Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Film

Facet w szpilkach

Recenzja filmu: "Na zawsze Laurence", reż. Xavier Dolan-Tadros

Suzanne Clement gra zakochaną w transseksualiście. Suzanne Clement gra zakochaną w transseksualiście. Spectator / materiały prasowe
Spośród filmów na podobny temat „Na zawsze Laurence” wyróżnia się tym, że kieruje uwagę także w stronę partnerów osób transseksualnych oraz ich dramatów.

Na zawsze Laurence, reż. Xavier Dolan-Tadros, prod. Kanada, 163 min

Przystojny 35-latek (Melvil Poupaud) z filmu Xaviera Dolana („Wyśnione miłości”, „Zabiłem moją matkę”) nie czuje się facetem, nie jest też gejem. Urodził się kobietą w ciele mężczyzny i całe życie to ukrywał. Bez kontaktu z ojcem, nierozumiany przez matkę, potajemnie nienawidzi wszystkiego, co tak bardzo podoba się w nim jego dziewczynie (Suzanne Clement). Będąc wykładowcą uniwersyteckim i pisarzem, wielbicielem katolickiej prozy Mauriaca, a zarazem surowym moralistą potępiającym wydawców Celina za to, że szybko wybaczyli mu flirt z faszyzmem, ma ze sobą dodatkowy kłopot. Wydaje się, że Dolan kolejny raz, tylko głębiej i dojrzalej, sięga po doskonale mu znaną problematykę (nie)akceptacji odmienności seksualnej.

Spośród filmów na podobny temat „Na zawsze Laurence” wyróżnia się tym, że kieruje uwagę także w stronę partnerów osób transseksualnych oraz ich dramatów. Jak zachowują się one w sytuacji zmiany płci bliskich, czym dla nich staje się wówczas seks, pożądanie, miłość, jak określają swoją tożsamość, która przecież również ulega zachwianiu i przewartościowaniu? Jak zawsze u kanadyjskiego reżysera, ważną rolę odgrywa obraz, bliski poetyckim klimatom, choć nie tak sugestywny jak w jego poprzednich filmach.

Polityka 45.2012 (2882) z dnia 07.11.2012; Afisz. Premiery; s. 82
Oryginalny tytuł tekstu: "Facet w szpilkach"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Archiwum Polityki

Niepokorni

Historię PRL odmierza kilka dat społecznych protestów przeciw ludowej władzy, zwykle brutalnie lub krwawo tłumionych. W 1956 r. – czerwiec, w 1968 r. – marzec, w 1970 r. – grudzień, w 1976 r. – znów czerwiec... I gdyby nie tamte zdarzenia sprzed 30 lat, nie byłoby pewnie sierpnia 1980 r. i wyjątkowej polskiej drogi do wolności.

Marcin Kołodziejczyk
13.05.2006
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną