Film

Powrót szalonego Burtona

Recenzja filmu: "Frankenweenie", reż. Tim Burton

Animacja w hołdzie Frankensteinowi. Animacja w hołdzie Frankensteinowi. Disney / materiały prasowe
30 lat temu animator Disneya zrealizował za garść dolarów aktorską krótkometrażówkę.

O chłopcu z przedmieścia, przywracającym za pomocą elektromagnetycznego urządzenia życie swemu ukochanemu psu, który zginął pod kołami samochodu. Bulterier z potwornymi bliznami, przypominający pozszywane monstrum (ukłon w stronę charakteryzacji niezapomnianego Borisa Karloffa ze słynnego cyklu o doktorze Frankensteinie), odwdzięczał się swemu panu, wyciągając go spod ruin płonącego wiatraka.

Teraz Tim Burton nakręcił pełnometrażową wersję tej historii, wedle pomysłu uwiecznionego na czarno-białych rysunkach sprzed lat. Oczywiście z odpowiednio większym budżetem i w 3D. Nowy „Frankenweenie” to wzruszający hołd złożony niesamowitym baśniom, inspirującym gotycką wyobraźnię reżysera: horrorom Vincenta Price’a, opowieściom grozy E.A. Poe, filmom o potworach. Jest w nim wszystko, co stanowi kwintesencję estetyki Burtona: zabawa w straszenie, pastisz, hallo­weenowa fascynacja śmiercią, czarny humor, poezja, radość z szalonego tańca z kiczowatymi ikonami popkultury. Dorośli z łezką w oku przypomną sobie ekscytujące chwile spędzone w starym kinie. Młodzi będą zaskoczeni bezczelną odwagą reżysera, mającego w nosie idealny świat Disneya.

 

Frankenweenie, reż. Tim Burton, prod. USA, 90 min

Polityka 49.2012 (2886) z dnia 05.12.2012; Afisz. Premiery; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Powrót szalonego Burtona"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Patrząc na Chiny

Im bliżej końca XX w., tym Chiny częściej przypominały się Zachodowi, Zachód ma jednak nieodmiennie kłopoty ze zrozumieniem Chińczyków. Jakie są te Chiny w oczach Zachodu?

Krzysztof Kardaszewicz
13.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną