowcipne nawiązania do klasyki (slogan reklamowy książki Dona Winslowa, której film jest ekranizacją, podpowiada, że to „Butch Cassidy i Sundance Kid” ery karabinów maszynowych). Są niezłe kreacje aktorskie z Benicio del Toro w roli cyngla meksykańskiego kartelu (pewne miejsce w pierwszej dziesiątce zawodowych morderców ostatniej dekady) i szalejącym jak za dawnych lat Johnem Travoltą – skorumpowanym komisarzem do walki ze zorganizowaną przestępczością. Na oscarowej półce raczej bym tego filmu nie stawiał, ale kto lubi gatunkową zabawę, nie będzie żałował wydanego grosza.

 

Savages. Ponad bezprawiem, reż. Oliver Stone, prod. USA, 100 min

Polityka 39.2012 (2876) z dnia 26.09.2012; Afisz. Premiery; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Za garść konopi"
Reklama