Film

W imię miłości

Recenzja filmu: "Miłość", reż. Michael Haneke

Polityka
Arcydzieło kina europejskiego, a kto wie, czy nie najlepszy film ubiegłego sezonu w ogóle.

Widzowie, którzy widzieli „Miłość” Austriaka Michaela Haneke, są co do tego zgodni. Wydanie na DVD jest okazją, aby przekonali się i ci, którzy nie wybrali się do kina. Wyciszony, poruszający dramat o starości i umieraniu zmusza do stawiania pytań najtrudniejszych – o sens miłości w chwili największego cierpienia. Rozgrywa się w paryskim mieszkaniu 80-letnich emerytowanych nauczycieli muzyki, wzorowanym na domu rodziców reżysera. Główne role grają legendarni aktorzy, kojarzeni do dziś z romantyczną przygodą francuskiej nowej fali: Emmanuelle Riva – pamiętna heroina z dramatu Alaina Resnaisa „Hiroszima, moja miłość”, i Jean-Louis Trintignant – bohater „I bóg stworzył kobietę”. Oboje kilka lat temu pożegnali się z kinem, ale specjalnie dla tego filmu wrócili. Film jest opowiadany z punktu widzenia męża, bezsilnego świadka odchodzenia sparaliżowanej po wylewie żony, który musi stawić czoła własnej rozpaczy, obojętności córki, nagłej samotności. Dwie godziny projekcji to opis powolnego konania i męczarni, którą chce się skrócić. Haneke stawia problem samobójstwa, eutanazji, ale zmienia akcenty, odwraca punkty widzenia. Nie pyta, czy wolno zabić, czy decydując się na odebranie sobie i komuś życia, popełnia się grzech. Tylko czy wolno to zrobić w imię miłości.

 

Miłość, reż. Michael Haneke, dystr. Gutek Film

Polityka 15.2013 (2903) z dnia 09.04.2013; Afisz. Premiery; s. 68
Oryginalny tytuł tekstu: "W imię miłości"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jaki wpływ na kreatywność ludzi mają ich emocje

Czy kreatywność przytrafia się tylko nielicznym.

Joanna Maria Kwaśniewska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną