Recenzja filmu: „Podróż na sto stóp”, reż. Lasse Hallström

Zderzenie kuchni
Gotowanie na ekranie stało się modne.
Helen Mirren w roli restauratorki
Dreamworks/materiały prasowe

Helen Mirren w roli restauratorki

W projekt „Podróż na sto stóp” zaangażowali się w charakterze producentów Steven Spielberg i Oprah Winfrey, a reżyserię powierzono Lassemu Hall­strömowi (autorowi m.in. „Co gryzie Gilberta Grape’a” i „Czekolady”). Zapowiadała się prawdziwa filmowa uczta. Oto do uroczego francuskiego miasteczka przybywa rodzina imigrantów z Indii, która kupuje zdewastowany lokal, gdzie zamierza serwować narodowe dania, przyrządzane według sobie tylko znanych receptur. Tymczasem naprzeciwko, w odległości stu stóp, znajduje się renomowana restauracja, znana ze znakomitej francuskiej kuchni, wyróżniona gwiazdką w przewodniku Michelin. Szykuje się zderzenie dwóch kuchennych cywilizacji. Właścicielka miejscowej restauracji, rezolutna Madame Mallory (Helen Mirren), przystępuje do kontrnatarcia.

Niby ma być wojna, lecz kończy się na podchodach. Brzydki napis na murze „Francja dla Francuzów” zostaje szybko i dokładnie wymazany. O tym, że nastąpi budujący happy end, wiemy od pierwszych scen, w najmniejszym stopniu nie zaskakuje też rozwój wątku romansowego. Dużo mówi się w filmie o przyrządzaniu ostrych przypraw, niestety, smaku nie czujemy, ponieważ wszystko polano słodkim lukrem.

Podróż na sto stóp, reż. Lasse Hallström, prod. USA, 122 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną